Archive for the Opowiadania Category

Historia o szczęśliwej miłości

Posted in Opowiadania on kwiecień 29, 2008 by bastionukrytegosensu

Dominika to bardzo utalentowana dziewczyna. Gra na gitarze, świetnie rysuje, rewelacyjnie się uczy. Mieszka z rodzicami i starszym o 2 lata bratem we Wrocławiu. Ma 16 lat, jest więc świeżo ‘upieczoną’ pierwszoklasistką liceum o profilu artystycznym. Jej oczy mają piękna barwę morza, nosek zgrabny, lekko zadarty, usta wielkie niczym murzynka i włosy koloru ciemny blond. Ubiera się skromnie, bo jej rodzina nie należy do zamożnych. Lubi nosić ogrodniczki, trampki, luźne koszulki. Jest bardzo skromna, jednak odważna.
Pewnego zimnego, szarego i ponurego dnia, siedząc na fizyce, której nie znosi, patrzyła w szybę i obserwowała spadające krople deszczu. W oddali zauważyła idącą grupkę chłopaków, w tym swojego brata. Chodził on do tej samej szkoły, do klasy maturalnej. Zmarszczyła czoło, bo przeczuwała, że Dawid (brat) znowu sie w coś wpakuje i rodzice będą wściekli. Dawid to dobry chłopak, ale czasami coś mu odbija i wtedy pod wpływem głupoty kolegów coś mało inteligentnego zrobi. Lubiany przez chłopaków, ponieważ to pełen życia, humoru i wyobraźni chłopak.

Dominika znała jego kolegów troszeczkę i za nimi nie przepadała. Najbardziej drażnił ją Marek, który był najlepszym przyjacielem jej brata. Zbyt często miewał durne pomysły, w które mieszał Dawida. Po za tym uważała go za pustego, głupiego ‘maczo’, który podrywał co rusz to inną dziewczynę. Jedyne, czego nie potrafiła znienawidzić, to jego oszałamiająca uroda. Twarz jego zawsze z uśmiechem, białe, równe ząbki, czarne włosy, ciemno brązowe oczy, włosy dłuższe, dobry styl ubioru. Wysoki i dobrze zbudowany, jednak nie do przesady.Gdy tak wpatrywała się w oddalającą grupkę chłopaków, nauczycielka szorstkim głosem, krzyknęła:
- Dominika do odpowiedzi!
I Donia dostała ledwo 3 z minusem. Niedługo potem zadzwonił dzwonek. Domi na przerwie próbowała sie dodzwonić do brata, lecz nie udało się. Najpierw nie odbierał, a później wyłączył telefon. Dziewczyna obawiała się czegoś złego, nawet bardzo złego. Zaczął się polski, na którym przerabiali “Quo Vadis”. Podobała jej się ta lektura, więc lekcja się nie dłużyła. Na przerwie idąc korytarzem, spotkała swoją przyjaciółkę Kamilę, która nic nie mówiąc chwyciła Donię za rękaw zaprowadziła ją w okolice gabinetu dyrektora. Tam Dominika się wściekła. Zobaczyła jak policja wprowadza do niego Dawida i Marka. Jest z drugiej strony przerażona.
- Co Ci idioci znowu przeskrobali?!
- Oj Donia nie wiem, ale to chyba coś poważnego. - odpowiedziała Kama.
Kamila to również żywiołowa dziewczyna jak Dominika. Ich dusze są bardzo pokrewne, pełne zrozumienia. Są rówieśniczkami, tylko, że chodzą do klasach o innych profilach, bowiem Kama woli chemię i biologię. Dziewczyny przyjaźnią się od gimnazjum, w którym chodziły razem do klasy. Kamila to jedynaczka, bogata, jednak nierozpieszczona. Od pewnego czasu podkochuje się w Dawidzie, jednak jeszcze on o tym nie wie.
Dziewczyny poszły na lekcje. Domi była roztrzęsiona całą tą sytuacją. Skupienie, którego teraz tak potrzebowała, z powodu pisania testu z geografii nie chciało się zjawić. Jakoś dała radę. Następna lekcją była plastyka, co ją zrelaksowało. Pod koniec lekcji do klasy zapukał dyrektor. Wszedł i poprosił nauczycielkę na słówko. Gdy ta wróciła do klasy, powiedziała: - Muszę wybrać trzy najzdolniejsze osoby pod względem artystycznym z klasy, do zrobienia wystroju auli, na przedstawienie zresztą bardzo ważne. Kogo proponujecie?
Klasa nagle wykrzyczała trzy imiona: Dominika, Marcin i Klaudiusz. I stało się. Nauczycielka wywołała całą trójkę poza klasę. Tam czekał dyrektor i ku ogromnym zdziwieniu Dominiki był tam też Marek, który gdy ją zobaczył uśmiechnął się.
- O! Widzę tutaj pannę Pawłowską, która bardzo dobrze zajmie się naszym chuliganem Mareczkiem. - mówiąc ostatnie trzy wyrazy zmarszczył czoło i zrobił srogą minę.
- Ale jak ja mam się nim zająć?! O co chodzi? - z oburzeniem odezwała się Dominika.
- Spokojnie, już wam tłumaczę o co chodzi. Wiecie, że niebawem odbędzie się w naszym liceum wizyta Prezydenta Wrocławia z okazji rocznicy istnienia szkoły. Wasze zadanie, to przygotowanie odpowiednio auli. Wy dwaj zajmiecie się wystrojeniem ścian oraz rozstawieniem ławek, a Ty droga panno zajmiesz sie wystrojem sceny. Do pomocy masz tego oto tu Marka. Musi wykonywać każde Twoje polecenie i niech tylko spróbuje się stawiać, to pożałuje. Wszystko jasne? - uprzejmie przemówił dyro.
- Jasne! - krzyknęła cała trójka chórem.
Po szkole odrazu zabrali się do roboty. Mieli tylko tydzień, a pracy mnóstwo, bo aula ogromna.
Będąc w miejscu pracy, Donia przebrała się w taki szary kombinezon. Wzięła w rękę miotłę i zaczęła zamiatać. Marek patrzył na nią ze zdziwieniem. Gdy to zauważyła podeszła i wręczyła mu drugą miotłę, mówiąc:
- Do roboty Mareczku, woźne rzadko tutaj zaglądają, więc trzeba posprzątać.
Chłopak nic nie odpowiedział. Wziął miotłę i zaczął sie z nią kaleczyć. Dominika parsknęła śmiechem, podeszła do niego i powiedziała mu jak sie zamiata, a nawet zaprezentowała. Jednak była uprzedzona względem niego. Uważała co mówi i jakim tonem. Kiedy posprzątali poszli do domu, bo trochę im to sprzątanie zeszło.
- Odprowadzę Cię, ok? Ciemno już, jeszcze Ciebie ktoś napadnie. - Zaproponował Marek.
- Jeśli chcesz, mi to obojętne. - odpowiedziała dziewczyna.
Szli chwilę w milczeniu. Marek nie wytrzymał.
- Dominika, czemu Ty mnie tak nie lubisz?
- To, że muszę przebywać więcej w Twoim towarzystwie, to nie znaczy, że Ciebie polubię tak szybko albo w ogóle, że polubię. O! Autobus mam, widzisz, już nie musisz mnie odprowadzać. Na razie! - odpowiedziała Donia i wskoczyła do autobusu. Marek szedł do domu i rozmyślał o co jej chodziło. Dominika źle o nim myślała, a w rzeczywistości wcale nie był taki zły. Jego wrażliwość często chowała się za dumą. A to, że dziewczyny za nim się uganiały to już nie jego wina, prawda?
Następnego dnia na przerwie, Marek podszedł do Domi.
-Hej. Dzisiaj o której idziemy do auli pracować? Zaraz po zajęciach czy wcześniej?
- Po tej lekcji czekaj w auli. - odpowiedziała.
Za godzinę spotkali się w auli. Domi wcześniej kupiła materiały za szkolne pieniądze. Zaczęli razem przystrajać scenę. Dzisiaj byli tylko we dwoje. Na początku dziewczyna była nie zbyt miła dla Mareczka, jednak po dwóch godzinach wspólnie spędzonych zmieniła swój ton, częściej się uśmiechała, bowiem Marek okazał się przemiłym kolegą, z wielkim poczuciem humoru i wspaniałym gustem. Mieli jednakowe zdania co do kolorów farby czy sprayu. Kiedy skończyli, chłopak odprowadził Donię do domu. W domu był tylko jej brat i w dodatku razem w nim w pokoju rozmawiała Kama, która czekała za nią. Kiedy Domi weszła do pokoju, Kama szybko wstała, Dawid zrobił głupią minę i wyszedł. Zadowolona Kama zaczęła opowiadać jak fajnie było posiedzieć sobie godzinkę z jej bratem i spytała jak było na auli.
- Normalnie, a ja miało być? - chciała obojętnym tonem powiedzieć Dominika, ale jej nie wyszło i sie zaczerwieniła.
- Oj, oj, czyżby stosunki między Tobą a Markiem się poprawiły? No, no… - zaśmiała się Kamila.
- Poprawiły, a co? - wytykając język i śmiejąc się do przyjaciółki odpowiedziała Domi.
- Długo będziecie stroić tą aulę jeszcze?
- Hm… Myślę, że jeszcze ze trzy dni. Albo może dłużej… Zobaczymy.
Jeszcze przez godzinę śmiały i droczyły się ze sobą dziewczyny. Następnego dnia po szkole Dominika i Marek spotkali się znowu w auli, by popracować. Gdy weszła Domi zobaczyła Marka z pięknym żółtym tulipanem, którego jej wręczył po kilku minutach.
- Dziękuję, jest śliczny. Bardzo lubię tulipany.
- Ależ nie ma za co, gdybyś się nie zgodziła ze mną tutaj siedzieć teraz, to pewnie bym Ciebie tak nie polubił, bo nie dałabyś mi szansy sie poznać.
- Hm.. Musze przyznać, że oceniłam Ciebie po pozorach, ale mnie te pozory zmyliły. Przepraszam. - patrząc w podłogę powiedziała Dominika.
Marek dotknął jej podbródka i delikatnym ruchem podniósł ku górze. Wtedy patrzyli sobie w oczy. Dominika zaczęła drżeć, a kiedy już myślała, że on ją pocałuje, to wtedy Marek powiedział - Do roboty! Praca czeka. Musimy się uwijać!
Dominice zrobiło się dziwnie. Jakoś odszedł jej na chwile humor. Kiedy standardowo Marek odprowadził ją do domu, pocałowała go w policzek.
- O kurczę, czym sobie zasłużyłem na taki milutki gest? - zapytał uśmiechając się szeroko.
- Wystarczy to, że jesteś. - odpowiedziała Dominika, myśląc, że zaraz zdarzy się coś wyjątkowego.
- Dzięki, miło mi to usłyszeć. Też jesteś moją bardzo dobrą koleżanką. Pa!
Dominika była w szoku. Myślała, że coś między nimi się zrodziło. Spędzali ze sobą tyle czasu i na dodatek świetnie czuli się w swoim towarzystwie. “A może to tylko ja czułam się świetnie w jego towarzystwie? Może to ja sobie coś uroiłam? Ech… ” i zapłakała wtulając swoją twarz w poduszkę. Nazajutrz opowiedziała wszystko Kamie, a ta rzuciła jej radą, by zapomniała i skupiła się na swoim zadaniu jakim jest strojenie auli.
-Ale jak mam zapomnieć o nim, jak jeszcze zostały nam dwa dni pracy na scenie, a poza tym widzę go w szkole…
- Pomyśl, może przez te dwa dni wszystko się zmieni? - Kama mówiąc to przytuliła do siebie Dominikę i pocałowała w polik.
Po lekcjach Domi i Marek spotkali sie znowu w auli. Dominika nie miała za bardzo humoru, było jej bardzo smutno. Mareczek zauważył to i spytał - Co Ci jest? Masz okres, czy co? Co taka smutna minka?
- A bo się nieszczęśliwie zakochałam… - odpowiedziała Donia i łezka zakręciła jej się w oku.
- Aha.
Na tym skończyła się ich dzisiejsza rozmowa. Marek dzisiaj nawet jej nie odprowadził do domu, bo mu się śpieszyło gdzieś. Ona była zdruzgotana, że on powiedział tylko ‘aha’, że nawet nie zapytał w kim się kocha, że nie mógł jej odprowadzić i że pewnie go w ogóle nie interesuje itp. Biedna Kama musiała wysłuchiwać jaka Domi jest beznadziejna oraz że to na pewno przez jej duży tyłek (wcale takiego nie miała, ale po prostu była w desperacji i tak mówiła).
Ostatniego dnia wspólnej pracy z Markiem w auli, było uciążliwie. Płacz Dominiki wisiał w powietrzu. I stało się. W pewnej chwili rozpłakała się.
- Co się stało? - spytał Marek.
- Nic! - krzyknęła Dominika.
Pracowali w ciszy i skupieniu. Po skończeniu aula wyglądała świetnie. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, a dyrektor był zachwycony, za to ona była zrozpaczona. Gdy sie zakochała w Marku to on stał się jej bardziej obcy. Jakby to wyczuwał i nie chciał się w związek z nią ‘wpakować’. Dlaczego to wszystko sie tak potoczyło? Co nie tak zrobiła? Tego nie wiadomo.
Dominika niby nadal przyjaźniła się z Markiem, jednak on zawsze gdzieś się spieszył. Nie miał czasu na rozmowę. W szkolę coraz rzadziej bywał, a jak był to na przerwach Donia nie mogła go nigdy znaleźć. Działo się z nią coś niedobrego. Przestawała się uczyć, ciągle rysowała lub patrzyła w szybę okna w swoim pokoju. Coraz mniej jadła, chudła. Dawid był bardzo zmartwiony, nie wiedział co się dzieje. Gdy przychodziła do niej Kamila i nadawała jak zawsze tak długo, aż dostawała zadyszki to Donia w ogóle jej nie słuchała. Ciągle myślami była gdzie indziej. Kama z początku bywała zła na to, jednak później zaczęła ją rozumieć. Nawet troszkę wykorzystywała sytuację i spędzała coraz więcej czasu z Dawidem, w którym była już głęboko zakochana. Zaczęli chodzić na spacery, randki, gdy Dominika siedziała w domu. Rodzice ich ciężko pracowali i gdy przychodzili do domu byli za bardzo zmęczenie, by rozpoznać czy ich córka jest głodna czy też nie.
W szkole na przerwie szła całkiem bez życia, z podkrążonymi oczkami. Zobaczyła Marka i zaczęła biec w jego kierunku. Miała za mało siły, by dobiec. W połowie drogi straciła przytomność i upadła na ziemię. Jakieś dziewczyny zaczęły krzyczeć, a gdy Marek tylko to zobaczył podbiegł, wziął ją na ręce i pobiegł do pielęgniarki. Wezwano karetkę, która zabrała Dominikę do szpitala. Niestety Marek nie mógł z nią tam pojechać. Poszedł do łazienki i się popłakał. Po chwili stał koło niego Dawid, i po przyjacielsku go przytulił. Bowiem Dawid doskonale wiedział, że jego przyjaciel kocha Dominikę tak samo mocno jak ona jego.
- To wszystko przeze mnie! Widać, że schudła, że sie głodzi. Weź jej powiedz, żeby zaczęła jeść. Karm ją albo coś! Zrób coś! Błagam. Jesteś jej bratem! - mówił przez łzy Marek.
- A myślisz, że nie próbowałem? To nie ja nie mam dla niej czasu ale Ty! To nie ja jestem tak głupi jak Ty i to nie ja sobie coś ubzdurałem! - Uniesionym głosem odpowiedział na atak Dawid. W tej chwili zadzwonił dzwonek i oboje poszli na lekcje.
Tymczasem w szpitalu stwierdzili, że Dominika ma anoreksję. Rodzice, którzy zostali powiadomieni o pobycie córki w szpitalu, płakali, że nic nie zauważyli, że życie ucieka im między palcami. Bali się o nią. Zapisali ją na terapię, na którą ma przychodzić z kimś dla niej bliskim, z rodzicem, z bratem czy przyjaciółką/przyjacielem. Gdy wyszła ze szpitala, odwiedził ją Marek.
- Cześć, można na chwilkę? - Usłyszała Dominika, gdy otworzyła drzwi.
- Jasne. Wejdź. Chcesz herbaty albo kawy? - spytała.
- Tak, poproszę herbatę.
Siedzieli w ciszy dość długo.
- Jak się czujesz? Czy już wszystko w porządku? - spytał Marek.
- Nie do końca. Ale jest lepiej. Dostałam leki, dużo rozmawiałam z psychologiem. Apetyt też mi wraca.
- Aha. To bardzo dobrze.
Znowu nastała głęboka cisza. Po chwili Dominika wybuchła płaczem.
- Przyszedłeś mnie tutaj katować?! Jak tak to wynocha stąd! Po co zadajesz mi tak głupie i absurdalne pytania, jeśli ja Ciebie wcale nie obchodzę?! Przyszedłeś tutaj z litości i dlatego, że masz wyrzuty sumienia!
- To nie prawda! Obchodzisz mnie. Jesteś moją przyjaciółką! Bardzo zależy mi na Tobie! - ze łzami w oczach wykrztusił tych kilka zdań chłopak.
- Idź już. Nie chcę Ciebie widzieć!
Marek wstając chciał przytulić Dominikę, jednak ta się odsunęła. Wtedy wyszedł, trzasnął drzwiami. Do Doni przyszła Kama, która była z jej bratem w pokoju obok, a Dawid wybiegł za Markiem.
- Będzie dobrze, pomogę Ci. Jutro ja pójdę z Tobą do kina, rozerwiemy się. Poszalejemy jak zawsze, okej? - zaproponowała przyjaciółka.
- Okej.
Następnego dnia w szkole, idąc korytarzem na dużej przerwie Dominika spotkała Marka. Podszedł do niej i krzyczał:
- Kocham Cię! Tak bardzo! Przepraszam za wszystko! Myślałem, że nie zasługuje na Ciebie, bo jesteś tak wspaniała! Ale zrozumiałem, że przeze mnie to wszystko! Że przeze mnie byłaś chora. Że to moja wina wszystko! Dlatego mnie już nienawidzisz. Wybacz, że zaprzepaściłem naszą szansę na wspólne szczęście! Miałem mnóstwo czasu, jednak nie chciałem spędzać go z Tobą ze względu na to, że wiem jakim jestem dupkiem, że mogłabyś mieć przeze mnie kłopoty.
Dominika była w tak wielkim szoku, że aż zbladła. Popatrzyła mu w oczy. Po chwili rozpłakała się, odwróciła i pobiegła. On pobiegł za nią. Chwycił ją mocno za ręce, że nie mogła uciec i pocałował ją. Bardzo namiętnie, długo i czule.
- Nie chcę już dalej żyć bez Ciebie! Nie dam rady! Ty jesteś moim powietrzem. Ty jesteś wodą i ogniem. Jesteś mi potrzebna! Bo naprawdę Ciebie kocham. Bardzo, bardzo, bardzo! Wybacz mi, błagam!
Ona znowu na niego popatrzyła, przytuliła.
- Wybaczam… Bo jesteś dla mnie wszystkim. Też bardzo Cię kocham!
I w tymże momencie usłyszeli brawa. Ocknęli się oboje jakby ze snu i zobaczyli, że wokoło nich stoi chyba z połowa szkoły. Uśmiechnęli się i przytulili.
Gdy Kama i Dawid tak obserwowali całe to przedstawienie bardzo się ucieszyli. Kama pocałowała w policzek Dawida, bo w końcu swatka im wyszła. A Dawid w ‘odwecie’ złapał ją za rękę, schylił się i wyszeptał do jej ucha - Kocham Cię Kamilko. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Dziewczynie nogi się ugięły, zrobiło się gorąco. Dominika i Marek oraz Kamila i Dawid uciekli z pozostałych lekcji i poszli do parku.

Kama i Dawid byli bardzo szczęśliwi. Często się widywali. Uwielbiali się wygłupiać, rozmawiać i spacerować. Mimo młodego wieku planowali wspólną przyszłość, a nawet rodzinę! Ich charaktery różniły się, jednak pasowały do siebie tak, że kłótnie w ich wykonaniu to naprawdę rzadkość, a jak sie już zdarzyły, to takie, że po chwili znowu byli w objęciach i się uśmiechali do siebie.

Natomiast Dominika i Marek swoim szczęściem cieszyli się zaledwie pół roku. Byli równie wspaniałą para jak Kamila i Dawka, ale Bóg chciał inaczej. Maruś pomógł Doni wyjść całkowicie z anoreksji. Gdy zdał maturę postanowił pójść do pracy i zaocznie studiować na ASP. Kiedy jechał pewnego dnia z pracy do domu miał wypadek. Gdy Dominika przyjechała na miejsce, złapała go za rękę, powiedziała: - Zawsze będę Ciebie kochać… - On odpowiedział tylko - Ja Ciebie też… - I umarł. Wtedy Dominika z wielką powagą wymalowaną na twarzy wyszeptała:
- Znowu osobno. Ale nie martwię się, bo liczę na to, że spotkamy się w domu Ojca.
Pojechała do kościoła. Modliła się bardzo długo. Postanowiła iść na studia teologiczne i nauczać dzieci w szkołach religii, która była dla niej teraz czymś ważnym.

Koniec.

Historia o pewnej miłości dwojga ludzi…

Posted in Opowiadania on luty 25, 2008 by bastionukrytegosensu

Był piękny lipcowy poranek. Daria wstając z łóżka przetarła oczy i poszła do łazienki. Daria to bardzo znana w szkole i na osiedlu dziewczyna. Jej blond włosy do ramion, zielone oczy i zawsze wymalowana, ładna twarzyczka wprawiały od zawsze wielu chłopaków w zachwyt. Wszyscy znają ją z noszenia wyzywających ciuchów. Najczęściej to spódniczki mini i bluzki z dużym dekoltem. Chodzi do liceum, jest już pełnoletnia. Uczy się kiepsko, inteligencją nie zachwyca. Należy do typu dziewczyny, która uwielbia imprezować.
Wchodząc do kuchni popatrzyła na kalendarz, dzisiaj 6 lipca, czyli jej rocznica z Michałem. Są już ze sobą rok. Michał to praktycznie jej przeciwieństwo. Jest w jej wieku, czyli ma 18 lat, dobrze się uczy. Zamiast imprez woli koncerty dobrych zespołów rockowych , a nawet punkowych. Zamiast kolorowych ciuchów lubi bardziej ciemne, stonowane kolory. Michał kocha bardzo Darię, a ona jego. Widują się gdy tylko znajdą wolną chwilę. W sumie rzadko to bywa, bo Michał ma sporo zajęć, bowiem gra na gitarze i na trąbce oraz do tego uczęszcza na zajęcia teatralne i udziela korepetycji młodszym, biednym dzieciom (rzecz jasna za darmo) i dodatkowo pomaga w domu - opiekuje się młodszymi braćmi. Daria patrząc tak w kalendarz stała w szoku. Zapomniała, że to już dzisiaj. Nie miała żadnego prezentu dla swojego ukochanego. Nie miała nawet żadnego pomysłu. Ubrała się, wymalowała i zadzwoniła do Kasi - swojej najlepszej ‘psiapsióły’ (czyt. przyjaciółki). Razem wybrały sie do centrum handlowego. Chodziły po nim aż do godziny 14 i nie kupiły nic dla chłopaka, tylko pełno ciuchów i kosmetyków dla siebie.
- Mam! Wiem! Już wiem, co mu kupię! Idziemy do jubilera. - powiedziała Daria.
I poszły. U jubilera po długim zastanowieniu kupiły mu srebrny łańcuszek do którego dokupiły srebrny medalik z napisem ‘Metallica’, a na jego spodzie wygrawerowała napis ‘Daria i Michaś na zawsze razem’.
Po obiedzie Daria dostała sms-a: “Dario, wpadnę po Ciebie kochanie tak za pół godziny, bądź gotowa” i za 33 minuty zadzwonił dzwonek do drzwi i przyszedł Michał tak jak zapowiedział. W ręku miał bukiecik zrobiony z trzech tulipanów. Dziewczyna wzięła bukiecik, wsadziła do wody i wyszli z pięknej willi Darii. Daria bowiem miała tylko ojca, bo mama umarła jak miała 3 latka na raka. Ojciec był biznesmenem, zarabiał dużo, więc się im powodziło, jednak on nie interesował sie córką. Często go nie było w domu, zostawiał jej tylko pieniądze. Nie obchodziło go, z kim jest, gdzie jest i w jakim stanie wróci.
Michał już zaplanował cały dzień. Zaprowadził Darię w miejsce bardzo dziwne, czyli na dach jego kamienicy. Tam był już położony koc, koszyk z jedzeniem, butelka wina i pełno kwiatów z ogródka. Chłopaka nie stać było na coś lepszego, ponieważ w przeciwieństwie do Darii był dość biedny. Jego ojciec co zarobił to przepił, a matka była coraz bardziej schorowana, a tu do utrzymania jeszcze 2 młodszych braci.
Daria spodziewała sie jakiegoś prezentu lecz go nie dostała.
- Wiesz Misiu, mam coś dla Ciebie. Zamknij oczy. - rzekła Daria. Michał zamknął oczy, ale zrobił to z lekkim strachem, bo wiedział, ze jego ukochana jest zdolna do wszystkiego. Daria w tym czasie założyła mu na szyi łańcuszek z medalikiem.
- Teraz otwórz oczy i daj mi buzi. - powiedziała dziewczyna z uśmiechem na twarzy.
Michaś otworzył oczy, popatrzył na łańcuszek i medalik.
- Daria, nie musiałaś. To musiało być drogie. Nie mogę tego przyjąć.
- E tam, drogie czy nie drogie, nie ma znaczenia. A Ty nie możesz tego przyjąć tylko po prostu musisz! A buzi gdzie?
Chłopak w tym momencie czule pocałował i przytulił dziewczynę. Siedzieli na tym dachu, popijając wino i jedząc kanapki, a później czekoladę, aż do zachodu słońca. Było bardzo romantycznie i wesoło. Wieczorem Michał odprowadził swojego Aniołka i szedł do domu, by pomóc mamie obronić się przed pijanym ojcem. Gdy tak szedł sobie w centrum Warszawy, podbiegła do niego w pewnym momencie zgraja dresów. Zaczęli na niego wrzeszczeć, a po chwili rzucać się. Chłopak bronił się jak mógł - kopał ich z glanów i pluł, jednak ich było sześciu, a on sam jeden. Kiedy myślał, że walka dobiega końca dresiarze potraktowali go z gazu łzawiącego. Michał leżał już na chodniku i nic nie widział, więc oni wykorzystali okazję i zaczęli go obkładać baseballem i kopać. Na szczęście znudziło im się dość szybko. Chcieli ukraść mu komórkę, ale była to Nokia 3310, więc sobie odpuścili. Kiedy po 40 minutach Michał doszedł powoli do siebie, wstał i mimo, że wszystko go bolało biegł jak najszybciej do domu. W domu awantura, więc musiał uspokajać ojca jak co dzień.
Michał pracował we wakacje w pewnym z hipermarketów, by bracia jego mieli co jeść. On sam często jadał u Darii.
W czasie kiedy Michał pracował, Daria spędzała czas z przyjacielską burżuazją z osiedla. Byli to w większości chłopacy. Niestety Daria to dziewczyna, która uwielbiała flirtować i w dodatku zbyt często. Nie raz już przez ten rok całowała się i obściskiwała z innymi chłopakami za plecami Michała. Dla niej to normalna rzecz.
Michał tak ją kochał, że poświęcał się nie raz i chodził nawet z nią na imprezy, bo bał się o nią. Ona na te okazje kupowała mu odpowiednie ciuchy, uczyła go tańczyć do techno i house.
Daria nigdy nie chciała iść na koncert z Michałem, ale on nie miał żalu o to.
“Wyjdziemy dzisiaj, bo mam wolne :) ” napisał do swojego Skarba Misiek. “No ok, możemy. To wpadnę po Ciebie dzisiaj ja i nie ma żadnego ale!”. Chłopak nic już nie odpisał, bowiem oszczędzał każdy grosz.
Gdy schodził z drugiego piętra swojej kamienicy zobaczył w skrzynce na listy kopertę. Otworzył skrzynkę, wyciągnął kopertę, otworzył ją i dostał szoku. Wmurowało go. Nie wiedział, czy ma zwidy czy to może mu się śni. W kopercie było 14 zdjęć, a na nich Daria całująca się z różnymi chłopakami. Była też kartka - “Żal mi się Ciebie zrobiło, bo Ty nic nie wiesz co ona wyprawia, a jesteś w porządku chłopak. Pozdrawiam, donosicielka”. Michał miał łzy w oczach. Kopertę schował do plecaka, wyszedł z kamienicy, a przed drzwiami czekała uśmiechnięta ‘różowa panienka’. Zdziwiła się na widok łez w pięknych brązowych oczkach Michała.
- Hej, Michał co Ci się stało? Czemu płaczesz? - jej zdziwienie było ogromne, bo nigdy nie widziała, żeby płakał.
- Nic. Nie można płakać? - uniósł się Michał. - Idziemy się przejść, czy będziemy tak tu stać?
- Idziemy, idziemy.
Szli niby za rękę, ale Michał czuł wstręt. Nie powiedział jej nic, nie pokazał zdjęć, bo wiedział, że musi się z tym przespać. Na pożegnanie nawet jej nie pocałował, przytulił tylko i odszedł.
W nocy nie mógł spać. Oglądał te zdjęcia i płakał. Postanowił to wyjaśnić. Za bardzo ją kochał, by tak od razu bez słowa wyjaśnienia mógł z nią zerwać.
Spotkali się. Ona zadowolona, wypachniona, wystrojona i uśmiechnięta, a on smutny, bez życia w oczach i cały na czarno. Poszli tam, gdzie wyznali sobie miłość, czyli nad stawek w maluśkim, trochę zniszczonym parku niedaleko od domu Michała.
- Musimy poważnie porozmawiać. - zaczął chłopak. - Wiesz, że przez Ciebie nie spałem całą noc i płakałem jak małe dziecko?
- Przeze mnie? Niby czemu? - zapytała zdziwiona dziewczyna.
- A temu! - wręcz krzyknął ukochany Darii i pokazał jej zdjęcia z koperty. Dziewczynie opadła szczęka, wywaliła wielkie oczy i spytała: - Skąd to masz?
- Wczoraj znalazłem to w skrzynce na listy. Było w tej kopercie razem z tą karteczką. Kocham Ciebie tak bardzo, a Ty mi takie coś zrobiłaś? Jak mogłaś?!?!?!
- Michał, to nie tak. Ja nie chciałam.
- Ale to zrobiłaś i to nie raz! Wybacz, ale to koniec. Nie ma nas. Oddaję Ci łańcuszek. Nie chcę Ciebie widzieć.
- Ale Michał! - krzyknęła rozpaczliwie Daria.
- Odejdź razem z wspomnieniami! Nie chcę Ciebie znać!
- Nie to nie! Nawet nie wiesz, co właśnie straciłeś!! - Obojętnie powiedziała dziewczyna i poszła.
Michał został nad stawkiem. Wrzucał kamienie do niego. Siedział tam chyba z 2 godziny słuchając swoich ulubionych piosenek przez mp3. Nagle poczuł, że ktoś chwycił go za ramię. Odwrócił się i ujrzał dziewczynę. Piękną, czarnowłosą jak on, dziewczynę. Uśmiechała się do niego i patrzyła swoimi prawie czarnymi, wielkimi oczami, w których widać było błysk radości. Michał wyjął z uszu słuchawki i patrzył się na nią.
- Mogę sobie usiąść obok? - spytała czarnowłosa dziewczyna.
- Jasne - odpowiedział chłopak.
- Mam na imię Zosia - powiedziała, wyciągając do niego rękę.
- Michał jestem, miło mi Ciebie poznać. Mieszkasz w okolicy?
- Tak, bardzo blisko. Często tu bywam. Ale Ciebie nawet widziałam kiedyś z taką blondyneczką, jak tutaj właśnie siedziałeś.
- Możliwe, często tutaj przychodziłem z Darią… - powiedział Michał i spuścił głowę na dół. Po chwili doszedł do siebie i kontynuował - Ja też mieszkam blisko.
- Aha, no to fajnie. A widziałam, że słuchasz muzyki, jaką lubisz?
- Głownie ciężki rock i też punk. Nawet metal się znajdzie na mojej mp3.
- Hehehe to trafiłam na swojego. Też słucham głównie ciężkiego rocka.
Ich rozmowa trwała długo. Okazało się, że mają wiele wspólnych zainteresowań i podobne poglądy. Nawet wyglądem byli podobni. Ten sam kolor włosów, ciuchy w podobnych odcieniach, glany.
Michał odprowadził Zosię do domu, ona dała mu swój numer komórki. Chłopak wchodząc do domu dostał smsa: “Spotkamy się jutro, bo bardzo miło mi się dziś rozmawiało :) Ale jeśli nie chcesz, to ok. Zosia.”. Oczywiście następnego dnia spotkali się. I następnego dnia też. I w przyszłym tygodniu też. Zostali przyjaciółmi. Michał opowiedział Zośce wszystko o Darii, ona mu o swoim byłym chłopaku. Czas, który ze sobą spędzali leciał zbyt szybko.
Po dwóch tygodniach Daria przyszła do Michała.
- Słyszałam, że już sobie znalazłeś nową dziewczynę. Tak szybko mnie opłakałeś?! - z wielkim oburzeniem, a zarazem ironią w głosie powiedziała dziewczyna.
- Co Ty tutaj robisz, mówiłem, że nie chce Ciebie znać! I niech Ciebie nie obchodzi z kim i jak spędzam czas. Nie jestem już Twój!
- Co? Do mnie z takimi tekstami?! - krzyknęła Daria, ale nie zdążyła dokończyć, bo Michał zamknął drzwi od swojego mieszkania.
Daria postanowiła go olać. Umówiła się już z dziewczynami, że idą na imprezę. Szybko do domu pobiegła, wystroiła się jak nigdy.
Na imprezie gorąco, techniasto i migająco od stroboskopów, czyli to co ona najbardziej lubi.
Poznała tam nowych znajomych, w tym jakiegoś chłopaka po dwudziestce. Ostro się bawiąc, Daria przesadziła z alkoholem. Przyjaciółki były tak zajęte sobą, że nawet nie zauważyły kiedy owy dwudziestolatek wywlókł Darię z klubu.
Nazajutrz na szczęście obudziła się w domu, lecz nie pamiętała nic, a nic. Bardzo ją to martwiło. Kaca miała mocnego jak nigdy.
Tymczasem Michał szedł na spotkanie z Zosią, swoją nowa przyjaciółką. Chyba nawet jedyną. Kiedy był z Darią nie dbał o to, by mieć przyjaciół, wystarczała mu ona.
Minął miesiąc….
U Michała była Zosia, która pomagała sie zajmować jego młodszymi braćmi. Chyba było już uczucie między nimi. Gdy wpatrywali sobie w oczy i uśmiechali się do siebie usłyszeli dzwonek. Michał otwiera drzwi i aż go wmurowało. Stała tam ubrana bardzo skromnie, w ciemne, niewyróżniające się ciuchy i bez makijażu Daria. Włosy miała spięte, twarz smutną, oczy bez blasku i do tego podkrążone. Chłopak w pierwszej chwili pomyślał, że to żart jakiś, jednak po chwili stwierdził, że nie.
- Przepraszam, że Ciebie nachodzę znowu, ale mam problem. Tylko Ty byłeś moim jedynym prawdziwym przyjacielem, i tylko Ty zawsze mądrze doradzałeś. Zrozumiem, jeżeli mnie nie wpuścisz… - rzekła tonem innym niż zwykle Daria.
Michał nadal stał wmurowany i nie wiedział, co ma zrobić. Nagle zza pleców chłopaka wychyliła się Zosia. Daria posmutniała, chciała iść już.
- Poczekaj! Wejdź. - zaprosił ją do domu jej ‘eks’. - Zosiu, zajmiesz się chłopcami, a ja pogadam z Darią?
- Jasne. - odpowiedziała Zośka.
Michał z Darią weszli do salonu. Usiedli przy stole naprzeciwko siebie. Najpierw wymienili się kilkoma spojrzeniami, takimi jak dawniej.
- Więc w jakiej sprawie chciałaś się mnie poradzić?
Dziewczyna nic odpowiedziała, ale za to wybuchła płaczem. Rozpaczliwym, ale nie głośnym. Nie zmuszała się, widać było to po oczach. Michał patrzą tak na nią, prawie też się popłakał. Podszedł do niej, przytulił ją.
- Powiedz, co się stało, i uspokój się proszę, bo mi serce pęknie! - powiedział.
- Pamiętasz, kiedy byłam u Ciebie ostatni raz? Później poszłam na imprezę z dziewczynami… - mówiła, szlochając jeszcze troszkę. - Wtedy zbyt dużo wypiłam, co wykorzystał pewien dwudziestolatek. Nic nie pamiętam. Wiem tylko, że jestem w ciąży. Nie wiem co mam zrobić. Ojciec chce mi załatwić aborcję, ale ja nie chcę, ale z drugiej strony wychowywać dziecko w tym wieku? Boję się. Tak bardzo się boję. Dlatego przyszłam. - skończyła mówić, wycierając oczy.
- Nie wiem co powiedzieć. Zatkało mnie. - tylko tyle zdołał z siebie wydusić Michał.
- Chcę Ciebie przeprosić, za to jaka byłam i co Ci zrobiłam. Nie chcę się z Tobą kłócić, chcę byśmy byli przyjaciółmi. Proszę Ciebie o to, błagam nawet…
- Dobrze. Możemy być przyjaciółmi. Pomogę Ci, wpierając Ciebie w trudnych chwilach.
- Naprawdę? Myślałam, że odmówisz. Jejku, cieszę się bardzo. - Daria w końcu sie uśmiechnęła.
Rozmawiali jeszcze chwilkę i Daria poszła.
- To była Daria? - spytała Zosia.
- Tak, to ona. Ma problem poważny. Zostaliśmy przyjaciółmi. Wybaczyłem jej. - powiedział Michał ze smutkiem.
Zosia nie była zadowolona. Bała się, że nie będzie spędzać tyle czasu ze swoim przyjacielem i była zazdrosna. Zakochała się w Michale, a tu nagle zaczęła zagrażać jej Daria.
Faktycznie Michał musiał podzielić swój wolny czas na dwie przyjaciółki, a do tego Daria bardziej go potrzebowała, więc z Zosią rzadziej się spotykał.
Był już ostatni tydzień wakacji. Zosia i Michał spotkali się na dłużej. Siedzieli sobie w parku, rozmawiali. Nagle ona jego pocałowała. Bardzo czule i namiętnie.
- Kocham Ciebie! - powiedziała dziewczyna. - Chcę być z Tobą, na dobre i złe, na zawsze. Nigdy wcześniej nie spotkałam tak wspaniałej osoby.
- Przestań! Nie kończ… Zosiu, wybacz mi, ale moje serce należy nadal do niej. Kocham Cię, ale jako przyjaciółkę, siostrę. I tak będzie zawsze. Jesteś dla mnie ważna, ale ona ważniejsza.
- Ale dlaczego kochasz ją! Ona będzie miała dziecko z innym, zdradziła Ciebie jak byłeś z nią, a Ty nadal ją kochasz… - z płaczem wydukała Zosia.
- Serce nie sługa. Nie chciałem Ciebie ranić, ale nie mogę być z Tobą, bo mimo, że Ty będziesz szczęśliwa, to ja nie będę. Nie mógłbym powiedzieć Ci, że Ciebie kocham, po prostu nie przeszłoby mi to przez gardło. Jeżeli mnie zrozumiesz, to się do mnie odezwij, a chętnie się z Tobą przejdę na spacer. - powiedział chłopak i poszedł do Darii.
Zadzwonił do drzwi, otworzyła Daria.
- Można?
- Jasne, że można.
Wszedł do środka. Usiedli sobie w wielkim salonie, pili herbatę. Michał nie wytrzymał i pocałował ją. Tak, jak nigdy wcześniej. Potem przytulił ją i nie chciał jej puścić.
- Tęskniłem. Nawet nie wiesz jak bardzo. - rzekł chłopak. - Wybaczyłem Ci.
- Ja również bardzo tęskniłam. Zmieniłam się. Myślę nawet, że na lepsze. Tamto zdarzenie sprawiło, że dojrzałam. Nie mam w głowie imprez, zakupów, szpanu i flirtów. Teraz chcę wychować moje dziecko na dobrego człowieka. Chcę też mieć z kim sie zestarzeć. Dojrzałam do prawdziwej miłości.
- Kocham Cię. Zawsze Ciebie kochałem i zawsze będę kochać. Nic i nikt tego nie zmieni.
- Ale co z moim dzieckiem?
- Chyba z naszym dzieckiem… Razem je wychowamy, razem sie zestarzejemy. Chyba, że nie chcesz.
- Jak mogłabym nie chcieć głupolu! Kocham Ciebie do szaleństwa. Chcę Ciebie mieć zawsze przy sobie…
Rodzice Michała i ojciec Darii dali im błogosławieństwo. Mieli wziąć ślub zaraz po urodzeniu dziecka. Kupowali już ciuszki dla dziecka i pokochali je. Niestety w październiku Daria poroniła. Przeżyli tragedię, oboje się załamali, a nawet dziewczyna wpadła w depresję.
Przesunęli datę ślubu na grudzień. Ceremonia była cudowna, pełno gości, w tym Zosia, która nadal była przyjaciółką Michała ale i także Darii.
Po ślubie zamieszkali w domu Darii. W połowie lutego Daria zaszła w ciążę z Michałem. Tak bardzo się cieszyli, gdy pod koniec października urodził się im piękny, zdrowy synek. Michał poszedł na studia, a Daria zajmowała się ich synkiem. Ich rodzina była taka szczęśliwa. Za dwa lata urodziła im się córeczka. Więcej chcieć nie mogli.
Daria i Michał dożyli razem, nadal kochając się tak jak w młodych latach do późnej starości.

Posted in Opowiadania on luty 19, 2008 by bastionukrytegosensu

… Magda w nocy nie mogła spać, bo co chwilę otrzymywała smsa od Pawła. Nic dziwnego, że się zauroczyła. Pawełek śliczny chłopak, na dodatek udawał tego wyśnionego i wymarzonego księcia z bajki.
Każdy kolejny dzień po tym wyjątkowym spotkaniu na szkolnym dziedzińcu był wspaniały. Madzi aż sie chciało chodzić do szkoły. Nadal chodziła do niej z Marcinem, jednak tematy literatury i muzyki schowały sie w cień. Teraz ich rozmowy kręciły się głównie wokół Pawła. Marcin jako wierny przyjaciel wysłuchiwał wszystkich opowieści o Pawle.
Minęły dwa tygodnie. Madzia coraz więcej przerw spędzała z Pawłem, coraz częściej Paweł odprowadzał ją do domu. Marcin był zawiedziony i bardzo smutny. Myślał, że znaczy dla Magdy wiele, a wychodziło, że jednak się mylił.
Magda coraz rzadziej wychodziła z całą paczką chłopaków z klasy do kafejki czy do parku. Chłopacy zaczynali się o nią martwić. Marcin nawet popytał ludzi w sprawie Pawła. Wielu pytanych odpowiadało: ‘cham, chuligan i debil’. Marcin postanowił coś zrobić. Chciał jakoś Magdzie przetrzeć oczy, bo czuł, ze Paweł nie ma czystych zamiarów. Oczywiście miał rację. Paweł obmyślił cały plan. Po prostu chciał sie zabawić ‘nawiną laską’, a nawet ją wykorzystać. Udawał kogoś, kim nie był.
- Cześć Madziu. Jak się spało? - przywitał się Marcin w autobusie w poniedziałkowy poranek.
- Hej. A dobrze. - odpowiedziała Magda.
- Wiesz, może nie powinienem o to Ciebie prosić, ale muszę z Tobą pogadać, więc może urwiemy się z francuskiego i pójdziemy do parku?
- Dobrze, nawet bardzo dobrze, bo nie jestem przygotowana.
Wysiedli z autobusu na następnym przystanku i poszli w stronę parku. Doszli do ławki, usiedli.
- Powiedz mi co się dzieje? Dlaczego nasza przyjaźń jest w ruinie? Myślałem, że jest dla Ciebie ważny, a Ty po prostu mnie olewasz. Jak już rozmawiamy to o Pawle. Mam dość. Przepraszam, ale nie mogłem wytrzymać i popytałem ludzi ze szkoły jaki jest Paweł. I boję się o Ciebie. Mam złe przeczucia, że on się Tobą bawi.
- Co?! Jak możesz tak mówić! Wcale go nie znasz! Jest wspaniały! A ja się w nim zakochałam i nic na to nie poradzisz! Wybacz, że nie mam czasu dla takiego głupka jak Ty! - krzyknęła Magda i pobiegła.
Marcin nie ruszył się z miejsca, bo wiedział, że to nic nie da. Musi ona ochłonąć.
W szkole na dużej przerwie Magda siedziała Pawłowi na kolanach. Marcin przeszedł koło nich i aż mu się łzy zakręciły w oczach, gdy zobaczył, że Magda nawet go nie zauważyła. Urwał się z reszty lekcji. Szedł przed siebie. Obszedł pół Krakowa. Trafił do parku. Szedł nad stawek. Usiadł na ulubionej ławce i gorzko zapłakał. Nie wstydził się tego. Płakał tak z pół godziny, bo bardzo kochał Madzię. Nie wiedział co robić.
Tymczasem Paweł odprowadzał Magdę do domu. Będąc już na jej klatce, pocałował ją. Niby czule, mocno. Dziewczyna sie zarumieniła, on odwrócił sie i poszedł. Miał w głowie już plan. Zaraz wyzna jej miłość, zaczną chodzić, a w weekend ją upokorzy…
Ona pobiegła za nim. Wtedy on popatrzył jej głęboko w oczy.
- Magda, wiesz, ja… ja… ja Ciebie kocham! I to do szaleństwa! Tylko proszę, nie śmiej się…
- Ty głupolu! Ja bym się miała z Ciebie śmiać? Ja też Ciebie pokochałam! A do szaleństwa to jest mało powiedziane!
Przytuliła go, pocałowała jeszcze raz i poszła do domu. Cieszyła się jak nigdy wcześniej. Włączając komputer nie spodziewała się, że coś może zepsuć jej humor. Kiedy popatrzyła na opis Marcina [ Nie ma już dla mnie ratunku.Wszystko straciło sens. Żegnam was... ] przeraźliwie krzyknęła NIE!! Wiedziała, że coś jest nie tak. Rodzice wbiegli do pokoju.
- Co się stało córciu?! - z obawą w oczach spytała mama.
- Muszę coś załatwić. Wrócę niebawem, nie martwcie się.
I wybiegła z domu. Ile miała siły w nogach biegła do domu Marcina. Dzwoniąc domofonem nikt nie odbierał. Jednak nie dała za wygraną. Kiedy już dostała się do drzwi od mieszkania Marcina zaczęła dzwonić i pukać. Nikt nie otwierał. Nie wiedziała co robić! Poszła do sąsiadów, zapytała gdzie mieszka dozorca. Drzwi mieszkania dozorcy się uchyliły i pan w okularach się wychylił.
- Musi mi pan pomóc! Szybko! Błagam! Od nas zależy życie szesnastolatka! Niech pan bierze klucze i idzie ze mną! - zaczęła krzyczeć przerażona Magda. Dozorca posłuchał jej. Kiedy otworzyli drzwi od mieszkania Marcina, Magda zobaczyła światło w łazience. Wbiegła i zobaczyła leżącego w wannie Marcina z podciętymi żyłami. Szybko pojechała na pogotowie z dozorcą. Odratowali go, ale mało brakowało. Magda zadzwoniła do rodziców Marcina i swoich, opowiedziała im wszystko. Czuwała przy Marcinie cały czas. Obudził się.
- Gdzie ja jestem?
- W szpitalu. Będziesz żył.
- Skąd wiedziałaś, że chcę sie zabić?
- Za dobrze Ciebie znam… Gdyby nie pan dozorca nie byłoby Ciebie tutaj.
- Gdyby nie Ty, to by mnie tu nie było. Dozorca sam by nie wpadł na to, że leżę w wannie z podciętymi żyłami. Dlaczego mi pomogłaś?! Chciałem być już na drugim świecie. Nic mnie tu nie trzyma. Nic! rozumiesz?
- Nie mów tak! Nie pozwalam Ci! Dopiero teraz zrozumiałam jaki jesteś dla mnie ważny. Przepraszam to za mało. Nigdy nie powinnam się tak zachowywać, ani tak mówić. Jesteś moim przyjacielem, kocham Ciebie jak brata, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Przepraszam. Wybacz mi, proszę…
- Już Ci wybaczyłem. Tak naprawdę nigdy nie byłem zły na Ciebie, nie potrafię. Za bardzo Ciebie kocham. Chciałem sie zabić, bo myślałem, że Ciebie straciłem. Powiedziałaś, że nie ma miejsca już dla mnie w twym sercu, wiec po co mi żyć?
- Zawsze będziesz w moim serduszku. I w mojej pamięci. A żyć Ci warto. Cóż za strata by była dla świata, gdyby świat stracił takiego wspaniałego trębacza? - powiedziała Magda i przytuliła się do leżącego w łóżku Marcina. Kiedy przyszli jego rodzice pożegnała się i wyszła. Poszła do Pawła. Rozmawiali długo. Paweł tak naprawdę nie słuchał jej słów, jej zdań, jej myśli. Układał w głowie bowiem plan sobotniego popołudnia. Wszystko było już dokładnie ustalone w jego mózgu. Plan wyglądał następująco: 1. Przyjście Magdy. 2. Herbatka i czułe słówka. 3. Włączenie nastrojowej muzyki + zapalenie świeczek. 4. Przytulańce. 5. Pocałunki. Dalej to już spontan.
Dni mijały szybko. Magda przynosiła Marcinowi do szpitala tomiki poezji Szymborskiej i Baczyńskiego. Później przychodził do niej Paweł.
W końcu nadszedł weekend. Wypisali już Marcina ze szpitala. Sobota. Najpierw rano obowiązki w domu. Później przyszedł po nią Paweł i poszli nad stawek, usiedli na tej ławce. Siedzieli wtuleni w siebie i rozmawiali. Marcin szedł właśnie z “Ćpunem” w ręce z myślą, że posiedzi na ulubionej ławce i sobie poczyta w spokoju. Gdy zbliżał się do celu, zobaczył, że na ławce jest Magda i Paweł. Dostał szału! W końcu to ławka ICH! Czyli jego i Magdy. Jak ona mogła tam przyprowadzić Pawła! Tego łotra! Podbiegł, rzucił książki na ziemię.
- Magda, jak mogłaś! Jak mogłaś przyprowadzić jego w to miejsce! Zapomniałaś, że to nasza ławka?! Jak mogłaś! - krzyczał na dziewczynę oburzony Marcin.
- Wypad stąd lowelasie! Słyszysz? Tak, to do Ciebie. Bo ty jesteś spedalonym lowelasem!
- Marcin, hamuj się! Spokojnie! - próbowała rozładować napięcie Magda.
- Jak mnie nazwałeś?! Chcesz wpieprz?!
- No dalej, chodź! Nie boję się Ciebie!
- Jeżeli natychmiast się nie uspokoicie to pożałujecie! - wrzasnęła na nich dziewczyna.
Chłopcy uspokoili się. Poskutkowało.
- Magda, ja Ciebie kocham. Nie jak siostrę, ale jako młodą, piękną, zdolną i inteligentną kobietę! - wyrzucił z siebie Marcin.
Magda będąc w szoku nie mogła wydobyć z siebie słowa. Paweł, wielki macho, który myślał, że bawi się tylko uczuciami i całą Magdą nagle poczuł sie zazdrosny. Starał się wyperswadować to sobie z głowy. Tymczasem Marcin wziął książkę i pobiegł gdzieś przed siebie. Paweł obserwował Magdę. Dziewczyna popłakała się i usiadła na ławce. Paweł poczuł, że patrząc na nią też zachciało mu się płakać. Po chwili sie otrząsnął.
- Idziemy już do mnie?- zapytał.
Dziewczyna popatrzyła mu w te piękne brązowe oczka, a jemu aż się nogi ugięły. Zrobiło mu się też gorąco. “Ej stary, co sie z tobą dzieje? Niemożliwe, że się zakochałeś, niemożliwe! Ty jesteś chamem. Miałeś się nią tylko zabawić. Skompromitować.”
- Możemy iść, chętnie napiłabym się herbaty.
I poszli. W domu nikogo nie było. Rozgościli się w salonie. Paweł działał według planu. Zrobił herbatę, włączył nastrojowa muzykę. Zaczął się do niej coraz bardziej przysuwać. Przytulił ją i szybko pocałował. Nagle w głowie mu się zaczęło mieszać. Chciał zrezygnować, ale już zaprosił na jutro kolegów na seans filmowy, więc nie mógł się wycofać, nie wyszedłby z twarzą. Nagle leżeli już obok siebie cały czas sie przytulając. Kamerę włączył już zaraz po wejściu do domu. Kiedy włożył rękę pod jej koszulkę ona gwałtownie odskoczyła.
- Co Ty robisz?!?! - krzyknęła.
- Nie mów, że tego nie chcesz. - powiedział pewny siebie Pawełek.
- Nie, nie chcę! Marcin miał rację, że jesteś chamem, a nie moim wyśnionym księciem z bajki, moim idealnym mężczyzną, z którym chciałabym spędzić resztę swojego życia! - odpowiedziała zdenerwowana i zapłakana Magda. Wstała, strzeliła mu w twarz, ubrała buty, kurtkę i wybiegła.
Poszła do Marcina. Kiedy otworzył drzwi powiedziała:
- Cześć. Można?
- Cześć. Można. - i wpuścił ją do domu Marcin.
- Dlaczego płaczesz? Nie mów, że przez tego kretyna! - kontynuował chłopak. - Zrobił Ci coś?! Skrzywdził Ciebie?! Zabiję gnoja!!!!
- Nie zdążył mi nic zrobić, bo dostał w twarz i wybiegłam.
- Już ja się z nim policzę!
- Nie, daj spokój. Nie chcę go znać. Wybacz mi, że Ci nie wierzyłam. Miałeś rację, to cham, debil i chuligan.
Rozmawiali z dwie godziny. Szczerze i wesoło, jak za starych dobrych czasów.
Paweł nie mógł spać. Czuł się jak skończony kretyn. Ciągle w głowie słyszał jej słowa “Marcin miał rację, że jesteś chamem, a nie moim wyśnionym księciem z bajki, moim idealnym mężczyzną, z którym chciałabym spędzić resztę swojego życia!”. Ciągle miał przed oczami widok jej uśmiechniętej twarz i zapłakanych oczu w parku. Nigdy wcześniej nie czuł się tak strasznie. Doszło do niego, że zależy mu na niej, że ją kocha. Miał sie nią tylko zabawić, a ją pokochał. Nie wiedział co zrobić. Dzwonił do niej, lecz ona odrzucała. Pisał smsy, lecz ona nie odpisywała. Pisał na gg, lecz ona zmieniła numer. W niedzielę poszedł do niej. Otworzyła jej mama.
- Dzień dobry, czy zastałem Magdalenę? - zapytał.
- Jest, ale nie chce Ciebie widzieć, ani znać. - odpowiedziała mama Magdy.
Załamany Paweł nie chciał się poddać. Do końca niedzieli układał sobie mowę, którą powie jej w szkole na dużej przerwie.
Poniedziałkowy ranek był dla Magdy straszny. Ale udawał twardą. W autobusie jechała z Marcinem. Poprosiła go, by jej nie zostawił chociaż na minutkę. Zgodził się.
W szkole na dużej przerwie na korytarzu słuchać było piski dziewczyn i pełno ludzi zgromadzonych przy oknie. Zaciekawiony Marcin zaciągnął tam Magdę. Gdy przebili się przez tłum, zobaczyli, że przy tamtym oknie jest wielki bukiet białych róż z bilecikiem dla Magdy od Pawła. Dalej prowadziła droga usypana płatkami białych i czerwonych róż. Prowadziła ona do dziedzińca. Magda została zmuszona przez tłum by tam iść. I poszła, mimo, że nie chciała oglądać twarzy Pawła. Stała na pustym dziedzińcu i gdy miała już iść, za ramię chwycił ją Paweł. Stał z białą różyczką jak na pierwszym spotkaniu. Magdę wmurowało. Paweł miał łzy w oczach. I gdy ona miała zamiar powiedzieć, że nienawidzi ukląkł na kolanach i zaczął mówić:
- Magda, poczekaj. Daj mi powiedzieć. Przepraszam Ciebie, przepraszam Ciebie, przepraszam! Na początku chciałem po prostu się zabawić Tobą no i z Tobą. Później czułem motyle w brzuchu widząc Ciebie, przytulając, czy całując. Gdy Marcin powiedział Ci w parku, ze Ciebie kocha to poczułem się zazdrosny i zagrożony! Lecz ja głupi ciągle chciałem sobie wmówić, że to urojenia, że Ciebie nie kocham. Byłem wielkim chamem, chciałem Ciebie wykorzystać, dodatkowo to nagrać i pokazać kumplom. Jednak gdy strzeliłaś mi w twarz ocknąłem się. Gdy wyszłaś popłakałem się. Bo to Ty nauczyłaś mnie spokoju, wyciszenia, śmiechu. To Ty sprawiłaś, że pokochałem poezję i że pokochałem jazz. Nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej dziewczyny jak Ty. Bez Ciebie nie mam po co żyć. Bo to Ty mnie zmieniłaś na lepsze. Nigdy sobie nie wybaczę, że postąpiłem tak a nie inaczej w sobotę. Proszę za to Ciebie, byś Ty mi wybaczyła. Pewnie powiesz, że proszę o zbyt wiele, ale ja jednak nie przestanę prosić, bo jesteś najważniejsza osobą w moim życiu. Jesteś moją wyśnioną księżniczką, z którą chcę spędzić resztę życia. Proszę, daj mi ostatnią szansę. Błagam Ciebie.
- A skąd mam wiedzieć, że mnie teraz nie kłamiesz?
- Zaufaj mi. Stałem się z chama i chuligana Twoim ideałem, to nie fikcja, ja się naprawdę zmieniłem, dzięki Tobie!
Magda nie odpowiedziała. Pocałowała go czule i wyszeptała mu do ucha Hymn o Miłości św. Pawła.
Minęło 5 lat. Magda jest nadal szczęśliwa z Pawłem. Naprawdę zmienił się z tego chuligana na księcia z bajki. Kochali się bardzo mocno i planowali przyszłość.
Magda nadal przyjaźni się z Marcinem. On również się zmieni. Uczucie miłości, którym darzył Madzię zmieniło się w przyjaźń. Spotykają sie często we trójkę. Marcin z Pawłem dogadują się świetnie.
Minęło 10 lat. Magda urodziła Pawłowi ślicznego synka i nazwali go Marcinek, na cześć ich wspólnego przyjaciela. Żyją szczęśliwie w małżeństwie od 3 lat i planują jeszcze dwójkę dzieci. Oszczędzają na domek gdzieś w okolicach Rabki.

Szkoda, że takie historie zdarzają się tak rzadko. Mam nadzieję, że się spodobało.
Pozdrawiam.

Historia wielkiej przyjaźni i wielkiej miłości…

Posted in Opowiadania on luty 18, 2008 by bastionukrytegosensu

Ona - szatynka o niebieskich oczach, wysoka, szczupła, zadbana, ubrana schludnie i ładnie. Inteligentna, nie sprawiająca problemów rodzinie i w szkole szesnastolatka. Lubiła poezję, na przerwach czytała książki, nie miała przyjaciół [czemu? nie wiadomo]. Wielu chłopaków się niej podkochiwało, lecz ona ich unikała. Miała na imię Magda.

On - brunet o brązowych oczach, wysoki, wysportowany, długie włosy. ‘Słodziak’, trochę chuligan. Jak większość osiemnastolatków chodził na imprezy, na siłownię. Dziewczyny za nim szalały i wiele z nich dałoby się za niego pokroić. Miał na imię Paweł.

Wrzesień. Magda zaczęła edukację w liceum w Krakowie. Z przerażeniem przestąpiła próg szkoły w dniu rozpoczęcia roku szkolnego. Miała nadzieję, że w nowej szkole znajdzie zaciszne, fajne miejsce, gdzie będzie mogła czytać swoje ulubione książki. Trochę czasu zajęło jej odnalezienie w wielkim budynku swojej klasy. Kiedy ją znalazła, poprawiła włosy, uśmiechnęła się, zapukała i weszła. Ku wielkiemu zdziwieniu jej nowa klasa składała się z 32 chłopaków i zaledwie 4 dziewczyn razem z nią. Jej klasa miała profil muzyczny, więc spodziewała się przewagi dziewczyn albo chociaż równowagę płci. Cóż, powiedziała sobie w myślach “Mówi się trudno.” i zajęła miejsce w pierwszej ławce. Wychowawczyni była bardzo sympatyczna. Później każdy po kolei się przedstawiał. Magda drżącym głosem [ze strachu] wydukała kilka zdań o sobie jako pierwsza. Następnie każdy kto się przedstawiał kolejno wydawał jej się sympatyczny. Po wyjściu z klasy grupka kilku chłopaków z jej nowej klasy podeszła do niej. Ona ze zdziwieniem i obawą popatrzyła na nich swoimi niebieskimi oczkami. Oni jednak okazali się sympatyczni i po prostu chcieli jej tylko powiedzieć, że w piątek spotykają się całą klasą [tak dla integracji] w kawiarence. Zdziwiona Magda powiedziała, ze przyjdzie i znikła skręcając w inny korytarz. Idąc miała wzrok wlepiony ku podłodze i to spowodowało, że nie zauważyła Pawła. On popatrzył na Magdę i krzyknął:
-Patrz jak łazisz! - a sznurek dziewczyn idącym za nim niczym cień powtórzyło jego słowa.
- Przepraszam, nie chciałam…
A w myślach przyszły jej do głowy tylko słowa: “Co za idiota!”.
Miała poszukać jeszcze zacisznego miejsca, jednak uznała, że dosyć wrażeń jak na jeden dzień, wiec poszła do domu. W drodze zahaczyła o park. Jak ona tam uwielbia chodzić i siadać w ławce koło stawu.
Dzień drugi w nowej szkole rozpoczął się dobrze. Już nawet w autobusie do szkoły spotkała kolegę z klasy i się okazało, że mieszka blisko niej, co ją ucieszyło. Porozmawiali sobie, dziewczyna zaczęła się przed nim otwierać. Miał na imię Marcin, grał na trąbce i trenował biegi. Był jej wzrostu, miał blond włosy do ramion i zielone oczy z życzliwym spojrzeniem. Przed budynkiem szkoły spotkali jeszcze kilku kolegów z klasy - Bartka, Tomka, Kubę i Kamila. Pierwsza lekcją był polski. Przed klasą polonistyczną Magda stojąc z chłopakami była mierzona wzrokiem przez trzy dziewczyny z klasy - Agnieszkę, Martę i Patrycje.
- Wypadałoby, żebym poznała lepiej dziewczyny, więc idę sie przywita.
- Nie warto. Są wredne i puste! - powiedział Bartek. - Chodziłem z nimi do jednej klasy w gimnazjum, więc znam je na wylot. Mówię, Ci nie warto Madziu - dokończył.
- Wiesz, ja jednak spróbuję. W końcu też są dziewczynami i na dodatek jedynymi oprócz mnie w tej klasie.
I poszła.
-Cześć! Jak poranek?
- Hahaha! Jak poranek, bo pęknę! Od kiedy my na ‘ty’! Nie pozwalaj sobie! - z pogarda i ironią w głosie powiedziała Agnieszka.
Madzi zrobiło sie głupio i poszła do chłopaków. Do końca dnia szkolnego przebywała z nimi. Przebywając z chłopakami zapomniała, że miała przeczytać książkę, którą poleciła jej znajoma. Ale i tak miło się jej rozmawiało z chłopakami. Poznała też resztę chłopaków z klasy, jednak z ta paczką najlepiej się dogadywała.
Wracała do domu z Marcinem. Uciekł im autobus z czego Magda zadowolona, bo mogła iść do swojego ulubionego miejsca w mieście - parku. Przy okazji pokazała swoją ulubioną ławkę swojemu nowemu koledze. Bardzo się polubili. Magda czuła pewną więź z Marcinem, a znała go dopiero od rana. Marcin bardzo polubił Magdę i znalazł w niej kogoś podobnego do siebie. Magda grała na fortepianie i uwielbiała jazz, tak jak on, grający na trąbce. Okazało się, że Marcin również lubił poezję. Magda sie cieszyła, bo w końcu będzie miała z kim czytać wiersze nad stawkiem w parku i będą mogli wymieniać się tomikami. Do domu Magda wróciła po trzech godzinach.
W szkole jak w szkole, mnóstwo nauki, do tego gra na fortepianie, poezja, literatura.
Czas leciał jak oszalały. Jest połowa października. Magda na dobre zaprzyjaźniła się z Marcinem tak jak i z Bartkiem, Tomkiem, Kubą i Kamilem. Byli zgrana paczką. Madzi nie przeszkadzało, że trzyma się z samymi chłopakami, a chłopakom nie przeszkadzało to, że Madzia jest dziewczyną.
Pewnego dnia, Magda szła korytarzem z Marcinem i Kubą. Gdy skręcili w boczny korytarz powtórzyła się sytuacja z pierwszego dnia w szkole. Madzia nie zauważyła idącego z naprzeciwka Pawła. Zderzyli się, a Magdzie zleciały na podłogę kartki z wierszami i książka. Paweł z wielkim oburzeniem wydarł się na Magdę.
- To znowu ty?! Ale jesteś łajza!
- Weź na nią nie krzycz padalcu! - stanął w obronie dziewczyny Marcin
- Co?! zabawny jesteś koleś haha boki zrywać, nie podskakuj, bo pożałujesz!
- No to dalej, chodź na solo! - powiedział Marcin zaciskając pięści.
- Marcin przestań! A ciebie jakkolwiek masz na imię przepraszam po raz kolejny.- Krzyknęła Madzia.
- Dasz się dziewczynie uspokajać? Haha ale frajer! - Paweł dumnie powiedział.
Marcin nic nie odpowiedział. Obrócił się na pięcie i poszedł pod klasę. Magda z Kubą pobiegli za nim.
Paweł, szkolny cwaniaczek wymyślił sposób, jak dać nauczkę ‘tej łajzie’. Podszedł do Patrycji z klasy muzycznej i powiedział, że ma mu załatwić numer Magdy, to sobie z niej jaja porobi. Patrycja [jedna z jego fanek] na następnej przerwie już miała numer i dała go Pawełkowi.
Wieczorem Magda dostała sms-a o treści: “Siemka. Sorka za to, że dzisiaj na ciebie powiedziałem łajza, wcale tak nie myślę, po prostu lekcja mnie zdenerwowała. Popiszemy? Głupi idiota, który żałuje - Paweł”. Na początku dziewczyna nie wiedziała kto to, jednak po chwili skojarzyła. Magda była w szoku. Odpisała: “A niby o czym chcesz ze mną pisać?”. Paweł napisał: “Po prostu chcę ciebie poznać i przeprosić osobiście. Spotkajmy się na dużej przerwie jutro o 11.40 na dziedzicu, nie daj się prosić;)”. nie dostał już odpowiedzi.
Nazajutrz Magda i Marcin szli pieszo do szkoły. Przechodząc przez park rzucali się liśćmi i się pośmiali.
- Hm… Nie wiem co mam zrobić. Wczoraj Paweł do mnie napisał, ten no wiesz, od tego zderzenia. Poczytaj. - i pokazała jemu smsy.
- Ja bym nie poszedł na Twoim miejscu, on się wydaje dziwny. Słyszałem o nim, że to straszny chuligan. - Po dłuższym zastanowieniu odpowiedział Marcin. Lekcje szybko mijały. Magda siedziała w ławce na zmianę z chłopakami, więc było jej wesoło.
Zadzwonił dzwonek, godzina 11.40. Magda postanowiła pójść na dziedziniec. Stała i się rozglądała nie widząc Pawła. Nagle ktoś złapał ją za ramię, a gdy odwróciła się zobaczyła Pawła. Stał z białą różyczką w ręku i wielkim uśmiechem na twarzy. Madzię wmurowało. On wręczył jej różyczkę, ona przyjęła. Patrzyła mu w oczy, on patrzył jej w oczy. Scenie tej jakże romantycznej przyglądał się z boku Marcin. Aż sie w nim gotowało ze złości! Był zazdrosny. Spędzał bardzo dużo czasu z Magdą i nawet się w niej podkochiwał potajemnie. Teraz to wszystko było zagrożone. Przerażenie go ogarnęło. Magda z Pawłem rozmawiali ze sobą całą przerwę. On był taki idealny dla niej. Do końca dnia nie mogła przestać o nim myśleć…
C.D.N.

PS. Opowiadanie przyszło mi samo z siebie do głowy, więc postanowiłam je napisać :)
Pozdrawiam.