Archiwum dla kwiecień, 2008

Historia o szczęśliwej miłości

Posted in Opowiadania on kwiecień 29, 2008 by bastionukrytegosensu

Dominika to bardzo utalentowana dziewczyna. Gra na gitarze, świetnie rysuje, rewelacyjnie się uczy. Mieszka z rodzicami i starszym o 2 lata bratem we Wrocławiu. Ma 16 lat, jest więc świeżo ‘upieczoną’ pierwszoklasistką liceum o profilu artystycznym. Jej oczy mają piękna barwę morza, nosek zgrabny, lekko zadarty, usta wielkie niczym murzynka i włosy koloru ciemny blond. Ubiera się skromnie, bo jej rodzina nie należy do zamożnych. Lubi nosić ogrodniczki, trampki, luźne koszulki. Jest bardzo skromna, jednak odważna.
Pewnego zimnego, szarego i ponurego dnia, siedząc na fizyce, której nie znosi, patrzyła w szybę i obserwowała spadające krople deszczu. W oddali zauważyła idącą grupkę chłopaków, w tym swojego brata. Chodził on do tej samej szkoły, do klasy maturalnej. Zmarszczyła czoło, bo przeczuwała, że Dawid (brat) znowu sie w coś wpakuje i rodzice będą wściekli. Dawid to dobry chłopak, ale czasami coś mu odbija i wtedy pod wpływem głupoty kolegów coś mało inteligentnego zrobi. Lubiany przez chłopaków, ponieważ to pełen życia, humoru i wyobraźni chłopak.

Dominika znała jego kolegów troszeczkę i za nimi nie przepadała. Najbardziej drażnił ją Marek, który był najlepszym przyjacielem jej brata. Zbyt często miewał durne pomysły, w które mieszał Dawida. Po za tym uważała go za pustego, głupiego ‘maczo’, który podrywał co rusz to inną dziewczynę. Jedyne, czego nie potrafiła znienawidzić, to jego oszałamiająca uroda. Twarz jego zawsze z uśmiechem, białe, równe ząbki, czarne włosy, ciemno brązowe oczy, włosy dłuższe, dobry styl ubioru. Wysoki i dobrze zbudowany, jednak nie do przesady.Gdy tak wpatrywała się w oddalającą grupkę chłopaków, nauczycielka szorstkim głosem, krzyknęła:
- Dominika do odpowiedzi!
I Donia dostała ledwo 3 z minusem. Niedługo potem zadzwonił dzwonek. Domi na przerwie próbowała sie dodzwonić do brata, lecz nie udało się. Najpierw nie odbierał, a później wyłączył telefon. Dziewczyna obawiała się czegoś złego, nawet bardzo złego. Zaczął się polski, na którym przerabiali “Quo Vadis”. Podobała jej się ta lektura, więc lekcja się nie dłużyła. Na przerwie idąc korytarzem, spotkała swoją przyjaciółkę Kamilę, która nic nie mówiąc chwyciła Donię za rękaw zaprowadziła ją w okolice gabinetu dyrektora. Tam Dominika się wściekła. Zobaczyła jak policja wprowadza do niego Dawida i Marka. Jest z drugiej strony przerażona.
- Co Ci idioci znowu przeskrobali?!
- Oj Donia nie wiem, ale to chyba coś poważnego. - odpowiedziała Kama.
Kamila to również żywiołowa dziewczyna jak Dominika. Ich dusze są bardzo pokrewne, pełne zrozumienia. Są rówieśniczkami, tylko, że chodzą do klasach o innych profilach, bowiem Kama woli chemię i biologię. Dziewczyny przyjaźnią się od gimnazjum, w którym chodziły razem do klasy. Kamila to jedynaczka, bogata, jednak nierozpieszczona. Od pewnego czasu podkochuje się w Dawidzie, jednak jeszcze on o tym nie wie.
Dziewczyny poszły na lekcje. Domi była roztrzęsiona całą tą sytuacją. Skupienie, którego teraz tak potrzebowała, z powodu pisania testu z geografii nie chciało się zjawić. Jakoś dała radę. Następna lekcją była plastyka, co ją zrelaksowało. Pod koniec lekcji do klasy zapukał dyrektor. Wszedł i poprosił nauczycielkę na słówko. Gdy ta wróciła do klasy, powiedziała: - Muszę wybrać trzy najzdolniejsze osoby pod względem artystycznym z klasy, do zrobienia wystroju auli, na przedstawienie zresztą bardzo ważne. Kogo proponujecie?
Klasa nagle wykrzyczała trzy imiona: Dominika, Marcin i Klaudiusz. I stało się. Nauczycielka wywołała całą trójkę poza klasę. Tam czekał dyrektor i ku ogromnym zdziwieniu Dominiki był tam też Marek, który gdy ją zobaczył uśmiechnął się.
- O! Widzę tutaj pannę Pawłowską, która bardzo dobrze zajmie się naszym chuliganem Mareczkiem. - mówiąc ostatnie trzy wyrazy zmarszczył czoło i zrobił srogą minę.
- Ale jak ja mam się nim zająć?! O co chodzi? - z oburzeniem odezwała się Dominika.
- Spokojnie, już wam tłumaczę o co chodzi. Wiecie, że niebawem odbędzie się w naszym liceum wizyta Prezydenta Wrocławia z okazji rocznicy istnienia szkoły. Wasze zadanie, to przygotowanie odpowiednio auli. Wy dwaj zajmiecie się wystrojeniem ścian oraz rozstawieniem ławek, a Ty droga panno zajmiesz sie wystrojem sceny. Do pomocy masz tego oto tu Marka. Musi wykonywać każde Twoje polecenie i niech tylko spróbuje się stawiać, to pożałuje. Wszystko jasne? - uprzejmie przemówił dyro.
- Jasne! - krzyknęła cała trójka chórem.
Po szkole odrazu zabrali się do roboty. Mieli tylko tydzień, a pracy mnóstwo, bo aula ogromna.
Będąc w miejscu pracy, Donia przebrała się w taki szary kombinezon. Wzięła w rękę miotłę i zaczęła zamiatać. Marek patrzył na nią ze zdziwieniem. Gdy to zauważyła podeszła i wręczyła mu drugą miotłę, mówiąc:
- Do roboty Mareczku, woźne rzadko tutaj zaglądają, więc trzeba posprzątać.
Chłopak nic nie odpowiedział. Wziął miotłę i zaczął sie z nią kaleczyć. Dominika parsknęła śmiechem, podeszła do niego i powiedziała mu jak sie zamiata, a nawet zaprezentowała. Jednak była uprzedzona względem niego. Uważała co mówi i jakim tonem. Kiedy posprzątali poszli do domu, bo trochę im to sprzątanie zeszło.
- Odprowadzę Cię, ok? Ciemno już, jeszcze Ciebie ktoś napadnie. - Zaproponował Marek.
- Jeśli chcesz, mi to obojętne. - odpowiedziała dziewczyna.
Szli chwilę w milczeniu. Marek nie wytrzymał.
- Dominika, czemu Ty mnie tak nie lubisz?
- To, że muszę przebywać więcej w Twoim towarzystwie, to nie znaczy, że Ciebie polubię tak szybko albo w ogóle, że polubię. O! Autobus mam, widzisz, już nie musisz mnie odprowadzać. Na razie! - odpowiedziała Donia i wskoczyła do autobusu. Marek szedł do domu i rozmyślał o co jej chodziło. Dominika źle o nim myślała, a w rzeczywistości wcale nie był taki zły. Jego wrażliwość często chowała się za dumą. A to, że dziewczyny za nim się uganiały to już nie jego wina, prawda?
Następnego dnia na przerwie, Marek podszedł do Domi.
-Hej. Dzisiaj o której idziemy do auli pracować? Zaraz po zajęciach czy wcześniej?
- Po tej lekcji czekaj w auli. - odpowiedziała.
Za godzinę spotkali się w auli. Domi wcześniej kupiła materiały za szkolne pieniądze. Zaczęli razem przystrajać scenę. Dzisiaj byli tylko we dwoje. Na początku dziewczyna była nie zbyt miła dla Mareczka, jednak po dwóch godzinach wspólnie spędzonych zmieniła swój ton, częściej się uśmiechała, bowiem Marek okazał się przemiłym kolegą, z wielkim poczuciem humoru i wspaniałym gustem. Mieli jednakowe zdania co do kolorów farby czy sprayu. Kiedy skończyli, chłopak odprowadził Donię do domu. W domu był tylko jej brat i w dodatku razem w nim w pokoju rozmawiała Kama, która czekała za nią. Kiedy Domi weszła do pokoju, Kama szybko wstała, Dawid zrobił głupią minę i wyszedł. Zadowolona Kama zaczęła opowiadać jak fajnie było posiedzieć sobie godzinkę z jej bratem i spytała jak było na auli.
- Normalnie, a ja miało być? - chciała obojętnym tonem powiedzieć Dominika, ale jej nie wyszło i sie zaczerwieniła.
- Oj, oj, czyżby stosunki między Tobą a Markiem się poprawiły? No, no… - zaśmiała się Kamila.
- Poprawiły, a co? - wytykając język i śmiejąc się do przyjaciółki odpowiedziała Domi.
- Długo będziecie stroić tą aulę jeszcze?
- Hm… Myślę, że jeszcze ze trzy dni. Albo może dłużej… Zobaczymy.
Jeszcze przez godzinę śmiały i droczyły się ze sobą dziewczyny. Następnego dnia po szkole Dominika i Marek spotkali się znowu w auli, by popracować. Gdy weszła Domi zobaczyła Marka z pięknym żółtym tulipanem, którego jej wręczył po kilku minutach.
- Dziękuję, jest śliczny. Bardzo lubię tulipany.
- Ależ nie ma za co, gdybyś się nie zgodziła ze mną tutaj siedzieć teraz, to pewnie bym Ciebie tak nie polubił, bo nie dałabyś mi szansy sie poznać.
- Hm.. Musze przyznać, że oceniłam Ciebie po pozorach, ale mnie te pozory zmyliły. Przepraszam. - patrząc w podłogę powiedziała Dominika.
Marek dotknął jej podbródka i delikatnym ruchem podniósł ku górze. Wtedy patrzyli sobie w oczy. Dominika zaczęła drżeć, a kiedy już myślała, że on ją pocałuje, to wtedy Marek powiedział - Do roboty! Praca czeka. Musimy się uwijać!
Dominice zrobiło się dziwnie. Jakoś odszedł jej na chwile humor. Kiedy standardowo Marek odprowadził ją do domu, pocałowała go w policzek.
- O kurczę, czym sobie zasłużyłem na taki milutki gest? - zapytał uśmiechając się szeroko.
- Wystarczy to, że jesteś. - odpowiedziała Dominika, myśląc, że zaraz zdarzy się coś wyjątkowego.
- Dzięki, miło mi to usłyszeć. Też jesteś moją bardzo dobrą koleżanką. Pa!
Dominika była w szoku. Myślała, że coś między nimi się zrodziło. Spędzali ze sobą tyle czasu i na dodatek świetnie czuli się w swoim towarzystwie. “A może to tylko ja czułam się świetnie w jego towarzystwie? Może to ja sobie coś uroiłam? Ech… ” i zapłakała wtulając swoją twarz w poduszkę. Nazajutrz opowiedziała wszystko Kamie, a ta rzuciła jej radą, by zapomniała i skupiła się na swoim zadaniu jakim jest strojenie auli.
-Ale jak mam zapomnieć o nim, jak jeszcze zostały nam dwa dni pracy na scenie, a poza tym widzę go w szkole…
- Pomyśl, może przez te dwa dni wszystko się zmieni? - Kama mówiąc to przytuliła do siebie Dominikę i pocałowała w polik.
Po lekcjach Domi i Marek spotkali sie znowu w auli. Dominika nie miała za bardzo humoru, było jej bardzo smutno. Mareczek zauważył to i spytał - Co Ci jest? Masz okres, czy co? Co taka smutna minka?
- A bo się nieszczęśliwie zakochałam… - odpowiedziała Donia i łezka zakręciła jej się w oku.
- Aha.
Na tym skończyła się ich dzisiejsza rozmowa. Marek dzisiaj nawet jej nie odprowadził do domu, bo mu się śpieszyło gdzieś. Ona była zdruzgotana, że on powiedział tylko ‘aha’, że nawet nie zapytał w kim się kocha, że nie mógł jej odprowadzić i że pewnie go w ogóle nie interesuje itp. Biedna Kama musiała wysłuchiwać jaka Domi jest beznadziejna oraz że to na pewno przez jej duży tyłek (wcale takiego nie miała, ale po prostu była w desperacji i tak mówiła).
Ostatniego dnia wspólnej pracy z Markiem w auli, było uciążliwie. Płacz Dominiki wisiał w powietrzu. I stało się. W pewnej chwili rozpłakała się.
- Co się stało? - spytał Marek.
- Nic! - krzyknęła Dominika.
Pracowali w ciszy i skupieniu. Po skończeniu aula wyglądała świetnie. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, a dyrektor był zachwycony, za to ona była zrozpaczona. Gdy sie zakochała w Marku to on stał się jej bardziej obcy. Jakby to wyczuwał i nie chciał się w związek z nią ‘wpakować’. Dlaczego to wszystko sie tak potoczyło? Co nie tak zrobiła? Tego nie wiadomo.
Dominika niby nadal przyjaźniła się z Markiem, jednak on zawsze gdzieś się spieszył. Nie miał czasu na rozmowę. W szkolę coraz rzadziej bywał, a jak był to na przerwach Donia nie mogła go nigdy znaleźć. Działo się z nią coś niedobrego. Przestawała się uczyć, ciągle rysowała lub patrzyła w szybę okna w swoim pokoju. Coraz mniej jadła, chudła. Dawid był bardzo zmartwiony, nie wiedział co się dzieje. Gdy przychodziła do niej Kamila i nadawała jak zawsze tak długo, aż dostawała zadyszki to Donia w ogóle jej nie słuchała. Ciągle myślami była gdzie indziej. Kama z początku bywała zła na to, jednak później zaczęła ją rozumieć. Nawet troszkę wykorzystywała sytuację i spędzała coraz więcej czasu z Dawidem, w którym była już głęboko zakochana. Zaczęli chodzić na spacery, randki, gdy Dominika siedziała w domu. Rodzice ich ciężko pracowali i gdy przychodzili do domu byli za bardzo zmęczenie, by rozpoznać czy ich córka jest głodna czy też nie.
W szkole na przerwie szła całkiem bez życia, z podkrążonymi oczkami. Zobaczyła Marka i zaczęła biec w jego kierunku. Miała za mało siły, by dobiec. W połowie drogi straciła przytomność i upadła na ziemię. Jakieś dziewczyny zaczęły krzyczeć, a gdy Marek tylko to zobaczył podbiegł, wziął ją na ręce i pobiegł do pielęgniarki. Wezwano karetkę, która zabrała Dominikę do szpitala. Niestety Marek nie mógł z nią tam pojechać. Poszedł do łazienki i się popłakał. Po chwili stał koło niego Dawid, i po przyjacielsku go przytulił. Bowiem Dawid doskonale wiedział, że jego przyjaciel kocha Dominikę tak samo mocno jak ona jego.
- To wszystko przeze mnie! Widać, że schudła, że sie głodzi. Weź jej powiedz, żeby zaczęła jeść. Karm ją albo coś! Zrób coś! Błagam. Jesteś jej bratem! - mówił przez łzy Marek.
- A myślisz, że nie próbowałem? To nie ja nie mam dla niej czasu ale Ty! To nie ja jestem tak głupi jak Ty i to nie ja sobie coś ubzdurałem! - Uniesionym głosem odpowiedział na atak Dawid. W tej chwili zadzwonił dzwonek i oboje poszli na lekcje.
Tymczasem w szpitalu stwierdzili, że Dominika ma anoreksję. Rodzice, którzy zostali powiadomieni o pobycie córki w szpitalu, płakali, że nic nie zauważyli, że życie ucieka im między palcami. Bali się o nią. Zapisali ją na terapię, na którą ma przychodzić z kimś dla niej bliskim, z rodzicem, z bratem czy przyjaciółką/przyjacielem. Gdy wyszła ze szpitala, odwiedził ją Marek.
- Cześć, można na chwilkę? - Usłyszała Dominika, gdy otworzyła drzwi.
- Jasne. Wejdź. Chcesz herbaty albo kawy? - spytała.
- Tak, poproszę herbatę.
Siedzieli w ciszy dość długo.
- Jak się czujesz? Czy już wszystko w porządku? - spytał Marek.
- Nie do końca. Ale jest lepiej. Dostałam leki, dużo rozmawiałam z psychologiem. Apetyt też mi wraca.
- Aha. To bardzo dobrze.
Znowu nastała głęboka cisza. Po chwili Dominika wybuchła płaczem.
- Przyszedłeś mnie tutaj katować?! Jak tak to wynocha stąd! Po co zadajesz mi tak głupie i absurdalne pytania, jeśli ja Ciebie wcale nie obchodzę?! Przyszedłeś tutaj z litości i dlatego, że masz wyrzuty sumienia!
- To nie prawda! Obchodzisz mnie. Jesteś moją przyjaciółką! Bardzo zależy mi na Tobie! - ze łzami w oczach wykrztusił tych kilka zdań chłopak.
- Idź już. Nie chcę Ciebie widzieć!
Marek wstając chciał przytulić Dominikę, jednak ta się odsunęła. Wtedy wyszedł, trzasnął drzwiami. Do Doni przyszła Kama, która była z jej bratem w pokoju obok, a Dawid wybiegł za Markiem.
- Będzie dobrze, pomogę Ci. Jutro ja pójdę z Tobą do kina, rozerwiemy się. Poszalejemy jak zawsze, okej? - zaproponowała przyjaciółka.
- Okej.
Następnego dnia w szkole, idąc korytarzem na dużej przerwie Dominika spotkała Marka. Podszedł do niej i krzyczał:
- Kocham Cię! Tak bardzo! Przepraszam za wszystko! Myślałem, że nie zasługuje na Ciebie, bo jesteś tak wspaniała! Ale zrozumiałem, że przeze mnie to wszystko! Że przeze mnie byłaś chora. Że to moja wina wszystko! Dlatego mnie już nienawidzisz. Wybacz, że zaprzepaściłem naszą szansę na wspólne szczęście! Miałem mnóstwo czasu, jednak nie chciałem spędzać go z Tobą ze względu na to, że wiem jakim jestem dupkiem, że mogłabyś mieć przeze mnie kłopoty.
Dominika była w tak wielkim szoku, że aż zbladła. Popatrzyła mu w oczy. Po chwili rozpłakała się, odwróciła i pobiegła. On pobiegł za nią. Chwycił ją mocno za ręce, że nie mogła uciec i pocałował ją. Bardzo namiętnie, długo i czule.
- Nie chcę już dalej żyć bez Ciebie! Nie dam rady! Ty jesteś moim powietrzem. Ty jesteś wodą i ogniem. Jesteś mi potrzebna! Bo naprawdę Ciebie kocham. Bardzo, bardzo, bardzo! Wybacz mi, błagam!
Ona znowu na niego popatrzyła, przytuliła.
- Wybaczam… Bo jesteś dla mnie wszystkim. Też bardzo Cię kocham!
I w tymże momencie usłyszeli brawa. Ocknęli się oboje jakby ze snu i zobaczyli, że wokoło nich stoi chyba z połowa szkoły. Uśmiechnęli się i przytulili.
Gdy Kama i Dawid tak obserwowali całe to przedstawienie bardzo się ucieszyli. Kama pocałowała w policzek Dawida, bo w końcu swatka im wyszła. A Dawid w ‘odwecie’ złapał ją za rękę, schylił się i wyszeptał do jej ucha - Kocham Cię Kamilko. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Dziewczynie nogi się ugięły, zrobiło się gorąco. Dominika i Marek oraz Kamila i Dawid uciekli z pozostałych lekcji i poszli do parku.

Kama i Dawid byli bardzo szczęśliwi. Często się widywali. Uwielbiali się wygłupiać, rozmawiać i spacerować. Mimo młodego wieku planowali wspólną przyszłość, a nawet rodzinę! Ich charaktery różniły się, jednak pasowały do siebie tak, że kłótnie w ich wykonaniu to naprawdę rzadkość, a jak sie już zdarzyły, to takie, że po chwili znowu byli w objęciach i się uśmiechali do siebie.

Natomiast Dominika i Marek swoim szczęściem cieszyli się zaledwie pół roku. Byli równie wspaniałą para jak Kamila i Dawka, ale Bóg chciał inaczej. Maruś pomógł Doni wyjść całkowicie z anoreksji. Gdy zdał maturę postanowił pójść do pracy i zaocznie studiować na ASP. Kiedy jechał pewnego dnia z pracy do domu miał wypadek. Gdy Dominika przyjechała na miejsce, złapała go za rękę, powiedziała: - Zawsze będę Ciebie kochać… - On odpowiedział tylko - Ja Ciebie też… - I umarł. Wtedy Dominika z wielką powagą wymalowaną na twarzy wyszeptała:
- Znowu osobno. Ale nie martwię się, bo liczę na to, że spotkamy się w domu Ojca.
Pojechała do kościoła. Modliła się bardzo długo. Postanowiła iść na studia teologiczne i nauczać dzieci w szkołach religii, która była dla niej teraz czymś ważnym.

Koniec.