Najnowsze wpisy »

Zabezpieczony: wtf c.d.

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


Zabezpieczony: wtf?

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:


Wszystko w zajebistym porządku!

Czyżby nareszcie po dwuletniej przerwie wkroczyła miłość w moje życie? ;)
Wszystko jest kolorowe, wiem, że to przetrwa, chyba musi, bo się wkurzę.
http://www.youtube.com/watch?v=IhlkBTlAHVo&feature=related

Bo miłości nie wolno się sprzeciwiać, nie wolno przed nią uciekać, w końcu mamy być szczęśliwi! Życie jest zbyt krótkie, by się zastanawiać, czy dobrze robimy, czy będziemy żałować, czy też inni nie będą tego akceptować. Mamy być szczęśliwi do cholery! I koniec kropka! .
Ps. Jestem szczęśliwa, niech już tak zostanie, choćby nie wiem co… ;)

Oh Jack…;*

Mamma mia!

Tak, mowa o genialnym musicalu „Mamma mia!”, w którym możemy usłyszeć największe przeboje szwedzkiej grupy Abba. Jak najbardziej jestem na tak, pełno plusów! Ekranizacja z 2008 roku, w której główne role zagrali: Meryl Streep jako samotna matka prowadząca z córką Sophie (Amanda Seyfried) stary hotel na maleńkiej greckiej wyspie. Akcja toczy się podczas przygotowań do wesela Sophi i Sky’a, którego gra Stellan Skarsgard. Sophie odnajduje pamiętnik matki, w którym opisane są jej przygody podczas wakacji, gdy zaszła z nią w ciążę. Jest trzech mężczyzn, co się równa trzem potencjalnym ojcom dziewczyny. Zaprasza wszystkich trzech „ojców” na swoje wesele i wtedy się zaczyna…
W filmie nie wykorzystano oryginalnych utworów Abby, odświeżono ścieżki dźwiękowe, natomiast aktorzy nagrali wokale.
Gra aktorska na wysokim poziomie, film zdecydowanie wciąga, a forma musicalu sprawia, że można poczuć się, jakby było się na wyspie posród tłumnych, śpiewających i tańczących ludzi.
Serdecznie polecam widzom, którzy nie oglądali!
Pozdrawiam!

„Jesienna miłość”

„Jesienna miłość” (” A walk to remember”) powieść autorstwa Nicholasa Sparksa  z 1999 roku to znana wszystkim historia pięknej, szczęśliwej miłości bez happy endu. Młody Landon Carter przeżywa swoją pierwszą miłość w dziewczynie, której niegdyś nie znosił. Ona odwzajemnia jego uczucia, ba, nawet modliła się do Boga, by sprawił, żeby Carter się w niej zakochał. Landon zauważa pozytywne zmiany w swoim życiu, w swojej osobowości, które zawdzięcza słodkiej Jamie Sullivan – córce pokręconego pastora w 20-tysięcznym miasteczku, która jest uosobieniem dobroci, gorliwej wiary i optymizmu. Niestety całą miłosną sielankę przerywa białaczka, która dopadła dziewczynę. Sposób w jaki Landon opiekuję się Jamie, jak wiele jej daje, jak cierpi również doprowadza do łez zarówno tak jak i Jamie, która cieszy się każdą chwilą jaka jej została. Byli tacy młodzi – mieli po siedemnaście lat, a mimo to była to tak dojrzała miłość. Widzimy przemianę Landona, który z dzieciaka zmienia się w mężczyznę – opiekuńczego, czułego, dojrzałego.
Oczywiście jest piękny ślub, kościół wypełniony po brzegi w mieszkańcach miasteczka, przyjaciołach, znajomych ze szkoły, rodzinie i jest śmierć.
Narratorem jest ponad pięćdziesięcioletni Landon, który cofa się pamięcią do tamtych wydarzeń.
Jest to zdecydowanie najpiękniejsza książka o miłości jaka została wydana. W momencie przekazania smutnej wiadomości o chorobie nie mogłam przestać płakać już do ostatniej strony. Polecam gorąco!
Ps. Ekranizacja powieści znana wszystkim jest pod tytułem: „Szkoła uczuć”.

Harry Potter

Wczoraj skończyłam czytać ostatnią część „Harrego Pottera”. Czytałam każdą część (począwszy od pierwszej oczywiście) jedną po drugiej i muszę przyznać, że to coś fantastycznego! Jestem pod wielkim wrażeniem tego oto fenomenu!  Podziwiam autorkę, że tak wiernie oddawała każdy szczegół, działając czytelnikom na wyobraźnię. Wątki były pełne tajemniczości, trzymały w napięciu, jednak wystarczyło czytać dalej, by dowiedzieć się jak to było. Postacie stworzyła z dokładnością, co również bardzo mi się podobało. Ich różnorodność, ciekawe charaktery. Do końca nie wiedziałam po której stronie jest Severus Snape. Tak samo nie wiedziałam, czy Wybraniec, Chłopiec Który Przeżył zginie z rąk Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Saga o przygodach Harrego Pottera i jego przyjaciół zupełnie różni się od Sagi „Zmierzch” o młodej Belli i wampirach. „Zmierzch” łechta moje uczucia, z tegoż powodu, że jako kobieta mam te marzenia o wielkiej, namiętnej miłości, która zwycięża mimo przeszkód, natomiast „Harry Potter” daje upust mojej wyobraźni (nad wyraz bujnej), gdyż filmów raczej nie oglądałam, może pierwsze dwie części kilka lat temu. W „Harrym…” jest też to, co każdy nastolatek chcę przeżywać – mnóstwo przygód. Może Harry nie do końca miał wszystkie przygody fajne, ale większość (ta, która nie zagrażała jego życiu) była kapitalna (bo w końcu te przygody, które zagrażały jego życiu były najlepsze, aczkolwiek chyba jednak nie chciałabym ich przeżyć). Miło jest wyobrażać sobie rzeczy, których nie ma, wskoczyć w ten wir pokręconych, magicznych ludzi, stworzeń, wydarzeń.
Książki napisane są lekko, czyta się więc łatwo – strasznie wciągają. Polecam wszystkim serdecznie Harrego!

„Ostrożnie z marzeniami” to świetna, błyskotliwie napisana książka autorstwa angielskiej pisarki – Aleksandry Potter. Jej główną bohaterką jest Heather – rudowłosa trzydziestoletnia singielka z mnóstwem piegów na twarzy, która jest jednocześnie narratorem. Leczy złamane serce po Polaku (!) Danielu Dąbrowskim. Na co dzień pracuje w firmie Briana „Na zawsze razem”, która fotografuje śluby Londyńczyków. Ma zwariowanego tatę artystę – Lionela, wredną macochę Rosemary oraz brata Eda. Pewnego dnia za sprawą magicznego wrzosu spełniają się jej najskrytsze marzenia… Niestety Heather nadużywa mocy wrzosa i po kilku wydarzeniach stwierdza, że wcale nie jest jej potrzebny do szczęścia oraz, że wcale nie jest tak dobrze, jak spełniają się WSZYSTKIE marzenia. W książce pokazana jest również jej wesoła przyjaciółka Jess, przystojny i tajemniczy sąsiad – ideał oraz sympatyczny komik Gabe – Amerykanin, który zostaje współlokatorem Heather. Jeżeli ktoś byłby chętny – mogę pożyczyć książkę ;)

„Zmierzch”

To nieprawdopodobne! Dostałam obsesji niczym zwariowana gimnazjalistka. Ale cóż, każdemu się zdarza.
W poniedziałek za namową Anitki obejrzałam słynny od dawna wszystkim „Zmierzch”. Wcześniej, jak był cały ten szał wokół tych książek i filmu, stwierdziłam, ze to kolejna nudna historia o wampirach. Nie wnikałam jaka jest fabuła tej sagi. Nawet przyznam się – śmiałam się z tego, jak można tak świrować po tym filmie. No i się okazało, ze można! Już mija trzeci dzień, jak świruję. W poniedziałek obejrzałam „Zmierzch” i „Księżyc w nowiu”.  Długo w nocy nie mogłam zasnąć. Oglądałam w życiu dużo filmów, o miłości to już zwłaszcza, fantasy też. Ale ta mieszanka rozbiła mnie. Rozbiła na milion drobnych kawałków.
„Zmierzch” wzbudził we mnie pełno pozytywnych emocji. Przeżywałam z Bellą i Edwardem każdą scenę. Nic nie byłam w stanie przewidzieć, bynajmniej nie dokładnie, co na ogół udaje mi się bez względnego wysiłku.  Czułam dreszcze, obserwując ich uczucie. Nie mogłam uwierzyć, że to tylko film. Przyznam się, że bardzo im zazdrościłam. Uświadomiłam sobie, że od przeszło roku nie byłam zakochana. I zatęskniłam za tym… Natomiast oglądając „Księżyc w nowiu” nie ukrywam płakałam. Pół filmu przepłakałam. Przygnębił mnie stan Belli, wiem, jak to jest, gdy ktoś, kto jest całym światem odchodzi, mówiąc, że nie chce już mnie i mojej miłości. Mimo wielu przykrych wspomnień, oglądałam dalej.
Rano wstałam, po 3 godzinach snu, przybita. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do szkoły. W ogóle nie mogłam się skupić. W głowie ciągle były urywki z filmu, watki przeróżne. Dotknęła mnie samotność… Już dawno się tak nie czułam. Przestałam wieki temu pielęgnować pozytywne uczucia we mnie, byłam zbyt zajęta, by myśleć o samotności. Ale teraz wszystko wróciło.
We wtorek po szkole pobiegłam kupić wszystkie 4 części Sagi. Wieczorem obejrzałam ostatnia (póki co) część filmu – „Zaćmienie” . A następnie przystąpiłam do pochłaniania lektury. To głupie, ale nie poszłam do szkoły, żeby przeczytać do końca tą książkę. Jest genialna.
Kolejna obsesja po upiorze…

Opowiadanie

- No nie! Dlaczego znowu mnie to spotyka! Wrrr…!
- Weź się uspokój Paula! Nie panikuj! Zaraz ci zatuszuję ładnie tego pryszcza i będzie git majonez! Weź, usiądź i wyluzuj!
-Ale dlaczego zawsze jak idę na randkę mam wielki wulkan na czubku nosa! To niesprawiedliwe! – powiedziała Paulina patrząc z grymasem na lustro. Weronika buszowała w wielkiej szafie pod ścianą.
- Ja cię nie rozumiem! – zwróciła się do właścicielki tego eksponatu. – Ty masz masę ciuchów! I ty jeszcze śmiesz twierdzić, że nie masz się w co ubrać!
- Ojej, nie marudź, pomóż mi lepiej, za godzinę idę na randkę! – krzyknęła Paula skacząc po swoim wielkim łóżku. – W prawdzie ustawioną, ale jednak z przystojniakiem!
Wera zaśmiała się w głos ze swojej zwariowanej przyjaciółki i dalej przeglądała markowe ciuchy wiszące na wieszakach w porządku ‘kolorystycznym’ w mega ogromnej szafie.
- O! patrz, załóż tę tunikę z napisem, do tego te leginsy ze wzorkiem i te śmieszne zielone sandały. – z dumą rzekła Weronika.
-  Eee, a może ta sukienka w kwiaty będzie lepsza? Do tego te żółte korale, ta torebka no i niech będą te sandały. – wyrecytowała na jednym tchu podekscytowana Paula.
- Jesteś genialna! W tym na bank mu się spodobasz!
Paulina wzięła szybki prysznic, a gdy się ubierała Wera malowała jej paznokcie na zielono. Delikatny makijaż – podkreślający jej niebieskie wielkie oczy: zielony cień, kąciki oka kredką, ładnie wytuszowane rzęsy, później delikatny róż na policzkach i bezbarwny błyszczyk, który rozświetlił jej kształtne usta. Wszystko to sprawilo, ze Paulina wyglądała olśniewająco.
- A co zrobimy z twoimi włosami? – Werka spojrzała na mokre, pofalowane blond włosy przyjaciółki.
- Może wysuszę je tylko?
- Dobry pomysł, masz śliczne włosy. Zmykaj już na tą randkę, bo się spóźnisz!
Paulina była strasznie podjarana. Odkąd rzucił ją chłopak pół roku temu nie była na żadnej randce, gdyż uważała facetów za skończonych chamów i frajerów. Każdy kto się do niej zbliżał czuł powiew arktycznego powietrza. Wielu chłopaków próbowalo podbić jej serc, w końcu jest interesującą dziewczyną, bardzo inteligentną, z pasją, do tego piękną, jednak ona trzymała się od nich wszystkich z daleka. Długo łatał rany na swoim sercu po tym, jak została potraktowana przez swojego ex. Nikomu nie chciała i nie potrafiła zaufać. Rzuciła się w wir nauki, co wyszło jej na dobre – matura zdana rewelacyjnie!
Przed nią i Weroniką były najdłuższe wakacje życia, więc postanowiły poszukać  pracy w pobliskim miasteczku – typowo turystycznym. Obie skończyły technikum gastronomiczne, więc długo nie musiały szukać ofert.
Od tygodnia pracują w największej pizzerii w okolicy.Wera pomaga w kuchni – robi pizze, gotuje, natomiast Paula  jest kelnerką. W ostatni piątek było strasznie dużo ludzi co się równa z harówą. Paula biegała z tacą w tę i z powrotem, ciągle znajdowali się klienci, którzy się czepiali i pieklili, więc dziewczyna miała wszystkiego już po dziurki w nosie. Na szczęście czas szybko zleciał, został ostatni stolik.
„Może  sobie szybko pójdą” – myślała.
Pomogła Weronice w kuchni i później rozmawiały z reszta pracownic obok lady, wygłupiając się i śmiejąc z nadętych klientów.
- Cześć dziewczyny! – wszystkie spojrzały się na wysokiego szatyna. Trudno było nie dostrzec jego figlujących brązowych oczu i tego tajemniczego uśmiechu.
- Cześć! – odpowiedziały niemal chórkiem.
Paulina właśnie korzystając z okazji wcinała kanapkę.
- Mógłbym poprosić na chwilkę panią kelnerkę? – spytał swoim pięknym tenorem.
- Pewnie! – odpowiedziała dziewczyna,  dławiąc się kanapką.
- Jestem Robert,  a Ty jak masz na imię?
- Paulina.
- Miło mi. – i znów uśmiechnął się, że Pauli aż się nogi ugięły.
- Widzisz moich znajomych? – spytał, a ona kiwnęła głową, że tak. – Nie będę owijał w bawełnę. Stwierdzili, że nie jestem w stanie poderwać i zaprosić na randkę takiej pięknej dziewczyny jak Ty. I wyszło, że założyłem się z nimi, że podejdę do Ciebie i poproszę o Twój numer, a jutro zadzwonię i zaproszę Cię na spotkanie w kawiarni „Stokrotka” na ul. Leśnej. Mówię Ci to od razu, gdyż nie chcę być świnią i Ciebie okłamywać. Pomożesz mi? Błagam!
Paulina nie ukrywała zdziwienia. Nie wiedziała co odpowiedzieć. „A co mi tam!” – pomyślała. „Jest taki uroczy! Kiedy ja ostatnio byłam na randce? łooo, dawno. A więc czas to zmienić! Raz się żyje!”
- Szalony pomysł, ale zgadzam się.
- Dobrze, to mogę twój numer prosić?
- Pewnie. – Robert szybko wpisał numer w komórkę, dał jej całusa w policzek i poszedł do znajomych.
Nazajutrz, gdy smacznie spała na swoim wielkim łożu i śniła o pięknym nieznajomym Robercie, obudził ją telefon.
- Halo?
- I jak, i jak, dzwonił?! – usłyszała głos przyjaciółki.
- Wera, ja jeszcze śpię, dobranoc! – krzyknęła, rzucając telefon w nogi.
Nie minęło pięć minut, gdy znowu usłyszała „Halo” Beyonce. Po omacku dotykała kołdry, szukając głośnej komórki.
- Jeszcze nie dzwonił, zadowolona?! Daj mi spać! – krzyknęła Paula.
- Paulinko, to ja Robert!
- O jejku, przepraszam, myślałam, że to Wera.
- Przepraszam, że cię obudziłem, nie chciałem.
- Ech, nie szkodzi, jakoś przeżyję – powiedziała chcąc zaśmiać się, co jednak bardziej przypominało pisk torturowanej myszy.
- Mam nadzieję, że pamiętasz o spotkaniu? Będę za tobą czekał o 16. Nie spóźnij się! – rzekł chłopak, po czym się rozłączył nie dając szansy na protest Pauli. Nagle uświadomiła sobie, że wcale nie chce z nim iść na udawaną randkę. Chciała go wystawić, wymyśliła plan, że zadzwoni do niego popołudniu i powie, że szef chce, żeby przyszła dziś do pracy. Gdy dochodziła 15, wzięła do ręki telefon, weszła w spis połączeń, następnie w odebrane i nagle mina jej zrzedła! Robert dzwonił z zastrzeżonego numeru! Nie ma do niego numeru! „Co za cwaniak!” – pomyślała. Włączyło jej się awaryjne myślenie. Za 5 minut była już u niej Wera.
15:45 – Paulina wyszykowana, zamówiła taksówkę i pojechała na ulicę Leśną.
„Mam nadzieję, że się nie spóźni! Nienawidzę niepunktualności…”. Wchodząc do kawiarni ujrzała siedzącego przy stoliku Roberta. Czekał na nią z różą. Musiała zrobić wielkie oczy, gdyż spytał:
- Coś nie tak? Źle wyglądam, że tak się patrzysz?
- Niee, wszystko jest jak najbardziej okej! – szybko odpowiedziała. Robert odsunął jej krzesło, usiadła. Nie mogła odczepić wzroku od jego oczu. Coś w nich tak magicznie błyszczało. Podziwiała tez ładnie ułożone włosy, elegancką koszulę i doskonale dobrany perfum.
Randka przebiegała całkiem normalnie. Bała się, że będzie sztywno, w końcu to tylko ustawione spotkanie. Rozejrzała się, czy nie ma nikogo z jego znajomych,  którzy byli wtedy z nim. Ku jej zaskoczeniu teren był ‘czysty’.
Robert jest studentem Akademii Muzycznej – grał na saksofonie. Trenuje także w każdą sobotę piłkę ręczną, mieszka sam, ma stypendium. Jest szalenie inteligentny i wrażliwy. Dużo o sobie opowiada ale również pyta o wiele rzeczy swoją partnerkę.
- A Ty na jakie studia się wybierasz?
- Niestety nie jestem zbytnio uzdolniona artystycznie, idę na dziennikarstwo z elementami kulturoznawstwa.
- Łał, myślę, że będzie to bardzo ciekawy kierunek. A masz jakieś  hobby?
- Uwielbiam gotować, do tego chodzić do teatru, kina, pisać później recenzje, takie tam pierdoły.
Rozmowa kleiła się, aczkolwiek, Robert wyszedł z propozycją pójścia na spacer.
- A nie zrobisz mi krzywdy? – zaśmiała się Paulina, jednak w myślach mówiła to całkiem poważnie, w końcu go nie znała.
- Głuptasku, pewnie, że nie! Odprowadzę cię do domu, dobrze?
- Ale to kawał drogi!
- A śpieszy ci się gdzieś? bo ja mam czas. – Flirtująco powiedział Robert.
Było im wesoło, padały nawet pytania w tylu: Jaka jest twoja ulubiona czekolada itp. Oboje się uśmiechali. Sukienka Pauliny powiewała delikatnie na wietrze, mimo swoich krągłości, przez które miała kompleksy, wyglądała świetnie.
Czas szybko zleciał, doszli do willi Pauliny.
- Jejku! To Twój dom?! Jaki piękny! – powiedział Robert.
- A tam, ważne, że mam tam swój kawałek podłogi! – uśmiechnęła się uwodzicielsko dziewczyna.
- Będę leciał! To pa! – Chłopak uciekł jak poparzony. Paula nie wiedziała o co chodzi. Była zdziwiona. Stała tak kilka chwil patrząc na oddalająca się sylwetkę Roberta, a potem weszła do domu.

- I tak po prostu sobie poszedł?! Bez pożegnania?! Ani buzi ani nic?! – pytała zszokowana Weronika.
- Tak… Nie wiem, czy coś źle zrobiłam. Nawet nie mam jego numeru. Nawet nie wiem, czy mu się podobało! Głupio się czuję…  Zresztą to była tylko umówiona randka, dla zakładu. Nie mam się czym przejmować.
- A widziałaś kogoś z jego znajomych?
- No własnie nie widziałam nikogo, to mnie zastanawia. Skoro się założyli, to chociaż jeden powinien czyhać przy stoliku obok i podglądać nas zza gazety!
- No ciekawe… Ale może się odezwie jeszcze! Uszy do góry!
- Tak fajnie nam się rozmawiało…  Tyle mamy wspólnych rzeczy. Tak jak z Tomkiem…
- Paula, ja cię proszę! nie wyjeżdżaj mi tu z Tomkiem! To już przeszłość! Myślałam, że dzięki tej randce zakończysz ten rozdział w życiu raz na zawsze!
- Oj Werka, ty nie miałaś złamanego serca, nie wiesz jak trudno zapomnieć.
- Dobra, dobra, chcesz to sobie myśl o tym pacanie, płacz w poduszkę, jak to robisz prawie co noc od pół roku. Ja spadam do domu, pogram sobie z kimś na kurniku w tysiąca. Trzymaj się  i nie pękaj!
Znowu została sama. Dopadły ją wspomnienia nieistniejącego związku. Nagle dostała smsa. Zerwała się, przeczytała:
Tomek: „Cześć. Moglibyśmy się spotkać?”
Paulina: „Czego ode mnie chcesz. Nie mam ochoty się z tobą widzieć już nigdy!”
Tomek: „Tęsknię… Proszę, a nawet błagam, daj mi szansę. Chce wrócić:*”
Paulina: „Hahaha, teraz ci się o mnie przypomniało? Po pół roku nagle zatęskniłeś?”
Tomek: „Miałem inne dziewczyny, ale z żadną nie było mi tak dobrze jak z Tobą Skarbie:* Kocham Cię, Ty wiesz o tym, proszę pozwól mi wrócić! „
Paulina: „Nie wierzę już w żadne Twoje słowo. Nie pisz do mnie, bo zmienię numer!”
Poczuła jak mocno bije jej serce. Jednak czuła, że to ze złości! Jak on śmie po tym wszystkim co jej zrobił w ogóle do niej pisać! szczyt bezczelności!
Niestety to był dopiero początek… Były chłopak zaczął ją prześladować. Dzwonił, pisał, przysyłał kwiaty, nagabywał jej przyjaciół. Paulinie było ciężko, nadal cierpiała, wiedziała, że nie chce go znać i trzymała się tego. Ciągle myślała o Robercie. Gdy zamykała oczy widziała ten jego uśmiech, a codziennie do snu otulały ją jego perfumy. „Ja zwariowałam! Widziałam dwa razy na oczy chłopaka, byłam na jednej randce, a ja tak świruję. No nie mogę, jaka jestem naiwna, że ciągle czekam na jego telefon… Minął tydzień, a on nic. W pizzerii też go nie widać. Ajć, ja głupia…”

- Daj mi spokój kretynie! – wrzasnęła do słuchawki Paula. – Werka, ja mam dość tego debila, ciągle dzwoni i dzwoni. A może Robert nie może się do mnie dodzwonić, bo przez tego imbecyla mam ciągle zajęty numer?
- Świrujesz już. Ja tam myślę, że się nie odezwie. Pewnie wygrał zakład i od tygodnia chla piwsko z kolegami, opija wygraną, w końcu to student!
- On nie jest taki!
- A ty niby go znasz na wylot po jednym spotkaniu? Weź się ogarnij!
„Wera ma rację. Świruję. Paula weź się otrząśnij idiotko! On nie zadzwoni!”.
Minął kolejny tydzień. Robert nadal się nie odzywa, a Tomek nie daje za wygraną. Paulina powoli pęka, gdy chłopak bierze ją na litość i miłe wspomnienia, których trochę się nazbierało przez dwa lata. Niestety podjęła decyzję i wróciła do Tomka.
Przez miesiąc było świetnie, nadal się starał, ale po miesiącu okazało się, że znów ją zdradził. Na szczęście, Paulina nie cierpiała. Czuła ogromną ulgę. Jej uczucie do tego palanta się wypaliło już dawno, pojawił się Robert i to o nim myślała.
„Jestem idiotką, zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Ale mimo wszystko, jestem… SZCZĘŚLIWA! Chciałabym tylko go zobaczyć. Hm… a może pokręcę się kolo Akademii Muzycznej? Hm… jest!  Eureka! Pójdę na jego trening jutro! A co, będę upierdliwa!”
Jak pomyślała – tak zrobiła. Poszła na halę, w której miał trening.
„Jest! Jak się skończy trening to go dorwę!”.  Paula poczekała, popatrzyła. Spodobał jej się widok Roberta w granatowym stroju. Miał takie umięśnione nogi, włosy tak fajnie się unosiły gdy biegał. Wyobraziła sobie, jak dotyka ich, później policzków, później całuje… Odpłynęła. „On ma takie sexowne rysy twarzy. Cały jest sexowny!” – rozpływała się.
Z letargu obudził ją sędziowski gwizdek. „Nareszcie koniec!” ucieszyła się w myślach. Wyszła na zewnątrz, żeby czasem jej nie umknął. Czekając za nim, serce waliło jej, jakby chciało wydostać się z jej klatki piersiowej. Ciężko było jej oddychać, gdy wychodził ktoś z hali. Ale jego nadal nie było.
- Paulina? Co ty tutaj robisz? – spytał zdziwiony i zawstydzony Robert.
- Cześć. Przyszłam, bo chciałam z tobą porozmawiać… – odpowiedziała bardzo drżącym głosem. – Dlaczego odszedłeś wtedy tak bez pożegnania? Czemu się nie odezwałeś? Ja wiem, że to był tylko zakład, ale myślałam, że podobało ci się nasze spotkanie i chociaż mi to powiesz, albo podziękujesz albo cokolwiek… – powiedziała jednym tchem i spuściła głowę na dół. Robert czuł zakłopotanie, chwilę milczał, lecz w końcu przemówił:
- Bardzo mi się podobało.
- To wszystko co mi chcesz powiedzieć? Wygrałeś chociaż ten zakład?
- Nie…
- Jak to nie?
- Czy to ważne?
- Tak!
- Śpieszę się do domu…
- Ja się chętnie zrewanżuję i tym razem ja ciebie odprowadzę i mi wszystko opowiesz.
- Ale to nie jest dobry pomysł!
- Kochany, akurat nie masz nic do gadania! Idziemy, prowadź! – powiedziała stanowczo Paulina. – A więc czemu nie wygrałeś zakładu?
-Ale wysłuchasz mnie do końca i nie będziesz przerywać, dobrze?
-Okej!
- Więc nie wiem jakby ci to powiedzieć Paulinko… Trochę skłamałem… Zakład nie dotyczył tylko randki… Po spotkaniu miałem wziąć cię do hotelu i ‘zaliczyć’. Wiem, to brzmi strasznie, pewnie pomyślisz, ze jestem łajdakiem, ale posłuchaj, ja nigdy wcześniej tak nie robiłem, do tego naprawdę mi się spodobałaś, okazało się, że mamy tyle wspólnego, tak miło się rozmawiało, nie chciałem tego popsuć… Więc już w kawiarni zdecydowałem, ze nie chcę wygrywać zakładu, bo jesteś cudowna i chciałbym jeszcze się z tobą spotkać…  I moi debilni koledzy tego nie popsują jakimś dennym zakładem!- Paulina nawet nie była w stanie wykrztusić słowa. Szła, patrzyła na niego z przerażoną miną. Robert kontynuował. –  Jednak gdy zobaczyłem, że mieszkasz w takiej willi pomyślałem, że nie mam u ciebie szans… widzisz ja mieszkam w akademiku, mam tylko stypendium, dorabiam sobie w McDonaldsie. Jestem sierotą, jestem biedny i nie pasowałbym do ciebie. I dlatego uciekłem… Wiem, to strasznie głupie…
- Jesteś nienormalny! To, że jestem bogata nic nie znaczy! Nie wywyższam się! Nawet pracuję, nie chcę mieć wszystkiego podanego na tacy. Wcale mnie nie obchodzi czy jesteś, biedny, czy bogaty!
- To nie wszystko! Miałaś nie przerywać! Kiedy na drugi dzień stwierdziłem, że jestem idiotą, że pójdę do ciebie i przeproszę za moje zachowanie  dostałem telefon z pogróżkami.
- Telefon z pogróżkami?!
- Tak. Jakiś chłopak groził mi, ze jak mnie jeszcze raz z tobą zobaczy to wpadnie do mnie z kolegami pograć w baseballa. Byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić. Postanowiłem, że już nigdy nie spotkam się z tobą. Kilka tygodni później widziałem cię z jakimś dresem. Posklejałem  fakty, wiedziałem, ze to on dzwonił i już w ogóle dałem sobie spokój.
- Nie wiem co powiedzieć. To mój były, Tomek. Wróciłam do niego, bo nie dawał mi spokoju. Ale znów mnie zdradził.
- Biedactwo, jak się czujesz? – spytał smutny Robert, po czym ona chwyciła go pewnie za ramię i namiętnie pocałowała.
- Teraz czuję się wspaniale! – powiedziała dziewczyna.
- Nie rozumiem, myślałem, że mnie za to znienawidzisz! Jestem beznadziejny, przepraszam cię…
- Jesteś kochany! Od naszego spotkania codziennie marzyłam, żeby móc się z tobą spotkać, pocałować cię, czuć twój zapach. To wariactwo, ale się z tobie zakochałam! – patrzyła mu w oczy i czekała na odpowiedź.
- Dzień w którym cię poznałem, to najwspanialszy dzień w moim życiu! – objął Paulinę mocno i pocałował znowu.

Niedopowiedzenia

Nikt ich chyba nie lubi. Przez nie powstaje wiele konfliktów. Ostatnio mnie też to dotknęło. Nienawidzę uczucia, które jest pomiędzy tak a nie. Nie wiadomo w którą stronę iść. I nurtujące pytania: czy warto? czy dobrze zdecydowałam? Nikt nie jest w stanie nam pomóc. Decyzję podejmujemy sami.

Chciałabym widzieć was tu! Bo nikt tu nie zaglądał od wieków! Zostawcie ślad, pokażcie, że jesteście;)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.