Kategoria: Opowiadania


Opowiadanie

- No nie! Dlaczego znowu mnie to spotyka! Wrrr…!
- Weź się uspokój Paula! Nie panikuj! Zaraz ci zatuszuję ładnie tego pryszcza i będzie git majonez! Weź, usiądź i wyluzuj!
-Ale dlaczego zawsze jak idę na randkę mam wielki wulkan na czubku nosa! To niesprawiedliwe! – powiedziała Paulina patrząc z grymasem na lustro. Weronika buszowała w wielkiej szafie pod ścianą.
- Ja cię nie rozumiem! – zwróciła się do właścicielki tego eksponatu. – Ty masz masę ciuchów! I ty jeszcze śmiesz twierdzić, że nie masz się w co ubrać!
- Ojej, nie marudź, pomóż mi lepiej, za godzinę idę na randkę! – krzyknęła Paula skacząc po swoim wielkim łóżku. – W prawdzie ustawioną, ale jednak z przystojniakiem!
Wera zaśmiała się w głos ze swojej zwariowanej przyjaciółki i dalej przeglądała markowe ciuchy wiszące na wieszakach w porządku ‘kolorystycznym’ w mega ogromnej szafie.
- O! patrz, załóż tę tunikę z napisem, do tego te leginsy ze wzorkiem i te śmieszne zielone sandały. – z dumą rzekła Weronika.
-  Eee, a może ta sukienka w kwiaty będzie lepsza? Do tego te żółte korale, ta torebka no i niech będą te sandały. – wyrecytowała na jednym tchu podekscytowana Paula.
- Jesteś genialna! W tym na bank mu się spodobasz!
Paulina wzięła szybki prysznic, a gdy się ubierała Wera malowała jej paznokcie na zielono. Delikatny makijaż – podkreślający jej niebieskie wielkie oczy: zielony cień, kąciki oka kredką, ładnie wytuszowane rzęsy, później delikatny róż na policzkach i bezbarwny błyszczyk, który rozświetlił jej kształtne usta. Wszystko to sprawilo, ze Paulina wyglądała olśniewająco.
- A co zrobimy z twoimi włosami? – Werka spojrzała na mokre, pofalowane blond włosy przyjaciółki.
- Może wysuszę je tylko?
- Dobry pomysł, masz śliczne włosy. Zmykaj już na tą randkę, bo się spóźnisz!
Paulina była strasznie podjarana. Odkąd rzucił ją chłopak pół roku temu nie była na żadnej randce, gdyż uważała facetów za skończonych chamów i frajerów. Każdy kto się do niej zbliżał czuł powiew arktycznego powietrza. Wielu chłopaków próbowalo podbić jej serc, w końcu jest interesującą dziewczyną, bardzo inteligentną, z pasją, do tego piękną, jednak ona trzymała się od nich wszystkich z daleka. Długo łatał rany na swoim sercu po tym, jak została potraktowana przez swojego ex. Nikomu nie chciała i nie potrafiła zaufać. Rzuciła się w wir nauki, co wyszło jej na dobre – matura zdana rewelacyjnie!
Przed nią i Weroniką były najdłuższe wakacje życia, więc postanowiły poszukać  pracy w pobliskim miasteczku – typowo turystycznym. Obie skończyły technikum gastronomiczne, więc długo nie musiały szukać ofert.
Od tygodnia pracują w największej pizzerii w okolicy.Wera pomaga w kuchni – robi pizze, gotuje, natomiast Paula  jest kelnerką. W ostatni piątek było strasznie dużo ludzi co się równa z harówą. Paula biegała z tacą w tę i z powrotem, ciągle znajdowali się klienci, którzy się czepiali i pieklili, więc dziewczyna miała wszystkiego już po dziurki w nosie. Na szczęście czas szybko zleciał, został ostatni stolik.
“Może  sobie szybko pójdą” – myślała.
Pomogła Weronice w kuchni i później rozmawiały z reszta pracownic obok lady, wygłupiając się i śmiejąc z nadętych klientów.
- Cześć dziewczyny! – wszystkie spojrzały się na wysokiego szatyna. Trudno było nie dostrzec jego figlujących brązowych oczu i tego tajemniczego uśmiechu.
- Cześć! – odpowiedziały niemal chórkiem.
Paulina właśnie korzystając z okazji wcinała kanapkę.
- Mógłbym poprosić na chwilkę panią kelnerkę? – spytał swoim pięknym tenorem.
- Pewnie! – odpowiedziała dziewczyna,  dławiąc się kanapką.
- Jestem Robert,  a Ty jak masz na imię?
- Paulina.
- Miło mi. – i znów uśmiechnął się, że Pauli aż się nogi ugięły.
- Widzisz moich znajomych? – spytał, a ona kiwnęła głową, że tak. – Nie będę owijał w bawełnę. Stwierdzili, że nie jestem w stanie poderwać i zaprosić na randkę takiej pięknej dziewczyny jak Ty. I wyszło, że założyłem się z nimi, że podejdę do Ciebie i poproszę o Twój numer, a jutro zadzwonię i zaproszę Cię na spotkanie w kawiarni “Stokrotka” na ul. Leśnej. Mówię Ci to od razu, gdyż nie chcę być świnią i Ciebie okłamywać. Pomożesz mi? Błagam!
Paulina nie ukrywała zdziwienia. Nie wiedziała co odpowiedzieć. “A co mi tam!” – pomyślała. “Jest taki uroczy! Kiedy ja ostatnio byłam na randce? łooo, dawno. A więc czas to zmienić! Raz się żyje!”
- Szalony pomysł, ale zgadzam się.
- Dobrze, to mogę twój numer prosić?
- Pewnie. – Robert szybko wpisał numer w komórkę, dał jej całusa w policzek i poszedł do znajomych.
Nazajutrz, gdy smacznie spała na swoim wielkim łożu i śniła o pięknym nieznajomym Robercie, obudził ją telefon.
- Halo?
- I jak, i jak, dzwonił?! – usłyszała głos przyjaciółki.
- Wera, ja jeszcze śpię, dobranoc! – krzyknęła, rzucając telefon w nogi.
Nie minęło pięć minut, gdy znowu usłyszała “Halo” Beyonce. Po omacku dotykała kołdry, szukając głośnej komórki.
- Jeszcze nie dzwonił, zadowolona?! Daj mi spać! – krzyknęła Paula.
- Paulinko, to ja Robert!
- O jejku, przepraszam, myślałam, że to Wera.
- Przepraszam, że cię obudziłem, nie chciałem.
- Ech, nie szkodzi, jakoś przeżyję – powiedziała chcąc zaśmiać się, co jednak bardziej przypominało pisk torturowanej myszy.
- Mam nadzieję, że pamiętasz o spotkaniu? Będę za tobą czekał o 16. Nie spóźnij się! – rzekł chłopak, po czym się rozłączył nie dając szansy na protest Pauli. Nagle uświadomiła sobie, że wcale nie chce z nim iść na udawaną randkę. Chciała go wystawić, wymyśliła plan, że zadzwoni do niego popołudniu i powie, że szef chce, żeby przyszła dziś do pracy. Gdy dochodziła 15, wzięła do ręki telefon, weszła w spis połączeń, następnie w odebrane i nagle mina jej zrzedła! Robert dzwonił z zastrzeżonego numeru! Nie ma do niego numeru! “Co za cwaniak!” – pomyślała. Włączyło jej się awaryjne myślenie. Za 5 minut była już u niej Wera.
15:45 – Paulina wyszykowana, zamówiła taksówkę i pojechała na ulicę Leśną.
“Mam nadzieję, że się nie spóźni! Nienawidzę niepunktualności…”. Wchodząc do kawiarni ujrzała siedzącego przy stoliku Roberta. Czekał na nią z różą. Musiała zrobić wielkie oczy, gdyż spytał:
- Coś nie tak? Źle wyglądam, że tak się patrzysz?
- Niee, wszystko jest jak najbardziej okej! – szybko odpowiedziała. Robert odsunął jej krzesło, usiadła. Nie mogła odczepić wzroku od jego oczu. Coś w nich tak magicznie błyszczało. Podziwiała tez ładnie ułożone włosy, elegancką koszulę i doskonale dobrany perfum.
Randka przebiegała całkiem normalnie. Bała się, że będzie sztywno, w końcu to tylko ustawione spotkanie. Rozejrzała się, czy nie ma nikogo z jego znajomych,  którzy byli wtedy z nim. Ku jej zaskoczeniu teren był ‘czysty’.
Robert jest studentem Akademii Muzycznej – grał na saksofonie. Trenuje także w każdą sobotę piłkę ręczną, mieszka sam, ma stypendium. Jest szalenie inteligentny i wrażliwy. Dużo o sobie opowiada ale również pyta o wiele rzeczy swoją partnerkę.
- A Ty na jakie studia się wybierasz?
- Niestety nie jestem zbytnio uzdolniona artystycznie, idę na dziennikarstwo z elementami kulturoznawstwa.
- Łał, myślę, że będzie to bardzo ciekawy kierunek. A masz jakieś  hobby?
- Uwielbiam gotować, do tego chodzić do teatru, kina, pisać później recenzje, takie tam pierdoły.
Rozmowa kleiła się, aczkolwiek, Robert wyszedł z propozycją pójścia na spacer.
- A nie zrobisz mi krzywdy? – zaśmiała się Paulina, jednak w myślach mówiła to całkiem poważnie, w końcu go nie znała.
- Głuptasku, pewnie, że nie! Odprowadzę cię do domu, dobrze?
- Ale to kawał drogi!
- A śpieszy ci się gdzieś? bo ja mam czas. – Flirtująco powiedział Robert.
Było im wesoło, padały nawet pytania w tylu: Jaka jest twoja ulubiona czekolada itp. Oboje się uśmiechali. Sukienka Pauliny powiewała delikatnie na wietrze, mimo swoich krągłości, przez które miała kompleksy, wyglądała świetnie.
Czas szybko zleciał, doszli do willi Pauliny.
- Jejku! To Twój dom?! Jaki piękny! – powiedział Robert.
- A tam, ważne, że mam tam swój kawałek podłogi! – uśmiechnęła się uwodzicielsko dziewczyna.
- Będę leciał! To pa! – Chłopak uciekł jak poparzony. Paula nie wiedziała o co chodzi. Była zdziwiona. Stała tak kilka chwil patrząc na oddalająca się sylwetkę Roberta, a potem weszła do domu.

- I tak po prostu sobie poszedł?! Bez pożegnania?! Ani buzi ani nic?! – pytała zszokowana Weronika.
- Tak… Nie wiem, czy coś źle zrobiłam. Nawet nie mam jego numeru. Nawet nie wiem, czy mu się podobało! Głupio się czuję…  Zresztą to była tylko umówiona randka, dla zakładu. Nie mam się czym przejmować.
- A widziałaś kogoś z jego znajomych?
- No własnie nie widziałam nikogo, to mnie zastanawia. Skoro się założyli, to chociaż jeden powinien czyhać przy stoliku obok i podglądać nas zza gazety!
- No ciekawe… Ale może się odezwie jeszcze! Uszy do góry!
- Tak fajnie nam się rozmawiało…  Tyle mamy wspólnych rzeczy. Tak jak z Tomkiem…
- Paula, ja cię proszę! nie wyjeżdżaj mi tu z Tomkiem! To już przeszłość! Myślałam, że dzięki tej randce zakończysz ten rozdział w życiu raz na zawsze!
- Oj Werka, ty nie miałaś złamanego serca, nie wiesz jak trudno zapomnieć.
- Dobra, dobra, chcesz to sobie myśl o tym pacanie, płacz w poduszkę, jak to robisz prawie co noc od pół roku. Ja spadam do domu, pogram sobie z kimś na kurniku w tysiąca. Trzymaj się  i nie pękaj!
Znowu została sama. Dopadły ją wspomnienia nieistniejącego związku. Nagle dostała smsa. Zerwała się, przeczytała:
Tomek: “Cześć. Moglibyśmy się spotkać?”
Paulina: “Czego ode mnie chcesz. Nie mam ochoty się z tobą widzieć już nigdy!”
Tomek: “Tęsknię… Proszę, a nawet błagam, daj mi szansę. Chce wrócić:*”
Paulina: “Hahaha, teraz ci się o mnie przypomniało? Po pół roku nagle zatęskniłeś?”
Tomek: “Miałem inne dziewczyny, ale z żadną nie było mi tak dobrze jak z Tobą Skarbie:* Kocham Cię, Ty wiesz o tym, proszę pozwól mi wrócić! “
Paulina: “Nie wierzę już w żadne Twoje słowo. Nie pisz do mnie, bo zmienię numer!”
Poczuła jak mocno bije jej serce. Jednak czuła, że to ze złości! Jak on śmie po tym wszystkim co jej zrobił w ogóle do niej pisać! szczyt bezczelności!
Niestety to był dopiero początek… Były chłopak zaczął ją prześladować. Dzwonił, pisał, przysyłał kwiaty, nagabywał jej przyjaciół. Paulinie było ciężko, nadal cierpiała, wiedziała, że nie chce go znać i trzymała się tego. Ciągle myślała o Robercie. Gdy zamykała oczy widziała ten jego uśmiech, a codziennie do snu otulały ją jego perfumy. “Ja zwariowałam! Widziałam dwa razy na oczy chłopaka, byłam na jednej randce, a ja tak świruję. No nie mogę, jaka jestem naiwna, że ciągle czekam na jego telefon… Minął tydzień, a on nic. W pizzerii też go nie widać. Ajć, ja głupia…”

- Daj mi spokój kretynie! – wrzasnęła do słuchawki Paula. – Werka, ja mam dość tego debila, ciągle dzwoni i dzwoni. A może Robert nie może się do mnie dodzwonić, bo przez tego imbecyla mam ciągle zajęty numer?
- Świrujesz już. Ja tam myślę, że się nie odezwie. Pewnie wygrał zakład i od tygodnia chla piwsko z kolegami, opija wygraną, w końcu to student!
- On nie jest taki!
- A ty niby go znasz na wylot po jednym spotkaniu? Weź się ogarnij!
“Wera ma rację. Świruję. Paula weź się otrząśnij idiotko! On nie zadzwoni!”.
Minął kolejny tydzień. Robert nadal się nie odzywa, a Tomek nie daje za wygraną. Paulina powoli pęka, gdy chłopak bierze ją na litość i miłe wspomnienia, których trochę się nazbierało przez dwa lata. Niestety podjęła decyzję i wróciła do Tomka.
Przez miesiąc było świetnie, nadal się starał, ale po miesiącu okazało się, że znów ją zdradził. Na szczęście, Paulina nie cierpiała. Czuła ogromną ulgę. Jej uczucie do tego palanta się wypaliło już dawno, pojawił się Robert i to o nim myślała.
“Jestem idiotką, zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Ale mimo wszystko, jestem… SZCZĘŚLIWA! Chciałabym tylko go zobaczyć. Hm… a może pokręcę się kolo Akademii Muzycznej? Hm… jest!  Eureka! Pójdę na jego trening jutro! A co, będę upierdliwa!”
Jak pomyślała – tak zrobiła. Poszła na halę, w której miał trening.
“Jest! Jak się skończy trening to go dorwę!”.  Paula poczekała, popatrzyła. Spodobał jej się widok Roberta w granatowym stroju. Miał takie umięśnione nogi, włosy tak fajnie się unosiły gdy biegał. Wyobraziła sobie, jak dotyka ich, później policzków, później całuje… Odpłynęła. “On ma takie sexowne rysy twarzy. Cały jest sexowny!” – rozpływała się.
Z letargu obudził ją sędziowski gwizdek. “Nareszcie koniec!” ucieszyła się w myślach. Wyszła na zewnątrz, żeby czasem jej nie umknął. Czekając za nim, serce waliło jej, jakby chciało wydostać się z jej klatki piersiowej. Ciężko było jej oddychać, gdy wychodził ktoś z hali. Ale jego nadal nie było.
- Paulina? Co ty tutaj robisz? – spytał zdziwiony i zawstydzony Robert.
- Cześć. Przyszłam, bo chciałam z tobą porozmawiać… – odpowiedziała bardzo drżącym głosem. – Dlaczego odszedłeś wtedy tak bez pożegnania? Czemu się nie odezwałeś? Ja wiem, że to był tylko zakład, ale myślałam, że podobało ci się nasze spotkanie i chociaż mi to powiesz, albo podziękujesz albo cokolwiek… – powiedziała jednym tchem i spuściła głowę na dół. Robert czuł zakłopotanie, chwilę milczał, lecz w końcu przemówił:
- Bardzo mi się podobało.
- To wszystko co mi chcesz powiedzieć? Wygrałeś chociaż ten zakład?
- Nie…
- Jak to nie?
- Czy to ważne?
- Tak!
- Śpieszę się do domu…
- Ja się chętnie zrewanżuję i tym razem ja ciebie odprowadzę i mi wszystko opowiesz.
- Ale to nie jest dobry pomysł!
- Kochany, akurat nie masz nic do gadania! Idziemy, prowadź! – powiedziała stanowczo Paulina. – A więc czemu nie wygrałeś zakładu?
-Ale wysłuchasz mnie do końca i nie będziesz przerywać, dobrze?
-Okej!
- Więc nie wiem jakby ci to powiedzieć Paulinko… Trochę skłamałem… Zakład nie dotyczył tylko randki… Po spotkaniu miałem wziąć cię do hotelu i ‘zaliczyć’. Wiem, to brzmi strasznie, pewnie pomyślisz, ze jestem łajdakiem, ale posłuchaj, ja nigdy wcześniej tak nie robiłem, do tego naprawdę mi się spodobałaś, okazało się, że mamy tyle wspólnego, tak miło się rozmawiało, nie chciałem tego popsuć… Więc już w kawiarni zdecydowałem, ze nie chcę wygrywać zakładu, bo jesteś cudowna i chciałbym jeszcze się z tobą spotkać…  I moi debilni koledzy tego nie popsują jakimś dennym zakładem!- Paulina nawet nie była w stanie wykrztusić słowa. Szła, patrzyła na niego z przerażoną miną. Robert kontynuował. –  Jednak gdy zobaczyłem, że mieszkasz w takiej willi pomyślałem, że nie mam u ciebie szans… widzisz ja mieszkam w akademiku, mam tylko stypendium, dorabiam sobie w McDonaldsie. Jestem sierotą, jestem biedny i nie pasowałbym do ciebie. I dlatego uciekłem… Wiem, to strasznie głupie…
- Jesteś nienormalny! To, że jestem bogata nic nie znaczy! Nie wywyższam się! Nawet pracuję, nie chcę mieć wszystkiego podanego na tacy. Wcale mnie nie obchodzi czy jesteś, biedny, czy bogaty!
- To nie wszystko! Miałaś nie przerywać! Kiedy na drugi dzień stwierdziłem, że jestem idiotą, że pójdę do ciebie i przeproszę za moje zachowanie  dostałem telefon z pogróżkami.
- Telefon z pogróżkami?!
- Tak. Jakiś chłopak groził mi, ze jak mnie jeszcze raz z tobą zobaczy to wpadnie do mnie z kolegami pograć w baseballa. Byłem przerażony. Nie wiedziałem co robić. Postanowiłem, że już nigdy nie spotkam się z tobą. Kilka tygodni później widziałem cię z jakimś dresem. Posklejałem  fakty, wiedziałem, ze to on dzwonił i już w ogóle dałem sobie spokój.
- Nie wiem co powiedzieć. To mój były, Tomek. Wróciłam do niego, bo nie dawał mi spokoju. Ale znów mnie zdradził.
- Biedactwo, jak się czujesz? – spytał smutny Robert, po czym ona chwyciła go pewnie za ramię i namiętnie pocałowała.
- Teraz czuję się wspaniale! – powiedziała dziewczyna.
- Nie rozumiem, myślałem, że mnie za to znienawidzisz! Jestem beznadziejny, przepraszam cię…
- Jesteś kochany! Od naszego spotkania codziennie marzyłam, żeby móc się z tobą spotkać, pocałować cię, czuć twój zapach. To wariactwo, ale się z tobie zakochałam! – patrzyła mu w oczy i czekała na odpowiedź.
- Dzień w którym cię poznałem, to najwspanialszy dzień w moim życiu! – objął Paulinę mocno i pocałował znowu.

Wakacyjne błędy

- Cholera! Znowu przytyłam! Wrrr…. – zaczęła marudzić Karolina swojej najlepszej przyjaciółce Wiktorii. Dziewczęta znają się od piaskownicy, mieszkają w tym samym bloku, a nawet w tej samej klatce. Chodzą do tej samej klasy w ogólniaku, mają tych samych znajomych, zgadzają się praktycznie we wszystkim i nigdy się nie pokłóciły. Spędzają ze sobą mnóstwo czasu, chociażby uczą się razem, chodzą do kawiarni na kawę, czy też jak to nastolatki plotkują i czytają gazety. Jedyny czas, w którym się nie widzą to noc oraz gdy Karolina spotyka się z Mikołajem. Są razem od półtora roku, nadal bardzo zakochani. Karolina to bardzo mądra, dobrze ucząca się, rozsądna i bardzo dojrzała jak na swoje 17 lat dziewczyna. Jest krępej budowy ciała, ma piękne rude loki i duże zielone oczy. Bardzo nie lubi swoich krągłości, wstydzi się ich, jednak Mikołajowi bardzo się one podobają. Mikołaj to żywiołowy, szalony wręcz chłopak. Jest starszy o dwa lata i po właśnie rozpoczętych wakacjach idzie na studia. Jest romantyczny i świata poza Karoliną nie widzi. Jest wysokim brunetem, o czarnych oczach, długich włosach i dobrze zbudowanej sylwetce. Karolinę poznał w styczniu, na zabawie karnawałowej w szkole. Potańczyli trochę, spotkali się później kilka razy i zaiskrzyło. Bardzo rzadko sie kłócą, planują trochę już wspólną przyszłość. Wiktoria miała swój udział w swataniu ich, gdyż oboje są bardzo wstydliwi. Wiki nigdy nie ma nic przeciwko nim, lubi z nimi spędzać czas, nie robi za przyzwoitkę, bo oni umieją się zachowywać w towarzystwie.Często cała trójka i może kilku znajomych jeżdżą na koncerty oraz na wakacje. Natomiast Wiktoria to drobna blondynka, o niebieskich oczach. Nosi okulary, włosy ma za pas, idealnie proste. Uwielbia dobrą zabawę, potrafi pójść na kompromis i kocha psy. W nauce często pomaga jej Karolina.
Dziewczyny tydzień temu zakończyły rok szkolny, otrzymały promocję do drugiej klasy liceum. Od maja planowały już wspólny wyjazd do pracy na Mazury. Wiktorii ciocia ma tam pensjonat i mają jej tam pomagać. Mikołaj musi zająć się babcią, jednak ma do nich dojechać za dwa tygodnie.
Dziewczyny zadowolone pakują się. Karolina rozpacza nad tym, ze przytyła i jej ulubione szorty są zaciasne.
-Nie panikuj! Po co tam będziesz się stroić, jak my tam do pracy jedziemy. Zresztą twojemu facetowi zawsze sie podobasz.
- Racja! – uśmiechnęła się Karola. – Trzeba za pół godziny wychodzić, bo nam pociąg odjedzie.
Wiki włożyła do wielkiej walizki jeszcze tylko szczoteczkę do zębów i kremy do opalania.
- Komu w drogę, temu czas! – zaśmiała się mama Wiktorii i podwiozła je na dworzec.
Zadowolone wsiadły do pociągu, pokiwały i pociąg odjechał. Droga bardzo szybko im zleciała. Na miejscu czekała za nimi ciocia Marysia, która zabrała ich do swojej posiadłości.
- Jejku! Jak tutaj pięknie! – z wielkim uśmiechem stwierdziła Karola, kiedy tylko ujrzała pensjonat, piękny ogród, prywatną plaże i stadninę koni.
- Dużo się nie zmieniło ciociu. Jak zwykle pełno masz gości.
- W tym roku szykuję się naprawdę sporo wczasowiczów. Do końca wakacji mam zrobione rezerwacje. – odpowiedziała ciocia Marysia. – Wasz pokój jest na strychu, mam nadzieję, że wam się spodoba. Aha i bym zapomniała – jak sie rozpakujecie to zejdźcie do ogrodu to przedstawię wam zakres obowiązków.
- Łał! – równocześnie zawołały dziewczyny, gdy ujrzały pokój.
- Nigdy tutaj nie byłam, bo to pokój dla vipów. Już teraz wiem dlaczego. – powiedziała Wiki.
- Nie liczyłam na takie luksusy. Ten pokój jest niesamowity! – Karolina miała jeszcze większe oczy z wrażenia niż zwykle.
Rozpakowały się i na życzenie cioci poszły do ogrodu. Tam czekali na nich już wszyscy pracownicy.
- A więc tak jak mówiłam, na całe wakacje mamy tutaj dwie nowe pracownice. Są to dla mnie bliskie osoby, więc lepiej, żebyście je traktowali z szacunkiem, mimo, ze są od was młodsze. – rzekła Marysia.
Po chwili wyciągnęła kartkę i pokazała dziewczyną, dodając:
- To są wasze obowiązki. Nie myślcie, że będzie łatwo. Będziecie dostawać 8 zł za godzinę, a pracować będziecie 8 godzin dziennie. Pasuje wam?
Dziewczyny popatrzyła na kartce, gdzie było napisane:
- 6:00 przygotowanie śniadania
- 7:30 podanie śniadania
- 8:00 posprzątanie po śniadaniu = posprzątanie całej kuchni
- 9:30 zerwanie wszystkich owoców w ogrodzie = truskawki, czereśnie, wiśnie i porzeczki.
- 11:00 posprzątanie salonu, jadalni i pokojów gości (zmiana pościeli, umycie podłogi )
- 12:00 przygotowanie obiadu
- 13:00 podanie obiadu gościom i posprzątanie kuchni
- Bałam się, że będziemy miały więcej roboty. Przecież nie będzie źle i jeszcze 8 zł za godzinę! Extra! – cieszyła się Karolina.
- Zaczynacie od jutra, dzisiaj macie już czas dla siebie, tylko przyjdźcie na kolację o 18 – powiedziała Marysia.
- To idziemy na plażę, co? – spytała Wiki.
- Oczywiście!
Poszły się przebrać i za 10 minut zawitały na plaży. Jako pracownice miały sprzęt do pływania za darmo, więc postanowiły skorzystać z banana.
- Niestety dziewczęta, muszę mieć komplet ludzi, czyli 5 osób, a wy jesteście dwie. – powiedział pan z wypożyczalni. – Zagadajcie może z tymi chłopakami. – dodał pokazując na trzech chłopaków grających w piłkę plażową. Przyjaciółki spojrzały się na siebie i pewnym krokiem podeszły do owych chłopców.
- Cześć chłopacy! – zaczęła Wiktoria. – Mam pytanko, nie macie czasami ochoty przepłynąć się na bananie? Bo potrzebujemy komplet ludzi, a my tylko dwie jesteśmy.
Popatrzyli się na siebie i jeden powiedział: – No pewnie. Z wielką chęcią. A jak macie na imię?
- Ja jestem Wiktoria, a to jest Karolina. A wy?
- Maciej, to jest Radek a to Patryk. Od kiedy jesteście w tym pensjonacie, bo was nie widzieliśmy?
- Od dzisiaj i zostajemy na całe wakacje.
- Ooo! to tak jak my – wtrącił Radziu.
- To idziemy? – spytała Karolina.
Poszli. Na bananie urzędowali przez chyba 30 minut. Zmęczeni usiedli później na piachu. Chłopacy okazali się bardzo mili. Mieszkają też w Warszawie i mają po 18 lat.
- Może poszłybyście z nami wieczorem na imprezę tutaj niedaleko do klubu? – zaproponował Patryk.
- Pewnie, że pójdziemy! – z wielkim entuzjazmem potwierdziła Wiki.
- Ja nie idę. – powiedziała Karolina.
- Ej, no czemu mała nie chcesz z nami iść? Będzie super! Potańczymy i wypijemy sobie coś, co? No nie daj się prosić. – powiedział Maciej, puszczając przy tym do niej oczko.
- Zastanowię się. – odpowiedziała – a teraz już wracajmy na kolację.
Po kolacji, Wiki zaczęła sie szykować.
- Co mam ubrać – tę spódniczkę, czy może te szorty? Ej no co masz taką minę kwaśną?
- Bo nie chcę iść.
- Dlaczego?
- Bo tak głupio się bawić z chłopakami jakimiś, gdy mój Mikołaj opiekuje się babcią i jest daleko.
- To może zadzwoń do niego i zapytaj?
- Dobry pomysł. Dzwonię. – powiedziała Karolina i wyszła z pokoju. Po chwili wróciła i powiedziała, że Mikołaj nie ma nic przeciwko, bo jej ufa.
Wyszykowane za pół godziny poszły do Marysi się zapytać, o której mogą wrócić, a że ciocia jest spoko, nie dała im ograniczenia.
Chłopacy po nie przyszli i wyruszyli w miasto. Kiedy doszli na miejsce, okazało się, że to znany klub. Weszli do środka bez problemów. Kupili piwo i zaczęli imprezować. Radziu od początku świrował do Wiktorii i po kilku tańcach wyszli się przejść. Karolina nie za bardzo była zadowolona, że została sama z dwoma praktycznie obcymi chłopakami. Miała trochę obaw.
- Karolinko, czy Ty się nas boisz? Bo takie oczy wielkie robisz, jakbyś przerażona była? – zapytał Maciej.
- A dziwisz mi się? Zostałam sama, z dwoma nieznanymi mi chłopakami, w obcym mieście, gdzie nikogo nie znam.
- Ojej, dziewczyno, nie przejmuj się. Nie jesteśmy tacy źli. Mogę poprosić do tańca? – Maciej nawet nie dał jej odpowiedzieć i już byli na parkiecie. Tańczyli jedną, potem drugą i trzecią piosenkę. Karolina uśmiechała się, a Maciek szeptał ciągle jej coś d ucha. Wyglądała na bardzo zadowoloną. Patryk gdzieś zniknął, Wiki i Radziu coś długo nie wracali. Nagle w głośnikach zabrzmiało “Przeżyj to sam”. Karolina chciała iść, jednak Maciek przyciagnął ją do siebie bliżej, objął ramionami i powiedział, że jej nie puści, bo to jego ulubiona piosenka. Karola nie wiedziała co ma zrobić, jednak po chwili oporu, swobodnie wirowała z Maćkiem, czując motyle w brzuchu. Patrzyli sobie w oczy, a gdy piosenka się skończyła, on pocałował ją w rękę. Karol nie wiedziała co się z nią dzieje. Postanowiła, że musi iść do domu.
- Ale dlaczego? Coś ci zrobiłem? Jeśli tak to przepraszam. – zaniepokojony powiedział Maciej.
- Nie, nie, to tylko moja wina. Muszę iść.
- A mogę ciebie odprowadzić? – spytał chłopak.
- Możesz. – odpowiedziała.
Szli i całą drogę milczeli. Karolina w środku aż cała dygotała, nogi miała takie jak z waty. Nie wiedziała co się z nią dzieje, albo też wiedziała i starała sie wypierać z pamięci to. Doszli. Maciej odprowadził ją aż na strych.
- Przepraszam, że coś ci przeze mnie jest. Mogę ciebie za to przytulić na pożegnanie w ramach przeprosin? – zapytał Maciej i znów nie czekając na odpowiedź od razu ją przytulił. Karolina jednak nie protestowała. Stali tak kilka minut przytuleni, jednak przerwał im to telefon Karoli. Dzwonił Mikołaj. Wtedy odskoczyła od niego i weszła do pokoju zamykając się na klucz. Nie odebrała. Wyłączyła telefon i leżąc w łóżku płakała w poduszkę. Za niecałą godzinę przyszła Wiki. Zadowolona, uśmiechnięta, rozmarzona z kwiatkiem w ręce.
- Jak było? – zapytała Karolina.
- Super! Chyba się zakochałam… Albo nie! Na pewno sie zakochałam! Jezus Maria jaka jestem oszołomiona! Wiesz, byliśmy na spacerze i Radek okazał się taki cudowny. O jaaa… Ty płaczesz?! Czemu?!
- Nic. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.
- No mów natychmiast co się stało?! Chłopacy ci coś zrobili?!
- Nie.
- Mikołaj?
- I tak i nie… Jezu, co ja zrobiłam?! – zapłakanym głosem powiedziała Karolina.
- Ale co się stało, dowiem się w końcu?!?!
- Patryk sobie poszedł, a mnie do tańca porwał Maciek. I tak kilka piosenek tańczyliśmy… i …
- No i co?!
- I potem takiego przytulańca… I ja czułam motyle, teraz też czuję, w ogóle tak mi się fajnie z nim gadało. Patrzył mi tak w oczy, a ja miałam nogi z waty. Co ja zrobiłam! no co ja zrobiłam… Potem odprowadził mnie i przytulił tutaj pod drzwiami, a ja nie protestowałam. Staliśmy tak kilka minut, przytuleni, prawdopodobnie byśmy się pocałowali ale zadzwonił Mikołaj i uciekłam.
- Boże! Karolina! Coś ty… Żartujesz prawda?
- No niestety nie. Teraz ciągle o nim myślę.
- Kurde, chyba się zauroczyłaś… Zadzwoń do Mikołaja i pogadaj z nim, to ci przejdzie. Nie martw się.
- Mówisz?
- Tak. Dzwoń natychmiast!
Karolina zadzwoniła. Pogadali chwilę, ale Karolinie wcale nie było lepiej.
Nazajutrz od 6 zaczęły pracę. Wszystko szło dobrze, Karolina na trochę zapomniała o wszystkim. Jednak, gdy chłopacy pojawili sie na śniadaniu, znów humor odszedł od niej.
- Witam piękne panie! – powiedział Radziu i wręczył kwiatka Wiki. Ta o mało co by zemdlała. Karolina uciekła do kuchni. W głowie jej się zakręciło. Prawie zrzuciła łokciem szklankę ze stołu, jednak ktoś ją złapał. Odwróciła się, a tam był Maciej.
- Dziękuję. Ale sie wystraszyłam!
- Przepraszam, nie chciałem wczoraj być taki. Speszyłem cię, tak?
- Nie, po prostu ja nie powinnam była w ogóle z tobą ta tańczyć, a zwłaszcza się przytulać, bo…
- Bo jestem debilem, wiem!
- Nie… bo ja mam chłopaka.
- Aha. – odpowiedział trochę zamurowany Maciej. Nagle do kuchni weszła Marysia.
- A co ty tutaj chłopcze robisz?! Karolinko, może byś się już zajęła zmywaniem, co?
- Tak, tak już zmywam. – odpowiedziała Karolina, a Maciej wyszedł z kuchni.
Po pracy Wiki poszła na plażę z Radkiem, a Karola została w pokoju. Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Poszła otworzyć, w progu stał Maciej.
- Chciałbym pogadać. Wpuścisz mnie?
- Wejdź.
- Wiem, że to głupie co teraz powiem i wręcz niedorzeczne. Ale że jestem głupkiem, to pewnie aż tak bardzo się nie skompromituję. Więc ja chciałem ci powiedzieć, że wczoraj bardzo miło spędziłem z tobą czas.
- Ja również…
- Tylko, że ja się chyba w tobie zakochałem i to od pierwszego wejrzenia… Ja wiem, to brzmi debilnie i kretyńsko, ale ja prawdę mówię. Nie mogę przestać o tobie myśleć.
- Słucham? Ty chyba sobie żartujesz… przestań. Nie mów tak!
- Ale dlaczego? O uczuciach powinno się mówić szczerze. Wiem, że taki debil jak ja nie zasługuję na taką dziewczynę jak ty, dlatego masz już chłopaka. Ja nie chcę psuć między wami niczego, ale jeśli nie kochasz go to daj mi szansę…
- Idź już proszę. – ze łzami w oczach powiedziała Karola.
- Dobrze, skoro tego chcesz. Będę na plaży, jak będziesz chciała mnie widzieć to przyjdź. Pa. – odpowiedział i poszedł.
Karol zadzwoniła do Wiktorii z prośbą, czy mogłaby przyjść na chwilę. Wiki wpadła do pokoju jak torpeda
- Co się stało?!
- Maciek powiedział, że się zakochał we mnie od pierwszego spojrzenia…
- Ło Boże! Poważnie?
- Niestety tak…
- Dlaczego niestety?
- Bo teraz już nie zapomnę o nim tak łatwo… Mija drugi dzień pobytu tutaj, a ja już chcę wracać.
- A Mikołaj?
- Dzwoniłam wczoraj do niego i sama nie wiem co czuję… Ciągnie mnie do Maćka bardzo… Ale nie mogę, bo jestem z Mikołajem i to jego kocham.
- To może idź na parę spotkań z Maciejem, pogadajcie, poznajcie sie bliżej i może wtedy coś się wyjaśni? – rzuciła propozycją Wiktoria.
- Dopóki się z nim nie pocałujesz to nie będzie to zdrada chyba… – dopowiedziała Wiki.
- Dobrze, ale w razie co mnie kryj przed Mikołajem, dobra?
- Okej. Idziemy na plażę?
Po tygodniu, Karolina zupełnie zapomniała o Mikołaju. Ciągle widywała sie z Maciejem, było jej z nim dobrze bardzo. Mieli podobne charaktery, spacerowali za rękę już. Wiki z Radziem też byli parą, zresztą bardzo udaną. Pewnego dnia poszli na plażę w czwórkę. Wiktoria z Radziem poszli na rowerek wodny. Karol z Maćkiem leżeli sobie na kocu i opalali się. opowiadali sobie dowcipy, wygłupiali się. W tym samym czasie do pensjonatu przyjechał Mikołaj. Chciał zrobić swojej Najdroższej niespodziankę i udało mu się przyjechać prawie tydzień wcześniej. Zostawił bagaże w pokoju dziewczyn, ciocia Marysia go znała i powiedziała, ze dziewczyny są na plaży. Stęskniony Mikołaj jak doszedł do plaży widział z daleka Karolinę. Podszedł bliżej i ujrzał coś, co bardzo go zabolało. Zdziwił sie, gdy plecy jego dziewczyny smarował olejkiem do opalania jakiś obcy chłopak, a później całował po kawałku jej ramiona i szyję oraz przytulił się do niej. Ona usiadła by się napić i gdy odwróciła głowę zobaczyła Mikołaja. Stał jak wryty. Ona wstała chciała do niego iśc, a on pobiegł po walizkę. Gdy weszła do pokoju, on już chciał wyjść.
- Czemu wcześniej przyjechałeś?
- Słucham?! Myślałem, że się ucieszysz, bo bo sie stęskniłaś tak jak ja. Chciałem cni niespodziankę zrobić… – powiedział załamanym głosem. Był blisko płaczu. – Ale wyjeżdżam, bo widzę, że sobie znalazłaś lepsze towarzystwo ode mnie. Już teraz wiem, dlaczego nie pisałaś za często, a jak dzwoniłem, to jakoś entuzjastycznie nie opowiadałaś.
- Ale…
- Wybacz, ale chcę wyjść, możesz mnie wypuścić?
- I tak sobie wyjedziesz?
- A co mam robić, jak masz innego?
- Aha, czyli z nami koniec?
- Hahaha… – zaśmiał się Mikołaj. – To była twoje decyzja.
Wyszedł. Poszedł na dworzec. Karolina jak gdyby nigdy nic poszła do Macieja i dalej się opalali. Mikołaj jadąc pociągiem popłakał się. Nie mógł uwierzyć w to co widział i że Karolina nic nie zrobiła, by ratować ich związek. Kiedy on do końca wakacji chodził jak struty, płakał i rozpaczał, gdyż Karolina była dla niego wszystkim, to ona spędzała wspaniale czas z Maciejem. Wiki nie pochwalała zachowania Karoli, próbowała z nią rozmawiać, ale ona była ślepo zapatrzona z Macieja. Nie przeszkadzało jej, że Maciuś zaczął ćpać, upijał się. Nadal była zadłużona w nim po uszy. Oczarował ją swoją stylem bycia. Wiktoria nie wiedziała co ma robić. Traciła przyjaciółkę… Zadzwoniła do Mikołaja, jednak ten nie potrafił jej pomóc. Udawał, że nie obchodzi go Karolina, jednak tak wcale nie było. Martwił się o nią. Nie mógł spać. Męczył się.
Czas mijał – była już połowa sierpnia. Dla Karoliny liczył sie tylko Maciej. Pewnie sprzedałaby mieszkanie, żeby tylko miał na piwo czy marychę. Niestety Maciej udawał na początku bardzo szarmanckiego, romantycznego chłopaka, jednak okazał się zimnym draniem. Wiktoria usłyszała, jak Radziu wyzywał Macieja.
- Co ty wyprawiasz idioto? Przecież wygrałeś zakład z Patrykiem, poderwałeś ją, ale już starczy. Rozbiłeś jej związek, otumaniłeś, mało ci jeszcze?!
- Hahahaha… – zaśmiał się szyderczo Maciej. – przecież ja się z Patrykiem założyłem, że ją przelecę, a tego jeszcze mi się nie udało zrobić. Ej no krata piwa piechotą nie chodzi.
- Słucham?! Nie znam cię już. Na razie idioto!
- Idź sobie, idź. Do swojej suczki hahaha.
Radek nie wytrzymał i zdzielił mu w twarz. Zaczęli się bić. Podbiegła Wiktoria i mimo swojej szczupłej sylwetki odciągnęła Radka. O całej sytuacji powiedzieli Karolinie, ale ona nie zareagowała tak jak się spodziewali. Spakowała rzeczy i wprowadziła się do pokoju Macieja. Nie słuchała Wiktorii, która mówiła, że on tylko na to czekał, że chcą ją wykorzystać. nie wiedząc co zrobić, zaniepokojona para zadzwoniła do Mikołaja. Najpierw nie chciał sie wtrącać, jednak postanowił, ze przyjdzie, by ją uratować, przed Maciejem. Wieczorem, Karol i Maciej byli na imprezie. Kiedy dziewczyna poszła do łazienki Maciek wrzucił jej do drinka pigułkę gwałtu. Kiedy zaczęła działać, razem z Patrykiem zaciągnęli ją do samochodu i potem do pokoju. Zaczęli już ją rozbierać, gdy nagle usłyszeli pukanie do drzwi, Maciej zaciągnął Karolinę do łazienki, a Patryk poszedł otworzyć. Na powitanie dostał od Mikołaja w twarz tak mocno, ze zemdlał. Wtedy z łazienki wyleciał Maciej.
- Kim jesteś?
- Twoim koszmarem! – odkrzyknął Mikołaj i zaczął się bić. Jednak, że Maciej jest silny, Mikołaj zawołał Radzia. We dwóch spokojnie dali sobie z nim radę. Gdy go obezwładnili, zadzwonili po policję, która szybko zajęła sie sprawą. Znaleźli w pokoju pełno marihuany, w dodatku Karolinę, która była pod wpływem pigułki gwałtu, więc Maciej na parę lat ma zapewniony pobyt w więzieniu. Karolinę zanieśli do łóżka w pokoju na strychu. Czuwali nad nią wszyscy, a gdy się rano obudziła z amnezją, opowiedzieli jej. Z początku nie chciała im uwierzyć, mówiła, że to spisek, jednak gdy ciocia Marysia potwierdziła, to uwierzyła. Popłakała się, szczerze ich przeprosiła. Oni wszyscy też sie rozpłakali. Wiki z Radkiem wyszli, zostawiając Karolę i Mikołaja samych. Przez 5 minut milczeli. Patrzyli się na siebie i nie wiedzieli co powiedzieć. Nagle Karolina wpadła w ramiona Mikołaja.
- Kochanie, ja przepraszam, ja nie wiem co sie ze mną działo… Naprawdę nie wiem… Wiesz przecież, ze ciebie kocham najmocniej na świecie!
- Wiesz co ja przez ciebie przeżywałem?! Największy koszmar życia. Nigdy tak mnie nikt nie potraktował jak ty wtedy, ani też nikt tak mnie nie zranił. Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć.
- Błagam cię, daj mi drugą szansę! to jest dla mnie najważniejsze… Ty jesteś dla mnie najważniejszy. Zdałam sobie sprawę, ze nie potrafię żyć bez ciebie i nie wiem co by było ze mną gdyby nie ty…
- “Jest taka miłość, która nie umiera, choć zakochani od siebie odejdą” powiedział kiedyś Jan Twardowski. Kocham cię i pewnie będę zawsze kochał. Postaram ci sie wybaczyć, ale nie wiem czy dam radę. Niestety musimy dzisiaj wracać do domu, bo twoi rodzice na pewno się niepokoją, gdy policja u nich zawitała.
Wrócili do Warszawy. Wiktoria z Radkiem zostali do końca wakacji u cioci Marysi. Karolina starała się udowodnić Mikołajowi, że znów może jej zaufać, jednak on już nie chciał. Dostał propozycję studiowania w Oxfordzie, z której skorzystał. Poznał tam swoją dziewczynę, ówczesną narzeczoną Monikę, Polkę, z którą chce się ożenić. Natomiast Karolina znowu przyjaźni się z Wiktorią, jednak sytuacja się zamieniła – teraz ona jest singielką. Wiktoria z Radkiem są świetną parą i chcą być już na zawsze razem. Karolina chodzi na terapię do psychologa, bo ciąg tych negatywnych wydarzeń wpłynął na nią znacząco.

Miłość…

Cześć! Chciałabym opowiedzieć Wam pewną historię. Z mojego życia. Zapraszam do czytania;)

Mam na imię Beata. Jestem szczęśliwą matką jak na razie mam jednego synka – Mateusza oraz żoną wspaniałego mężczyzny – Bartka. Mam dwadzieścia pięć lat. Od dwóch lat jestem mężatką, a od roku jestem też prze szczęśliwą matką. Moje ambicje dotyczące pracy ‘schowałam’ do szkatułki, ponieważ chcę być 24 godziny na dobę przy moim synku jeszcze przez dwa lata. Dobrze, to nieistotne, do rzeczy.

A więc chciałabym napisać Wam moja historię miłosną z młodości. Dokładniej jak poznałam przyszłego męża.
Byłam wtedy szaloną, pełną życia siedemnastolatką. Mieszkałam w Augustowie. Spełniałam się muzycznie i brałam każdą chałturę jaka mi wpadła w ręce. Na jednej z nich poznałam Bartka. Było to wesele jego kuzyna. Nigdy nie zapomnę tych pięknych, dużych, ciemnobrązowych oczu oraz włosów do ramion koloru słomy. Wysoki, smukły, w czarnym garniturze był świadkiem. Kiedy wszedł na salę od razu zauważyłam ten uśmiech, błysk w oczach i pogodny humor. Nasza orkiestra: ja i dwóch kolegów starszych musieliśmy pracować. Kiedy jak zwykle przedstawiłam gościom naszą orkiestrę on się spojrzał. Jejku, aż mi się wtedy nogi ugięły takie to spojrzenie było magiczne. Odśpiewaliśmy ‘Sto lat’ i zaczęła się impreza. Nie mogłam oderwać od niego oczu do czasu, gdy przyuważyłam, że nie przyszedł na wesele sam. Jego partnerką była brunetka, w burzy loków na głowie, opalona, szczupła i z wielkim uśmiechem, w czerwonej sexownej kiecce. Oboje mogli mieć po góra 20 lat.
Wtedy obserwowałam ich dwóch. Humor mi się popsuł doszczętnie. Przez kilka utworów głos mi drżał. Nie wierzyłam nigdy wcześniej w miłość od pierwszego spojrzenia. Zauroczyłam się nim, jak nigdy nikim innym. Wkurzało mnie to, że musiałam oglądać jak razem tańczą, wygłupiają się, jak ona trzyma ją mocno w tali i rozdaje jej uśmiechy na prawo i na lewo. Zazdrościłam jej bardzo. Około godziny 22 zrobiłam sobie dłuższą przerwę. Musiałam odetchnąć. Wyszłam przed salę, na świeże powietrze. Słuchałam jak moi chłopcy z zespołu śpiewali i grali. Nagle otworzyły się drzwi wejściowe od sali, zrobiło się głośno, zobaczyłam jak On wynosi swoją piękną towarzyszkę przed salę. Była zalana, obrzygana. Szarpała mu się, jednak on dzielnie zapakował ją w taksówkę, napisał na kartce adres i dał pieniądze taksówkarzowi. Gdy odjechali, najpiękniejszy mężczyzna jakiego znałam, czyli on złapał się za głowę, poczochrał sobie czuprynę. Pamiętam, jak mocno waliło mi serce. Siedziałam cicho, trochę w szoku i głowę spuszczoną miałam w dół. Nagle usłyszałam słowa:
- Przepraszam Panią bardzo, że musiała być Pani świadkiem tego zdarzenia.
‘Odezwał się do mnie!’ – zahuczało mi w głowie. Podniosłam szybko głowę i popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Nic nie szkodzi, każdemu może się zdarzyć. – odpowiedziałam. Po chwili namysłu, dodałam ze szczerym uśmiechem:
- I jaka ze mnie pani. Beata mam na imię.
- Bartek jestem, bardzo miło mi Ciebie poznać. Muszę przyznać, że prześlicznie śpiewasz. Masz piękną, słowikową barwę głosu. Śpiewasz gdzieś jeszcze, czy tylko z tym zespołem?
-Tylko z tym zespołem, czasami może jakiś konkurs zaliczę.
- Szkoda, bo się marnujesz. – Po tych słowach myślałam, ze moje serce zaraz wyskoczy na chodnik. Miałam ochotę z nim zatańczyć, ale jak tutaj sie zapytać? Jestem niestety wstydliwą osóbką.
- Ojej, ale się zasiedziałam, muszę iść do chłopaków pomóc im śpiewać.
- Dobrze, więc chodźmy, chętnie posłucham Ciebie Beatko. – odpowiedział.
Chłopcy trochę byli źli, że nie było mnie aż pół godziny, ale wybaczyli. Zaśpiewałam kilka piosenek, nawet całkiem dobrze mi wyszły. Ciągle jednak czułam na sobie wzrok. Jego wzrok. Uśmiechałam się do niego, a on do mnie. Nagle wstał i szedł w moją stronę. Spytał chłopaków, czy mógł zabrać mnie na spacer na pół godzinki. Chłopacy marudzili, jednak po moim spojrzeniu niczym kot ze Shreka pozwolili. Oczywiście musiał obiecać, że mi nic nie zrobi oraz, że nie pozwoli, by ktoś inny mi coś zrobił.
Poszliśmy. Sala w której było to wesele była umiejscowiona z dala od miasta, a obok niej był wielki park. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy. Okazało się, że ta brunetka – Ania, to jego koleżanka ze studiów. Zaprosił ją, bo nie miał z kim iść, a że jest świadkiem to nie wypadało przyjść samemu. Nie powiem-ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła. W pewnym momencie położyliśmy się na trawie i oglądaliśmy gwiazdy. Nie wiem nawet jak to się stało, ale po chwili całowaliśmy się. to były najpiękniejsze pocałunki i najpiękniejsze usta na świecie! To było takie szalone. Trudno mi opisać co wtedy czułam. Byłam w przeogromnej euforii, nie myślałam o niczym innym. Dowiedziałam się o nim sporo, np. że studiuje dziennikarstwo, że jest wielkim romantykiem, że uwielbia opery, ze słucha takiej samej muzyki jak ja i że marzy mu się wycieczka dookoła świata. Kiedy spojrzałam na zegarek, było już blisko północy. Poszliśmy, ponieważ musieliśmy zdążyć na oczepiny. Taką miałam ochotę wziąć w nich udział, złapać welon, wtedy on by złapał muszkę i byłoby super. Ale nie mogłam, bo przecież byłam w pracy tylko, nie gościem.
Kawalerowie tańczyli w kółeczku. Pan młody rzucił muszkę, poleciała ona w stronę Bartka, ale on się odsunął i nie złapał. Puścił do mnie oczko. Myślałam, że zemdleje z radości!
Po oczepinach śpiewałam ciągle praktycznie do 3 w nocy. A on? On wziął krzesło, usiadł blisko sceny i mnie obserwował. Pewnie byłam zarumieniona, ale nie dbałam na to. Śpiewałam dla niego. Reszta się nie liczyła. Co on ze mną wtedy zrobił? hehe Zakochałam się. Taka była moja diagnoza. Około godziny 4, kiedy była przerwa, poszłam do łazienki. Gdy przyszłam, zobaczyłam, że Bartek stoi na scenie i trzyma mikrofon.
- A teraz, chciałbym zaśpiewać piosenkę dla naszej wspaniałej wokalistki, która umila nam czas i zabawę swoim pięknym śpiewem. Beatko, proszę usiądź na krześle. – Powiedział, pokazując krzesło stojące na środku. Goście bili brawo. Chłopacy zaczęli grać. Siedziałam tak i nie wiedziałam, czego się spodziewać.
- “Siedem dziewcząt z Albatrosa tyś jedna.
Dziś pozostał mi po Tobie smutek, żal.
Miałaś wtedy siedemnaście lat dziewczyno
W Augustowie pierwszy raz ujrzałem Cię.
A na imię miałaś właśnie Beata
Piękne imię muszę przyznać miła ma
Zabierałem Cię co dzień na fregatę
Byś miłością swą upajała mnie…”
Bartek nie śpiewał czysto, głos miał trochę skrzeczący, jednak to było takie śliczne! Było to tylko dla mnie! Cały czas patrzył mi w oczy, i śpiewał z uśmiechem. Mało brakowało, a bym się popłakała ze wzruszenia.
Skończył, rozbrzmiały głośne brawa i okrzyki… Gorzko! Nie wiedziałam co zrobić, on zszedł ze sceny, podszedł do mnie. Ludzie zrobili wokół nas kółeczko, ja wstałam i pocałowaliśmy się. Jaki był zachwyt wszystkich wkoło! A rodzice Bartka byli wniebowzięci. Zatańczyliśmy kilka wolnych utworów, tulił mnie, czułam jego zapach, bliskość, dotyk, skórę. Jego ruchy były takie delikatne, tańczył świetnie. Później znowu śpiewałam. Wesele jednak się skończyło. Musiałam pomóc chłopakom zwijać sprzęt. On podszedł.
-Beatko, zdzwonimy się? Napisz mi swój numer telefonu.
Dałam. Pocałował mnie, odszedł.
W domu nie wierzyłam, że to prawda! Chciałam natychmiast do niego jechać, do Białegostoku, w którym studiował. Nie mogłam zasnąć. Targały mną same pozytywne uczucia. Wiedziałam już, że się zakochałam.
Czekałam na telefon od niego. Jednak nie dzwonił. Minął tydzień, dwa tygodnie, miesiąc a on nadal milczał. Tłumaczyłam sobie, ze może nie ma czasu do mnie zadzwonić, bo przecież studiuje. A gdy Piotrek i Patryk – moi kumple z zespołu mówili, że pewnie na każdym weselu sobie kogoś wyrywa, albo na studiach kogoś poznał i zapomniał o mnie to ich wyzywałam, że taki nie jest. Nie chciałam w to wierzyć. Starałam sobie wyperswadować z głowy te dziwne myśli o zdradzie i łudziłam, że zadzwoni.
Uczyłam się w liceum muzycznym, gram na flecie poprzecznym, śpiewałam po weselach. Jednak byłam przybita. Ciągle o nim myślałam. Piotrek, rok starszy ode mnie, jako przyjaciel mój starał się mnie pocieszać. Ale na próbach byłam inna niż zwykle. Wyciągał mnie z domu w wolnych chwilach, dużo rozmawialiśmy. Pewnego dnia zapytał, czy będziemy razem. A ja nie wiedziałam, co zrobić. Nie wiedziałam co czuję do niego. Nie wiedziałam, czy to przyjaźń, czy kochanie. Jednak on wyczuł to.
-Kochanie, nie możesz się zadręczać. Zapomnisz o nim. A miłość sama przyjdzie. Będziemy razem i zobaczysz, że będzie cudownie. – powiedział mi Piotrek. I zgodziłam się. Mijały miesiące, wiele wspólnych chwil i chałtur było za nami. Mimo to, nie czułam się szczęśliwa po roku trwania mojego związku z Piotrkiem. Wiedziałam, że Piotrek powinien mieć kochającą go dziewczynę, a ja nie potrafię go kochać. Jednak nie miałam odwagi zakończyć naszego związku. Raz mieliśmy robotę w Białymstoku. Wesele jak wesele. Śpiewałam sobie jak zawsze. Chciałam jak najszybciej skończyć i iść sobie, bo to miasto źle mi się kojarzyło. Przywołały mi się wspomnienia z Augustowa i z pięknym chłopakiem, który studiuje właśnie tutaj. Bałam się, że może będzie gościem.Jednak nie było go.
Minęły kolejne dwa lata, w których żyłam, bo żyłam.
Trafiło się nam kolejne wesele w Białymstoku. Wtedy już nawet nie bałam się, że na niego trafię. Starałam się udawać, że jestem szczęśliwa z Piotrkiem, mimo, że często śnił mi się ten chłopak o słomianych włosach. Nadal pamiętałam dobrze tamto wesele i te pocałunki, i tą piosenkę dla mnie. Okazało się, że to wesele pięknej brunetki, z którą wtedy był Bartek. Nogi mi się ugięły, gdy przeszła mnie myśl, że może go zobaczę. Ale co wtedy? ‘On zapewne mnie nie pamięta, pewnie miał wiele takich dziewczyn.’ – pomyślałam.
Śpiewałam bez przerwy. Starałam się dobrze bawić śpiewem, jak zawsze, ale mi nie wychodziło. Nagle, około północy, wszedł on. Spóźniony kilka godzin, ale przybył. Przywitał się z państwem młodym i wręczył prezent. Nie wiedziałam co się ze mną wtedy działo. To było zarazem straszne, ale też i wspaniałe uczucie. Miał nadal włosy do ramion, ten błysk w oczach i uśmiech, który powalał mnie na kolana. Rozpłakałam się i wybiegłam. Poszłam przed salę i usiadłam na schodach. Po 10 minutach przyszedł do mnie Piotrek.
- Mogę? Musimy porozmawiać.
- Możesz. – odparłam obojętnie.
- Nie wiem, czy mi to wybaczysz, ale to moja wina, że Bartek się nie odezwał do Ciebie.
- Słucham?! – oburzona krzyknęłam.
- Dowiedziałem się gdzie mieszka, pojechałem do niego i powiedziałem, że chcę sobie z Tobą ułożyć życie, że oboje się kochamy i to był Twój jednorazowy wybryk. Kiedy powiedział, że on też chce sobie z Tobą ułożyć życie walnąłem go w twarz. Kiedy się obalił, wziąłem skasowałem Twój numer z jego komórki i wyszedłem.
- Nie wierzę… Nie wierzę! Jak mogłeś?
- Ja rozumiem, że to wygląda strasznie, ale ja naprawdę Ciebie kocham nad życie. Ale dzisiaj, teraz zrozumiałem, jak bardzo go kochasz. Jak wybiegłaś z płaczem, on chciał iść do domu. Ale poprosiłem, by został. Czeka na Ciebie. Porozmawiajcie. – wykrztusił Piotrek.
- Czyli mnie pamięta?
- Oczywiście. Zresztą idź do niego. Pogadajcie.
Wtedy ja weszłam na salę, bardzo zdenerwowana. On czekał na scenie z mikrofonem w ręce, krzesło na środku sali już na mnie czekało. Stałam jak wryta. Podszedł do mnie.
- Beatko, wiesz jak bardzo tęskniłem? Dostawałem na głowę, śniłaś mi się co dzień. Jesteś jeszcze piękniejsza niż wtedy. Nie wiem co mam mówić. Przepraszam, że odpuściłem. Że nie przyjechałem do Ciebie, przecież mogłem Ciebie odnaleźć. Ale tamtemu tak zależało, i powiedział, że Ty wtedy nie byłaś sobą, więc się załamałem i odpuściłem.
Wiem jaki błąd popełniłem. Wybaczysz mi? – z wielkim przerażeniem i obawą w oczach powiedział to wszystko Bartek.
- Wybaczę. W sumie nie wybaczę. Nie mam czego. Też mogłam Ciebie odnaleźć. Odezwać się jakoś, ale się bałam, że znalazłeś sobie inną.
- Ja? Inną? To Ty mi skradłaś serce! – odpowiedział, ale ja już milczałam. Ale Dziękuję, że mi wybaczyłaś. Teraz zapraszam na krzesło.
Usiadłam. Miałam nadzieję, że będzie to ta piosenka co wtedy. Oczywiście, że zaśpiewał ‘Beatę z Albatrosa’. Równie pięknie jak wtedy. I tym razem się popłakałam. Bałam się, że to mi się śni. Czułam się takim Kopciuszkiem, albo Śpiącą Królewną. A to był początek. Zszedł ze sceny. Podszedł.
- Wiedziałem, że tutaj będziesz dzisiaj. Ania powiedziała mi, że to specjalnie dla mnie zamówiła waszą orkiestrę, bo nie mogła patrzeć, jak sie męczę. Nie miałem żadnej kobiety odkąd poznałem Ciebie. Wiem, że Ty jesteś tą jedyną. – wtedy klęknął na jedno kolano, wyciągnął z marynarki pudełeczko. Takie małe, czerwone. Chrząknął dwa razy i kontynuował swoją wypowiedź.
- Beatko, najdroższa, czy zostaniesz moją żoną? Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.
Byłam w totalnym szoku. Nie wiedziałam co się dzieje, myślałam, że to żart. Po mojej głowie krążyły myśli przeróżne. Ludzie wokoło czekali, aż ktoś krzyknął: “No dalej!”. I wtedy wzięłam się w garść.
- Tak, zostanę Twoją żoną.
Było to takie szalone, może wam się wydawać dziwne, przecież wiedzieliśmy się tylko kilkanaście godzin, ale to czuć, kiedy ktoś jest tym jedynym, wymarzonym. Z którym chce się dzielić swoje życie, z którym chce się zestarzeć.
Do końca tego wesela tańczyliśmy. A nad ranem, poszliśmy do niego i przez kilka ładnych godzin opowiadaliśmy sobie co się działo przez te trzy lata. Trzy lata osobno nadrobiliśmy szybko. Pojechaliśmy do Augustowa, do moich i jego rodziców. Oboje byli bardzo szczęśliwi. Moi polubili jego, a jego polubili mnie. Piotrkowi po czasie wybaczyłam. Zrozumiałam, że zrobił to z miłości do mnie. A teraz to nieistotne, bo i tak to wszystko skończyło się dla mnie i Bartka Happy Endem. Po 3 latach narzeczeństwa pobraliśmy się. Jejku, to było cudowne wesele. Najpiękniejsze na jakim byłam;) Rzecz jasna zaśpiewał dla mnie nasza piosenkę.
Z dnia na dzień kocham go coraz mocniej. Życie bez niego to zupełnie nie miałoby dla mnie sensu. Rok po ślubie urodziłam nam synka, jak już wspomniałam. Nie potrafię bez nich żyć. On skończył studia dziennikarskie, ja skończyłam szkołę muzyczną. Chodzę na castingi, może kiedyś się uda dostać fajną rolę w musicalu. Ale to za jakiś czas, chcemy mieć jeszcze córeczkę;).

Ech. Wypaliłam się już. W głowie nie ma już tyle pomysłów co kiedyś. Ale może będę faktycznie częściej pisać. Pozdrawiam;)

Historia o szczęśliwej miłości

Dominika to bardzo utalentowana dziewczyna. Gra na gitarze, świetnie rysuje, rewelacyjnie się uczy. Mieszka z rodzicami i starszym o 2 lata bratem we Wrocławiu. Ma 16 lat, jest więc świeżo ‘upieczoną’ pierwszoklasistką liceum o profilu artystycznym. Jej oczy mają piękna barwę morza, nosek zgrabny, lekko zadarty, usta wielkie niczym murzynka i włosy koloru ciemny blond. Ubiera się skromnie, bo jej rodzina nie należy do zamożnych. Lubi nosić ogrodniczki, trampki, luźne koszulki. Jest bardzo skromna, jednak odważna.
Pewnego zimnego, szarego i ponurego dnia, siedząc na fizyce, której nie znosi, patrzyła w szybę i obserwowała spadające krople deszczu. W oddali zauważyła idącą grupkę chłopaków, w tym swojego brata. Chodził on do tej samej szkoły, do klasy maturalnej. Zmarszczyła czoło, bo przeczuwała, że Dawid (brat) znowu sie w coś wpakuje i rodzice będą wściekli. Dawid to dobry chłopak, ale czasami coś mu odbija i wtedy pod wpływem głupoty kolegów coś mało inteligentnego zrobi. Lubiany przez chłopaków, ponieważ to pełen życia, humoru i wyobraźni chłopak.

Dominika znała jego kolegów troszeczkę i za nimi nie przepadała. Najbardziej drażnił ją Marek, który był najlepszym przyjacielem jej brata. Zbyt często miewał durne pomysły, w które mieszał Dawida. Po za tym uważała go za pustego, głupiego ‘maczo’, który podrywał co rusz to inną dziewczynę. Jedyne, czego nie potrafiła znienawidzić, to jego oszałamiająca uroda. Twarz jego zawsze z uśmiechem, białe, równe ząbki, czarne włosy, ciemno brązowe oczy, włosy dłuższe, dobry styl ubioru. Wysoki i dobrze zbudowany, jednak nie do przesady.Gdy tak wpatrywała się w oddalającą grupkę chłopaków, nauczycielka szorstkim głosem, krzyknęła:
- Dominika do odpowiedzi!
I Donia dostała ledwo 3 z minusem. Niedługo potem zadzwonił dzwonek. Domi na przerwie próbowała sie dodzwonić do brata, lecz nie udało się. Najpierw nie odbierał, a później wyłączył telefon. Dziewczyna obawiała się czegoś złego, nawet bardzo złego. Zaczął się polski, na którym przerabiali “Quo Vadis”. Podobała jej się ta lektura, więc lekcja się nie dłużyła. Na przerwie idąc korytarzem, spotkała swoją przyjaciółkę Kamilę, która nic nie mówiąc chwyciła Donię za rękaw zaprowadziła ją w okolice gabinetu dyrektora. Tam Dominika się wściekła. Zobaczyła jak policja wprowadza do niego Dawida i Marka. Jest z drugiej strony przerażona.
- Co Ci idioci znowu przeskrobali?!
- Oj Donia nie wiem, ale to chyba coś poważnego. – odpowiedziała Kama.
Kamila to również żywiołowa dziewczyna jak Dominika. Ich dusze są bardzo pokrewne, pełne zrozumienia. Są rówieśniczkami, tylko, że chodzą do klasach o innych profilach, bowiem Kama woli chemię i biologię. Dziewczyny przyjaźnią się od gimnazjum, w którym chodziły razem do klasy. Kamila to jedynaczka, bogata, jednak nierozpieszczona. Od pewnego czasu podkochuje się w Dawidzie, jednak jeszcze on o tym nie wie.
Dziewczyny poszły na lekcje. Domi była roztrzęsiona całą tą sytuacją. Skupienie, którego teraz tak potrzebowała, z powodu pisania testu z geografii nie chciało się zjawić. Jakoś dała radę. Następna lekcją była plastyka, co ją zrelaksowało. Pod koniec lekcji do klasy zapukał dyrektor. Wszedł i poprosił nauczycielkę na słówko. Gdy ta wróciła do klasy, powiedziała: – Muszę wybrać trzy najzdolniejsze osoby pod względem artystycznym z klasy, do zrobienia wystroju auli, na przedstawienie zresztą bardzo ważne. Kogo proponujecie?
Klasa nagle wykrzyczała trzy imiona: Dominika, Marcin i Klaudiusz. I stało się. Nauczycielka wywołała całą trójkę poza klasę. Tam czekał dyrektor i ku ogromnym zdziwieniu Dominiki był tam też Marek, który gdy ją zobaczył uśmiechnął się.
- O! Widzę tutaj pannę Pawłowską, która bardzo dobrze zajmie się naszym chuliganem Mareczkiem. – mówiąc ostatnie trzy wyrazy zmarszczył czoło i zrobił srogą minę.
- Ale jak ja mam się nim zająć?! O co chodzi? – z oburzeniem odezwała się Dominika.
- Spokojnie, już wam tłumaczę o co chodzi. Wiecie, że niebawem odbędzie się w naszym liceum wizyta Prezydenta Wrocławia z okazji rocznicy istnienia szkoły. Wasze zadanie, to przygotowanie odpowiednio auli. Wy dwaj zajmiecie się wystrojeniem ścian oraz rozstawieniem ławek, a Ty droga panno zajmiesz sie wystrojem sceny. Do pomocy masz tego oto tu Marka. Musi wykonywać każde Twoje polecenie i niech tylko spróbuje się stawiać, to pożałuje. Wszystko jasne? – uprzejmie przemówił dyro.
- Jasne! – krzyknęła cała trójka chórem.
Po szkole odrazu zabrali się do roboty. Mieli tylko tydzień, a pracy mnóstwo, bo aula ogromna.
Będąc w miejscu pracy, Donia przebrała się w taki szary kombinezon. Wzięła w rękę miotłę i zaczęła zamiatać. Marek patrzył na nią ze zdziwieniem. Gdy to zauważyła podeszła i wręczyła mu drugą miotłę, mówiąc:
- Do roboty Mareczku, woźne rzadko tutaj zaglądają, więc trzeba posprzątać.
Chłopak nic nie odpowiedział. Wziął miotłę i zaczął sie z nią kaleczyć. Dominika parsknęła śmiechem, podeszła do niego i powiedziała mu jak sie zamiata, a nawet zaprezentowała. Jednak była uprzedzona względem niego. Uważała co mówi i jakim tonem. Kiedy posprzątali poszli do domu, bo trochę im to sprzątanie zeszło.
- Odprowadzę Cię, ok? Ciemno już, jeszcze Ciebie ktoś napadnie. – Zaproponował Marek.
- Jeśli chcesz, mi to obojętne. – odpowiedziała dziewczyna.
Szli chwilę w milczeniu. Marek nie wytrzymał.
- Dominika, czemu Ty mnie tak nie lubisz?
- To, że muszę przebywać więcej w Twoim towarzystwie, to nie znaczy, że Ciebie polubię tak szybko albo w ogóle, że polubię. O! Autobus mam, widzisz, już nie musisz mnie odprowadzać. Na razie! – odpowiedziała Donia i wskoczyła do autobusu. Marek szedł do domu i rozmyślał o co jej chodziło. Dominika źle o nim myślała, a w rzeczywistości wcale nie był taki zły. Jego wrażliwość często chowała się za dumą. A to, że dziewczyny za nim się uganiały to już nie jego wina, prawda?
Następnego dnia na przerwie, Marek podszedł do Domi.
-Hej. Dzisiaj o której idziemy do auli pracować? Zaraz po zajęciach czy wcześniej?
- Po tej lekcji czekaj w auli. – odpowiedziała.
Za godzinę spotkali się w auli. Domi wcześniej kupiła materiały za szkolne pieniądze. Zaczęli razem przystrajać scenę. Dzisiaj byli tylko we dwoje. Na początku dziewczyna była nie zbyt miła dla Mareczka, jednak po dwóch godzinach wspólnie spędzonych zmieniła swój ton, częściej się uśmiechała, bowiem Marek okazał się przemiłym kolegą, z wielkim poczuciem humoru i wspaniałym gustem. Mieli jednakowe zdania co do kolorów farby czy sprayu. Kiedy skończyli, chłopak odprowadził Donię do domu. W domu był tylko jej brat i w dodatku razem w nim w pokoju rozmawiała Kama, która czekała za nią. Kiedy Domi weszła do pokoju, Kama szybko wstała, Dawid zrobił głupią minę i wyszedł. Zadowolona Kama zaczęła opowiadać jak fajnie było posiedzieć sobie godzinkę z jej bratem i spytała jak było na auli.
- Normalnie, a ja miało być? – chciała obojętnym tonem powiedzieć Dominika, ale jej nie wyszło i sie zaczerwieniła.
- Oj, oj, czyżby stosunki między Tobą a Markiem się poprawiły? No, no… – zaśmiała się Kamila.
- Poprawiły, a co? – wytykając język i śmiejąc się do przyjaciółki odpowiedziała Domi.
- Długo będziecie stroić tą aulę jeszcze?
- Hm… Myślę, że jeszcze ze trzy dni. Albo może dłużej… Zobaczymy.
Jeszcze przez godzinę śmiały i droczyły się ze sobą dziewczyny. Następnego dnia po szkole Dominika i Marek spotkali się znowu w auli, by popracować. Gdy weszła Domi zobaczyła Marka z pięknym żółtym tulipanem, którego jej wręczył po kilku minutach.
- Dziękuję, jest śliczny. Bardzo lubię tulipany.
- Ależ nie ma za co, gdybyś się nie zgodziła ze mną tutaj siedzieć teraz, to pewnie bym Ciebie tak nie polubił, bo nie dałabyś mi szansy sie poznać.
- Hm.. Musze przyznać, że oceniłam Ciebie po pozorach, ale mnie te pozory zmyliły. Przepraszam. – patrząc w podłogę powiedziała Dominika.
Marek dotknął jej podbródka i delikatnym ruchem podniósł ku górze. Wtedy patrzyli sobie w oczy. Dominika zaczęła drżeć, a kiedy już myślała, że on ją pocałuje, to wtedy Marek powiedział – Do roboty! Praca czeka. Musimy się uwijać!
Dominice zrobiło się dziwnie. Jakoś odszedł jej na chwile humor. Kiedy standardowo Marek odprowadził ją do domu, pocałowała go w policzek.
- O kurczę, czym sobie zasłużyłem na taki milutki gest? – zapytał uśmiechając się szeroko.
- Wystarczy to, że jesteś. – odpowiedziała Dominika, myśląc, że zaraz zdarzy się coś wyjątkowego.
- Dzięki, miło mi to usłyszeć. Też jesteś moją bardzo dobrą koleżanką. Pa!
Dominika była w szoku. Myślała, że coś między nimi się zrodziło. Spędzali ze sobą tyle czasu i na dodatek świetnie czuli się w swoim towarzystwie. “A może to tylko ja czułam się świetnie w jego towarzystwie? Może to ja sobie coś uroiłam? Ech… ” i zapłakała wtulając swoją twarz w poduszkę. Nazajutrz opowiedziała wszystko Kamie, a ta rzuciła jej radą, by zapomniała i skupiła się na swoim zadaniu jakim jest strojenie auli.
-Ale jak mam zapomnieć o nim, jak jeszcze zostały nam dwa dni pracy na scenie, a poza tym widzę go w szkole…
- Pomyśl, może przez te dwa dni wszystko się zmieni? – Kama mówiąc to przytuliła do siebie Dominikę i pocałowała w polik.
Po lekcjach Domi i Marek spotkali sie znowu w auli. Dominika nie miała za bardzo humoru, było jej bardzo smutno. Mareczek zauważył to i spytał – Co Ci jest? Masz okres, czy co? Co taka smutna minka?
- A bo się nieszczęśliwie zakochałam… – odpowiedziała Donia i łezka zakręciła jej się w oku.
- Aha.
Na tym skończyła się ich dzisiejsza rozmowa. Marek dzisiaj nawet jej nie odprowadził do domu, bo mu się śpieszyło gdzieś. Ona była zdruzgotana, że on powiedział tylko ‘aha’, że nawet nie zapytał w kim się kocha, że nie mógł jej odprowadzić i że pewnie go w ogóle nie interesuje itp. Biedna Kama musiała wysłuchiwać jaka Domi jest beznadziejna oraz że to na pewno przez jej duży tyłek (wcale takiego nie miała, ale po prostu była w desperacji i tak mówiła).
Ostatniego dnia wspólnej pracy z Markiem w auli, było uciążliwie. Płacz Dominiki wisiał w powietrzu. I stało się. W pewnej chwili rozpłakała się.
- Co się stało? – spytał Marek.
- Nic! – krzyknęła Dominika.
Pracowali w ciszy i skupieniu. Po skończeniu aula wyglądała świetnie. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, a dyrektor był zachwycony, za to ona była zrozpaczona. Gdy sie zakochała w Marku to on stał się jej bardziej obcy. Jakby to wyczuwał i nie chciał się w związek z nią ‘wpakować’. Dlaczego to wszystko sie tak potoczyło? Co nie tak zrobiła? Tego nie wiadomo.
Dominika niby nadal przyjaźniła się z Markiem, jednak on zawsze gdzieś się spieszył. Nie miał czasu na rozmowę. W szkolę coraz rzadziej bywał, a jak był to na przerwach Donia nie mogła go nigdy znaleźć. Działo się z nią coś niedobrego. Przestawała się uczyć, ciągle rysowała lub patrzyła w szybę okna w swoim pokoju. Coraz mniej jadła, chudła. Dawid był bardzo zmartwiony, nie wiedział co się dzieje. Gdy przychodziła do niej Kamila i nadawała jak zawsze tak długo, aż dostawała zadyszki to Donia w ogóle jej nie słuchała. Ciągle myślami była gdzie indziej. Kama z początku bywała zła na to, jednak później zaczęła ją rozumieć. Nawet troszkę wykorzystywała sytuację i spędzała coraz więcej czasu z Dawidem, w którym była już głęboko zakochana. Zaczęli chodzić na spacery, randki, gdy Dominika siedziała w domu. Rodzice ich ciężko pracowali i gdy przychodzili do domu byli za bardzo zmęczenie, by rozpoznać czy ich córka jest głodna czy też nie.
W szkole na przerwie szła całkiem bez życia, z podkrążonymi oczkami. Zobaczyła Marka i zaczęła biec w jego kierunku. Miała za mało siły, by dobiec. W połowie drogi straciła przytomność i upadła na ziemię. Jakieś dziewczyny zaczęły krzyczeć, a gdy Marek tylko to zobaczył podbiegł, wziął ją na ręce i pobiegł do pielęgniarki. Wezwano karetkę, która zabrała Dominikę do szpitala. Niestety Marek nie mógł z nią tam pojechać. Poszedł do łazienki i się popłakał. Po chwili stał koło niego Dawid, i po przyjacielsku go przytulił. Bowiem Dawid doskonale wiedział, że jego przyjaciel kocha Dominikę tak samo mocno jak ona jego.
- To wszystko przeze mnie! Widać, że schudła, że sie głodzi. Weź jej powiedz, żeby zaczęła jeść. Karm ją albo coś! Zrób coś! Błagam. Jesteś jej bratem! – mówił przez łzy Marek.
- A myślisz, że nie próbowałem? To nie ja nie mam dla niej czasu ale Ty! To nie ja jestem tak głupi jak Ty i to nie ja sobie coś ubzdurałem! – Uniesionym głosem odpowiedział na atak Dawid. W tej chwili zadzwonił dzwonek i oboje poszli na lekcje.
Tymczasem w szpitalu stwierdzili, że Dominika ma anoreksję. Rodzice, którzy zostali powiadomieni o pobycie córki w szpitalu, płakali, że nic nie zauważyli, że życie ucieka im między palcami. Bali się o nią. Zapisali ją na terapię, na którą ma przychodzić z kimś dla niej bliskim, z rodzicem, z bratem czy przyjaciółką/przyjacielem. Gdy wyszła ze szpitala, odwiedził ją Marek.
- Cześć, można na chwilkę? – Usłyszała Dominika, gdy otworzyła drzwi.
- Jasne. Wejdź. Chcesz herbaty albo kawy? – spytała.
- Tak, poproszę herbatę.
Siedzieli w ciszy dość długo.
- Jak się czujesz? Czy już wszystko w porządku? – spytał Marek.
- Nie do końca. Ale jest lepiej. Dostałam leki, dużo rozmawiałam z psychologiem. Apetyt też mi wraca.
- Aha. To bardzo dobrze.
Znowu nastała głęboka cisza. Po chwili Dominika wybuchła płaczem.
- Przyszedłeś mnie tutaj katować?! Jak tak to wynocha stąd! Po co zadajesz mi tak głupie i absurdalne pytania, jeśli ja Ciebie wcale nie obchodzę?! Przyszedłeś tutaj z litości i dlatego, że masz wyrzuty sumienia!
- To nie prawda! Obchodzisz mnie. Jesteś moją przyjaciółką! Bardzo zależy mi na Tobie! – ze łzami w oczach wykrztusił tych kilka zdań chłopak.
- Idź już. Nie chcę Ciebie widzieć!
Marek wstając chciał przytulić Dominikę, jednak ta się odsunęła. Wtedy wyszedł, trzasnął drzwiami. Do Doni przyszła Kama, która była z jej bratem w pokoju obok, a Dawid wybiegł za Markiem.
- Będzie dobrze, pomogę Ci. Jutro ja pójdę z Tobą do kina, rozerwiemy się. Poszalejemy jak zawsze, okej? – zaproponowała przyjaciółka.
- Okej.
Następnego dnia w szkole, idąc korytarzem na dużej przerwie Dominika spotkała Marka. Podszedł do niej i krzyczał:
- Kocham Cię! Tak bardzo! Przepraszam za wszystko! Myślałem, że nie zasługuje na Ciebie, bo jesteś tak wspaniała! Ale zrozumiałem, że przeze mnie to wszystko! Że przeze mnie byłaś chora. Że to moja wina wszystko! Dlatego mnie już nienawidzisz. Wybacz, że zaprzepaściłem naszą szansę na wspólne szczęście! Miałem mnóstwo czasu, jednak nie chciałem spędzać go z Tobą ze względu na to, że wiem jakim jestem dupkiem, że mogłabyś mieć przeze mnie kłopoty.
Dominika była w tak wielkim szoku, że aż zbladła. Popatrzyła mu w oczy. Po chwili rozpłakała się, odwróciła i pobiegła. On pobiegł za nią. Chwycił ją mocno za ręce, że nie mogła uciec i pocałował ją. Bardzo namiętnie, długo i czule.
- Nie chcę już dalej żyć bez Ciebie! Nie dam rady! Ty jesteś moim powietrzem. Ty jesteś wodą i ogniem. Jesteś mi potrzebna! Bo naprawdę Ciebie kocham. Bardzo, bardzo, bardzo! Wybacz mi, błagam!
Ona znowu na niego popatrzyła, przytuliła.
- Wybaczam… Bo jesteś dla mnie wszystkim. Też bardzo Cię kocham!
I w tymże momencie usłyszeli brawa. Ocknęli się oboje jakby ze snu i zobaczyli, że wokoło nich stoi chyba z połowa szkoły. Uśmiechnęli się i przytulili.
Gdy Kama i Dawid tak obserwowali całe to przedstawienie bardzo się ucieszyli. Kama pocałowała w policzek Dawida, bo w końcu swatka im wyszła. A Dawid w ‘odwecie’ złapał ją za rękę, schylił się i wyszeptał do jej ucha – Kocham Cię Kamilko. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Dziewczynie nogi się ugięły, zrobiło się gorąco. Dominika i Marek oraz Kamila i Dawid uciekli z pozostałych lekcji i poszli do parku.

Kama i Dawid byli bardzo szczęśliwi. Często się widywali. Uwielbiali się wygłupiać, rozmawiać i spacerować. Mimo młodego wieku planowali wspólną przyszłość, a nawet rodzinę! Ich charaktery różniły się, jednak pasowały do siebie tak, że kłótnie w ich wykonaniu to naprawdę rzadkość, a jak sie już zdarzyły, to takie, że po chwili znowu byli w objęciach i się uśmiechali do siebie.

Natomiast Dominika i Marek swoim szczęściem cieszyli się zaledwie pół roku. Byli równie wspaniałą para jak Kamila i Dawka, ale Bóg chciał inaczej. Maruś pomógł Doni wyjść całkowicie z anoreksji. Gdy zdał maturę postanowił pójść do pracy i zaocznie studiować na ASP. Kiedy jechał pewnego dnia z pracy do domu miał wypadek. Gdy Dominika przyjechała na miejsce, złapała go za rękę, powiedziała: – Zawsze będę Ciebie kochać… – On odpowiedział tylko – Ja Ciebie też… – I umarł. Wtedy Dominika z wielką powagą wymalowaną na twarzy wyszeptała:
- Znowu osobno. Ale nie martwię się, bo liczę na to, że spotkamy się w domu Ojca.
Pojechała do kościoła. Modliła się bardzo długo. Postanowiła iść na studia teologiczne i nauczać dzieci w szkołach religii, która była dla niej teraz czymś ważnym.

Koniec.

Był piękny lipcowy poranek. Daria wstając z łóżka przetarła oczy i poszła do łazienki. Daria to bardzo znana w szkole i na osiedlu dziewczyna. Jej blond włosy do ramion, zielone oczy i zawsze wymalowana, ładna twarzyczka wprawiały od zawsze wielu chłopaków w zachwyt. Wszyscy znają ją z noszenia wyzywających ciuchów. Najczęściej to spódniczki mini i bluzki z dużym dekoltem. Chodzi do liceum, jest już pełnoletnia. Uczy się kiepsko, inteligencją nie zachwyca. Należy do typu dziewczyny, która uwielbia imprezować.
Wchodząc do kuchni popatrzyła na kalendarz, dzisiaj 6 lipca, czyli jej rocznica z Michałem. Są już ze sobą rok. Michał to praktycznie jej przeciwieństwo. Jest w jej wieku, czyli ma 18 lat, dobrze się uczy. Zamiast imprez woli koncerty dobrych zespołów rockowych , a nawet punkowych. Zamiast kolorowych ciuchów lubi bardziej ciemne, stonowane kolory. Michał kocha bardzo Darię, a ona jego. Widują się gdy tylko znajdą wolną chwilę. W sumie rzadko to bywa, bo Michał ma sporo zajęć, bowiem gra na gitarze i na trąbce oraz do tego uczęszcza na zajęcia teatralne i udziela korepetycji młodszym, biednym dzieciom (rzecz jasna za darmo) i dodatkowo pomaga w domu – opiekuje się młodszymi braćmi. Daria patrząc tak w kalendarz stała w szoku. Zapomniała, że to już dzisiaj. Nie miała żadnego prezentu dla swojego ukochanego. Nie miała nawet żadnego pomysłu. Ubrała się, wymalowała i zadzwoniła do Kasi – swojej najlepszej ‘psiapsióły’ (czyt. przyjaciółki). Razem wybrały sie do centrum handlowego. Chodziły po nim aż do godziny 14 i nie kupiły nic dla chłopaka, tylko pełno ciuchów i kosmetyków dla siebie.
- Mam! Wiem! Już wiem, co mu kupię! Idziemy do jubilera. – powiedziała Daria.
I poszły. U jubilera po długim zastanowieniu kupiły mu srebrny łańcuszek do którego dokupiły srebrny medalik z napisem ‘Metallica’, a na jego spodzie wygrawerowała napis ‘Daria i Michaś na zawsze razem’.
Po obiedzie Daria dostała sms-a: “Dario, wpadnę po Ciebie kochanie tak za pół godziny, bądź gotowa” i za 33 minuty zadzwonił dzwonek do drzwi i przyszedł Michał tak jak zapowiedział. W ręku miał bukiecik zrobiony z trzech tulipanów. Dziewczyna wzięła bukiecik, wsadziła do wody i wyszli z pięknej willi Darii. Daria bowiem miała tylko ojca, bo mama umarła jak miała 3 latka na raka. Ojciec był biznesmenem, zarabiał dużo, więc się im powodziło, jednak on nie interesował sie córką. Często go nie było w domu, zostawiał jej tylko pieniądze. Nie obchodziło go, z kim jest, gdzie jest i w jakim stanie wróci.
Michał już zaplanował cały dzień. Zaprowadził Darię w miejsce bardzo dziwne, czyli na dach jego kamienicy. Tam był już położony koc, koszyk z jedzeniem, butelka wina i pełno kwiatów z ogródka. Chłopaka nie stać było na coś lepszego, ponieważ w przeciwieństwie do Darii był dość biedny. Jego ojciec co zarobił to przepił, a matka była coraz bardziej schorowana, a tu do utrzymania jeszcze 2 młodszych braci.
Daria spodziewała sie jakiegoś prezentu lecz go nie dostała.
- Wiesz Misiu, mam coś dla Ciebie. Zamknij oczy. – rzekła Daria. Michał zamknął oczy, ale zrobił to z lekkim strachem, bo wiedział, ze jego ukochana jest zdolna do wszystkiego. Daria w tym czasie założyła mu na szyi łańcuszek z medalikiem.
- Teraz otwórz oczy i daj mi buzi. – powiedziała dziewczyna z uśmiechem na twarzy.
Michaś otworzył oczy, popatrzył na łańcuszek i medalik.
- Daria, nie musiałaś. To musiało być drogie. Nie mogę tego przyjąć.
- E tam, drogie czy nie drogie, nie ma znaczenia. A Ty nie możesz tego przyjąć tylko po prostu musisz! A buzi gdzie?
Chłopak w tym momencie czule pocałował i przytulił dziewczynę. Siedzieli na tym dachu, popijając wino i jedząc kanapki, a później czekoladę, aż do zachodu słońca. Było bardzo romantycznie i wesoło. Wieczorem Michał odprowadził swojego Aniołka i szedł do domu, by pomóc mamie obronić się przed pijanym ojcem. Gdy tak szedł sobie w centrum Warszawy, podbiegła do niego w pewnym momencie zgraja dresów. Zaczęli na niego wrzeszczeć, a po chwili rzucać się. Chłopak bronił się jak mógł – kopał ich z glanów i pluł, jednak ich było sześciu, a on sam jeden. Kiedy myślał, że walka dobiega końca dresiarze potraktowali go z gazu łzawiącego. Michał leżał już na chodniku i nic nie widział, więc oni wykorzystali okazję i zaczęli go obkładać baseballem i kopać. Na szczęście znudziło im się dość szybko. Chcieli ukraść mu komórkę, ale była to Nokia 3310, więc sobie odpuścili. Kiedy po 40 minutach Michał doszedł powoli do siebie, wstał i mimo, że wszystko go bolało biegł jak najszybciej do domu. W domu awantura, więc musiał uspokajać ojca jak co dzień.
Michał pracował we wakacje w pewnym z hipermarketów, by bracia jego mieli co jeść. On sam często jadał u Darii.
W czasie kiedy Michał pracował, Daria spędzała czas z przyjacielską burżuazją z osiedla. Byli to w większości chłopacy. Niestety Daria to dziewczyna, która uwielbiała flirtować i w dodatku zbyt często. Nie raz już przez ten rok całowała się i obściskiwała z innymi chłopakami za plecami Michała. Dla niej to normalna rzecz.
Michał tak ją kochał, że poświęcał się nie raz i chodził nawet z nią na imprezy, bo bał się o nią. Ona na te okazje kupowała mu odpowiednie ciuchy, uczyła go tańczyć do techno i house.
Daria nigdy nie chciała iść na koncert z Michałem, ale on nie miał żalu o to.
“Wyjdziemy dzisiaj, bo mam wolne :) ” napisał do swojego Skarba Misiek. “No ok, możemy. To wpadnę po Ciebie dzisiaj ja i nie ma żadnego ale!”. Chłopak nic już nie odpisał, bowiem oszczędzał każdy grosz.
Gdy schodził z drugiego piętra swojej kamienicy zobaczył w skrzynce na listy kopertę. Otworzył skrzynkę, wyciągnął kopertę, otworzył ją i dostał szoku. Wmurowało go. Nie wiedział, czy ma zwidy czy to może mu się śni. W kopercie było 14 zdjęć, a na nich Daria całująca się z różnymi chłopakami. Była też kartka – “Żal mi się Ciebie zrobiło, bo Ty nic nie wiesz co ona wyprawia, a jesteś w porządku chłopak. Pozdrawiam, donosicielka”. Michał miał łzy w oczach. Kopertę schował do plecaka, wyszedł z kamienicy, a przed drzwiami czekała uśmiechnięta ‘różowa panienka’. Zdziwiła się na widok łez w pięknych brązowych oczkach Michała.
- Hej, Michał co Ci się stało? Czemu płaczesz? – jej zdziwienie było ogromne, bo nigdy nie widziała, żeby płakał.
- Nic. Nie można płakać? – uniósł się Michał. – Idziemy się przejść, czy będziemy tak tu stać?
- Idziemy, idziemy.
Szli niby za rękę, ale Michał czuł wstręt. Nie powiedział jej nic, nie pokazał zdjęć, bo wiedział, że musi się z tym przespać. Na pożegnanie nawet jej nie pocałował, przytulił tylko i odszedł.
W nocy nie mógł spać. Oglądał te zdjęcia i płakał. Postanowił to wyjaśnić. Za bardzo ją kochał, by tak od razu bez słowa wyjaśnienia mógł z nią zerwać.
Spotkali się. Ona zadowolona, wypachniona, wystrojona i uśmiechnięta, a on smutny, bez życia w oczach i cały na czarno. Poszli tam, gdzie wyznali sobie miłość, czyli nad stawek w maluśkim, trochę zniszczonym parku niedaleko od domu Michała.
- Musimy poważnie porozmawiać. – zaczął chłopak. – Wiesz, że przez Ciebie nie spałem całą noc i płakałem jak małe dziecko?
- Przeze mnie? Niby czemu? – zapytała zdziwiona dziewczyna.
- A temu! – wręcz krzyknął ukochany Darii i pokazał jej zdjęcia z koperty. Dziewczynie opadła szczęka, wywaliła wielkie oczy i spytała: – Skąd to masz?
- Wczoraj znalazłem to w skrzynce na listy. Było w tej kopercie razem z tą karteczką. Kocham Ciebie tak bardzo, a Ty mi takie coś zrobiłaś? Jak mogłaś?!?!?!
- Michał, to nie tak. Ja nie chciałam.
- Ale to zrobiłaś i to nie raz! Wybacz, ale to koniec. Nie ma nas. Oddaję Ci łańcuszek. Nie chcę Ciebie widzieć.
- Ale Michał! – krzyknęła rozpaczliwie Daria.
- Odejdź razem z wspomnieniami! Nie chcę Ciebie znać!
- Nie to nie! Nawet nie wiesz, co właśnie straciłeś!! – Obojętnie powiedziała dziewczyna i poszła.
Michał został nad stawkiem. Wrzucał kamienie do niego. Siedział tam chyba z 2 godziny słuchając swoich ulubionych piosenek przez mp3. Nagle poczuł, że ktoś chwycił go za ramię. Odwrócił się i ujrzał dziewczynę. Piękną, czarnowłosą jak on, dziewczynę. Uśmiechała się do niego i patrzyła swoimi prawie czarnymi, wielkimi oczami, w których widać było błysk radości. Michał wyjął z uszu słuchawki i patrzył się na nią.
- Mogę sobie usiąść obok? – spytała czarnowłosa dziewczyna.
- Jasne – odpowiedział chłopak.
- Mam na imię Zosia – powiedziała, wyciągając do niego rękę.
- Michał jestem, miło mi Ciebie poznać. Mieszkasz w okolicy?
- Tak, bardzo blisko. Często tu bywam. Ale Ciebie nawet widziałam kiedyś z taką blondyneczką, jak tutaj właśnie siedziałeś.
- Możliwe, często tutaj przychodziłem z Darią… – powiedział Michał i spuścił głowę na dół. Po chwili doszedł do siebie i kontynuował – Ja też mieszkam blisko.
- Aha, no to fajnie. A widziałam, że słuchasz muzyki, jaką lubisz?
- Głownie ciężki rock i też punk. Nawet metal się znajdzie na mojej mp3.
- Hehehe to trafiłam na swojego. Też słucham głównie ciężkiego rocka.
Ich rozmowa trwała długo. Okazało się, że mają wiele wspólnych zainteresowań i podobne poglądy. Nawet wyglądem byli podobni. Ten sam kolor włosów, ciuchy w podobnych odcieniach, glany.
Michał odprowadził Zosię do domu, ona dała mu swój numer komórki. Chłopak wchodząc do domu dostał smsa: “Spotkamy się jutro, bo bardzo miło mi się dziś rozmawiało:) Ale jeśli nie chcesz, to ok. Zosia.”. Oczywiście następnego dnia spotkali się. I następnego dnia też. I w przyszłym tygodniu też. Zostali przyjaciółmi. Michał opowiedział Zośce wszystko o Darii, ona mu o swoim byłym chłopaku. Czas, który ze sobą spędzali leciał zbyt szybko.
Po dwóch tygodniach Daria przyszła do Michała.
- Słyszałam, że już sobie znalazłeś nową dziewczynę. Tak szybko mnie opłakałeś?! – z wielkim oburzeniem, a zarazem ironią w głosie powiedziała dziewczyna.
- Co Ty tutaj robisz, mówiłem, że nie chce Ciebie znać! I niech Ciebie nie obchodzi z kim i jak spędzam czas. Nie jestem już Twój!
- Co? Do mnie z takimi tekstami?! – krzyknęła Daria, ale nie zdążyła dokończyć, bo Michał zamknął drzwi od swojego mieszkania.
Daria postanowiła go olać. Umówiła się już z dziewczynami, że idą na imprezę. Szybko do domu pobiegła, wystroiła się jak nigdy.
Na imprezie gorąco, techniasto i migająco od stroboskopów, czyli to co ona najbardziej lubi.
Poznała tam nowych znajomych, w tym jakiegoś chłopaka po dwudziestce. Ostro się bawiąc, Daria przesadziła z alkoholem. Przyjaciółki były tak zajęte sobą, że nawet nie zauważyły kiedy owy dwudziestolatek wywlókł Darię z klubu.
Nazajutrz na szczęście obudziła się w domu, lecz nie pamiętała nic, a nic. Bardzo ją to martwiło. Kaca miała mocnego jak nigdy.
Tymczasem Michał szedł na spotkanie z Zosią, swoją nowa przyjaciółką. Chyba nawet jedyną. Kiedy był z Darią nie dbał o to, by mieć przyjaciół, wystarczała mu ona.
Minął miesiąc….
U Michała była Zosia, która pomagała sie zajmować jego młodszymi braćmi. Chyba było już uczucie między nimi. Gdy wpatrywali sobie w oczy i uśmiechali się do siebie usłyszeli dzwonek. Michał otwiera drzwi i aż go wmurowało. Stała tam ubrana bardzo skromnie, w ciemne, niewyróżniające się ciuchy i bez makijażu Daria. Włosy miała spięte, twarz smutną, oczy bez blasku i do tego podkrążone. Chłopak w pierwszej chwili pomyślał, że to żart jakiś, jednak po chwili stwierdził, że nie.
- Przepraszam, że Ciebie nachodzę znowu, ale mam problem. Tylko Ty byłeś moim jedynym prawdziwym przyjacielem, i tylko Ty zawsze mądrze doradzałeś. Zrozumiem, jeżeli mnie nie wpuścisz… – rzekła tonem innym niż zwykle Daria.
Michał nadal stał wmurowany i nie wiedział, co ma zrobić. Nagle zza pleców chłopaka wychyliła się Zosia. Daria posmutniała, chciała iść już.
- Poczekaj! Wejdź. – zaprosił ją do domu jej ‘eks’. – Zosiu, zajmiesz się chłopcami, a ja pogadam z Darią?
- Jasne. – odpowiedziała Zośka.
Michał z Darią weszli do salonu. Usiedli przy stole naprzeciwko siebie. Najpierw wymienili się kilkoma spojrzeniami, takimi jak dawniej.
- Więc w jakiej sprawie chciałaś się mnie poradzić?
Dziewczyna nic odpowiedziała, ale za to wybuchła płaczem. Rozpaczliwym, ale nie głośnym. Nie zmuszała się, widać było to po oczach. Michał patrzą tak na nią, prawie też się popłakał. Podszedł do niej, przytulił ją.
- Powiedz, co się stało, i uspokój się proszę, bo mi serce pęknie! – powiedział.
- Pamiętasz, kiedy byłam u Ciebie ostatni raz? Później poszłam na imprezę z dziewczynami… – mówiła, szlochając jeszcze troszkę. – Wtedy zbyt dużo wypiłam, co wykorzystał pewien dwudziestolatek. Nic nie pamiętam. Wiem tylko, że jestem w ciąży. Nie wiem co mam zrobić. Ojciec chce mi załatwić aborcję, ale ja nie chcę, ale z drugiej strony wychowywać dziecko w tym wieku? Boję się. Tak bardzo się boję. Dlatego przyszłam. – skończyła mówić, wycierając oczy.
- Nie wiem co powiedzieć. Zatkało mnie. – tylko tyle zdołał z siebie wydusić Michał.
- Chcę Ciebie przeprosić, za to jaka byłam i co Ci zrobiłam. Nie chcę się z Tobą kłócić, chcę byśmy byli przyjaciółmi. Proszę Ciebie o to, błagam nawet…
- Dobrze. Możemy być przyjaciółmi. Pomogę Ci, wpierając Ciebie w trudnych chwilach.
- Naprawdę? Myślałam, że odmówisz. Jejku, cieszę się bardzo. – Daria w końcu sie uśmiechnęła.
Rozmawiali jeszcze chwilkę i Daria poszła.
- To była Daria? – spytała Zosia.
- Tak, to ona. Ma problem poważny. Zostaliśmy przyjaciółmi. Wybaczyłem jej. – powiedział Michał ze smutkiem.
Zosia nie była zadowolona. Bała się, że nie będzie spędzać tyle czasu ze swoim przyjacielem i była zazdrosna. Zakochała się w Michale, a tu nagle zaczęła zagrażać jej Daria.
Faktycznie Michał musiał podzielić swój wolny czas na dwie przyjaciółki, a do tego Daria bardziej go potrzebowała, więc z Zosią rzadziej się spotykał.
Był już ostatni tydzień wakacji. Zosia i Michał spotkali się na dłużej. Siedzieli sobie w parku, rozmawiali. Nagle ona jego pocałowała. Bardzo czule i namiętnie.
- Kocham Ciebie! – powiedziała dziewczyna. – Chcę być z Tobą, na dobre i złe, na zawsze. Nigdy wcześniej nie spotkałam tak wspaniałej osoby.
- Przestań! Nie kończ… Zosiu, wybacz mi, ale moje serce należy nadal do niej. Kocham Cię, ale jako przyjaciółkę, siostrę. I tak będzie zawsze. Jesteś dla mnie ważna, ale ona ważniejsza.
- Ale dlaczego kochasz ją! Ona będzie miała dziecko z innym, zdradziła Ciebie jak byłeś z nią, a Ty nadal ją kochasz… – z płaczem wydukała Zosia.
- Serce nie sługa. Nie chciałem Ciebie ranić, ale nie mogę być z Tobą, bo mimo, że Ty będziesz szczęśliwa, to ja nie będę. Nie mógłbym powiedzieć Ci, że Ciebie kocham, po prostu nie przeszłoby mi to przez gardło. Jeżeli mnie zrozumiesz, to się do mnie odezwij, a chętnie się z Tobą przejdę na spacer. – powiedział chłopak i poszedł do Darii.
Zadzwonił do drzwi, otworzyła Daria.
- Można?
- Jasne, że można.
Wszedł do środka. Usiedli sobie w wielkim salonie, pili herbatę. Michał nie wytrzymał i pocałował ją. Tak, jak nigdy wcześniej. Potem przytulił ją i nie chciał jej puścić.
- Tęskniłem. Nawet nie wiesz jak bardzo. – rzekł chłopak. – Wybaczyłem Ci.
- Ja również bardzo tęskniłam. Zmieniłam się. Myślę nawet, że na lepsze. Tamto zdarzenie sprawiło, że dojrzałam. Nie mam w głowie imprez, zakupów, szpanu i flirtów. Teraz chcę wychować moje dziecko na dobrego człowieka. Chcę też mieć z kim sie zestarzeć. Dojrzałam do prawdziwej miłości.
- Kocham Cię. Zawsze Ciebie kochałem i zawsze będę kochać. Nic i nikt tego nie zmieni.
- Ale co z moim dzieckiem?
- Chyba z naszym dzieckiem… Razem je wychowamy, razem sie zestarzejemy. Chyba, że nie chcesz.
- Jak mogłabym nie chcieć głupolu! Kocham Ciebie do szaleństwa. Chcę Ciebie mieć zawsze przy sobie…
Rodzice Michała i ojciec Darii dali im błogosławieństwo. Mieli wziąć ślub zaraz po urodzeniu dziecka. Kupowali już ciuszki dla dziecka i pokochali je. Niestety w październiku Daria poroniła. Przeżyli tragedię, oboje się załamali, a nawet dziewczyna wpadła w depresję.
Przesunęli datę ślubu na grudzień. Ceremonia była cudowna, pełno gości, w tym Zosia, która nadal była przyjaciółką Michała ale i także Darii.
Po ślubie zamieszkali w domu Darii. W połowie lutego Daria zaszła w ciążę z Michałem. Tak bardzo się cieszyli, gdy pod koniec października urodził się im piękny, zdrowy synek. Michał poszedł na studia, a Daria zajmowała się ich synkiem. Ich rodzina była taka szczęśliwa. Za dwa lata urodziła im się córeczka. Więcej chcieć nie mogli.
Daria i Michał dożyli razem, nadal kochając się tak jak w młodych latach do późnej starości.

… Magda w nocy nie mogła spać, bo co chwilę otrzymywała smsa od Pawła. Nic dziwnego, że się zauroczyła. Pawełek śliczny chłopak, na dodatek udawał tego wyśnionego i wymarzonego księcia z bajki.
Każdy kolejny dzień po tym wyjątkowym spotkaniu na szkolnym dziedzińcu był wspaniały. Madzi aż sie chciało chodzić do szkoły. Nadal chodziła do niej z Marcinem, jednak tematy literatury i muzyki schowały sie w cień. Teraz ich rozmowy kręciły się głównie wokół Pawła. Marcin jako wierny przyjaciel wysłuchiwał wszystkich opowieści o Pawle.
Minęły dwa tygodnie. Madzia coraz więcej przerw spędzała z Pawłem, coraz częściej Paweł odprowadzał ją do domu. Marcin był zawiedziony i bardzo smutny. Myślał, że znaczy dla Magdy wiele, a wychodziło, że jednak się mylił.
Magda coraz rzadziej wychodziła z całą paczką chłopaków z klasy do kafejki czy do parku. Chłopacy zaczynali się o nią martwić. Marcin nawet popytał ludzi w sprawie Pawła. Wielu pytanych odpowiadało: ‘cham, chuligan i debil’. Marcin postanowił coś zrobić. Chciał jakoś Magdzie przetrzeć oczy, bo czuł, ze Paweł nie ma czystych zamiarów. Oczywiście miał rację. Paweł obmyślił cały plan. Po prostu chciał sie zabawić ‘nawiną laską’, a nawet ją wykorzystać. Udawał kogoś, kim nie był.
- Cześć Madziu. Jak się spało? – przywitał się Marcin w autobusie w poniedziałkowy poranek.
- Hej. A dobrze. – odpowiedziała Magda.
- Wiesz, może nie powinienem o to Ciebie prosić, ale muszę z Tobą pogadać, więc może urwiemy się z francuskiego i pójdziemy do parku?
- Dobrze, nawet bardzo dobrze, bo nie jestem przygotowana.
Wysiedli z autobusu na następnym przystanku i poszli w stronę parku. Doszli do ławki, usiedli.
- Powiedz mi co się dzieje? Dlaczego nasza przyjaźń jest w ruinie? Myślałem, że jest dla Ciebie ważny, a Ty po prostu mnie olewasz. Jak już rozmawiamy to o Pawle. Mam dość. Przepraszam, ale nie mogłem wytrzymać i popytałem ludzi ze szkoły jaki jest Paweł. I boję się o Ciebie. Mam złe przeczucia, że on się Tobą bawi.
- Co?! Jak możesz tak mówić! Wcale go nie znasz! Jest wspaniały! A ja się w nim zakochałam i nic na to nie poradzisz! Wybacz, że nie mam czasu dla takiego głupka jak Ty! – krzyknęła Magda i pobiegła.
Marcin nie ruszył się z miejsca, bo wiedział, że to nic nie da. Musi ona ochłonąć.
W szkole na dużej przerwie Magda siedziała Pawłowi na kolanach. Marcin przeszedł koło nich i aż mu się łzy zakręciły w oczach, gdy zobaczył, że Magda nawet go nie zauważyła. Urwał się z reszty lekcji. Szedł przed siebie. Obszedł pół Krakowa. Trafił do parku. Szedł nad stawek. Usiadł na ulubionej ławce i gorzko zapłakał. Nie wstydził się tego. Płakał tak z pół godziny, bo bardzo kochał Madzię. Nie wiedział co robić.
Tymczasem Paweł odprowadzał Magdę do domu. Będąc już na jej klatce, pocałował ją. Niby czule, mocno. Dziewczyna sie zarumieniła, on odwrócił sie i poszedł. Miał w głowie już plan. Zaraz wyzna jej miłość, zaczną chodzić, a w weekend ją upokorzy…
Ona pobiegła za nim. Wtedy on popatrzył jej głęboko w oczy.
- Magda, wiesz, ja… ja… ja Ciebie kocham! I to do szaleństwa! Tylko proszę, nie śmiej się…
- Ty głupolu! Ja bym się miała z Ciebie śmiać? Ja też Ciebie pokochałam! A do szaleństwa to jest mało powiedziane!
Przytuliła go, pocałowała jeszcze raz i poszła do domu. Cieszyła się jak nigdy wcześniej. Włączając komputer nie spodziewała się, że coś może zepsuć jej humor. Kiedy popatrzyła na opis Marcina [ Nie ma już dla mnie ratunku.Wszystko straciło sens. Żegnam was... ] przeraźliwie krzyknęła NIE!! Wiedziała, że coś jest nie tak. Rodzice wbiegli do pokoju.
- Co się stało córciu?! – z obawą w oczach spytała mama.
- Muszę coś załatwić. Wrócę niebawem, nie martwcie się.
I wybiegła z domu. Ile miała siły w nogach biegła do domu Marcina. Dzwoniąc domofonem nikt nie odbierał. Jednak nie dała za wygraną. Kiedy już dostała się do drzwi od mieszkania Marcina zaczęła dzwonić i pukać. Nikt nie otwierał. Nie wiedziała co robić! Poszła do sąsiadów, zapytała gdzie mieszka dozorca. Drzwi mieszkania dozorcy się uchyliły i pan w okularach się wychylił.
- Musi mi pan pomóc! Szybko! Błagam! Od nas zależy życie szesnastolatka! Niech pan bierze klucze i idzie ze mną! – zaczęła krzyczeć przerażona Magda. Dozorca posłuchał jej. Kiedy otworzyli drzwi od mieszkania Marcina, Magda zobaczyła światło w łazience. Wbiegła i zobaczyła leżącego w wannie Marcina z podciętymi żyłami. Szybko pojechała na pogotowie z dozorcą. Odratowali go, ale mało brakowało. Magda zadzwoniła do rodziców Marcina i swoich, opowiedziała im wszystko. Czuwała przy Marcinie cały czas. Obudził się.
- Gdzie ja jestem?
- W szpitalu. Będziesz żył.
- Skąd wiedziałaś, że chcę sie zabić?
- Za dobrze Ciebie znam… Gdyby nie pan dozorca nie byłoby Ciebie tutaj.
- Gdyby nie Ty, to by mnie tu nie było. Dozorca sam by nie wpadł na to, że leżę w wannie z podciętymi żyłami. Dlaczego mi pomogłaś?! Chciałem być już na drugim świecie. Nic mnie tu nie trzyma. Nic! rozumiesz?
- Nie mów tak! Nie pozwalam Ci! Dopiero teraz zrozumiałam jaki jesteś dla mnie ważny. Przepraszam to za mało. Nigdy nie powinnam się tak zachowywać, ani tak mówić. Jesteś moim przyjacielem, kocham Ciebie jak brata, nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Przepraszam. Wybacz mi, proszę…
- Już Ci wybaczyłem. Tak naprawdę nigdy nie byłem zły na Ciebie, nie potrafię. Za bardzo Ciebie kocham. Chciałem sie zabić, bo myślałem, że Ciebie straciłem. Powiedziałaś, że nie ma miejsca już dla mnie w twym sercu, wiec po co mi żyć?
- Zawsze będziesz w moim serduszku. I w mojej pamięci. A żyć Ci warto. Cóż za strata by była dla świata, gdyby świat stracił takiego wspaniałego trębacza? – powiedziała Magda i przytuliła się do leżącego w łóżku Marcina. Kiedy przyszli jego rodzice pożegnała się i wyszła. Poszła do Pawła. Rozmawiali długo. Paweł tak naprawdę nie słuchał jej słów, jej zdań, jej myśli. Układał w głowie bowiem plan sobotniego popołudnia. Wszystko było już dokładnie ustalone w jego mózgu. Plan wyglądał następująco: 1. Przyjście Magdy. 2. Herbatka i czułe słówka. 3. Włączenie nastrojowej muzyki + zapalenie świeczek. 4. Przytulańce. 5. Pocałunki. Dalej to już spontan.
Dni mijały szybko. Magda przynosiła Marcinowi do szpitala tomiki poezji Szymborskiej i Baczyńskiego. Później przychodził do niej Paweł.
W końcu nadszedł weekend. Wypisali już Marcina ze szpitala. Sobota. Najpierw rano obowiązki w domu. Później przyszedł po nią Paweł i poszli nad stawek, usiedli na tej ławce. Siedzieli wtuleni w siebie i rozmawiali. Marcin szedł właśnie z “Ćpunem” w ręce z myślą, że posiedzi na ulubionej ławce i sobie poczyta w spokoju. Gdy zbliżał się do celu, zobaczył, że na ławce jest Magda i Paweł. Dostał szału! W końcu to ławka ICH! Czyli jego i Magdy. Jak ona mogła tam przyprowadzić Pawła! Tego łotra! Podbiegł, rzucił książki na ziemię.
- Magda, jak mogłaś! Jak mogłaś przyprowadzić jego w to miejsce! Zapomniałaś, że to nasza ławka?! Jak mogłaś! – krzyczał na dziewczynę oburzony Marcin.
- Wypad stąd lowelasie! Słyszysz? Tak, to do Ciebie. Bo ty jesteś spedalonym lowelasem!
- Marcin, hamuj się! Spokojnie! – próbowała rozładować napięcie Magda.
- Jak mnie nazwałeś?! Chcesz wpieprz?!
- No dalej, chodź! Nie boję się Ciebie!
- Jeżeli natychmiast się nie uspokoicie to pożałujecie! – wrzasnęła na nich dziewczyna.
Chłopcy uspokoili się. Poskutkowało.
- Magda, ja Ciebie kocham. Nie jak siostrę, ale jako młodą, piękną, zdolną i inteligentną kobietę! – wyrzucił z siebie Marcin.
Magda będąc w szoku nie mogła wydobyć z siebie słowa. Paweł, wielki macho, który myślał, że bawi się tylko uczuciami i całą Magdą nagle poczuł sie zazdrosny. Starał się wyperswadować to sobie z głowy. Tymczasem Marcin wziął książkę i pobiegł gdzieś przed siebie. Paweł obserwował Magdę. Dziewczyna popłakała się i usiadła na ławce. Paweł poczuł, że patrząc na nią też zachciało mu się płakać. Po chwili sie otrząsnął.
- Idziemy już do mnie?- zapytał.
Dziewczyna popatrzyła mu w te piękne brązowe oczka, a jemu aż się nogi ugięły. Zrobiło mu się też gorąco. “Ej stary, co sie z tobą dzieje? Niemożliwe, że się zakochałeś, niemożliwe! Ty jesteś chamem. Miałeś się nią tylko zabawić. Skompromitować.”
- Możemy iść, chętnie napiłabym się herbaty.
I poszli. W domu nikogo nie było. Rozgościli się w salonie. Paweł działał według planu. Zrobił herbatę, włączył nastrojowa muzykę. Zaczął się do niej coraz bardziej przysuwać. Przytulił ją i szybko pocałował. Nagle w głowie mu się zaczęło mieszać. Chciał zrezygnować, ale już zaprosił na jutro kolegów na seans filmowy, więc nie mógł się wycofać, nie wyszedłby z twarzą. Nagle leżeli już obok siebie cały czas sie przytulając. Kamerę włączył już zaraz po wejściu do domu. Kiedy włożył rękę pod jej koszulkę ona gwałtownie odskoczyła.
- Co Ty robisz?!?! – krzyknęła.
- Nie mów, że tego nie chcesz. – powiedział pewny siebie Pawełek.
- Nie, nie chcę! Marcin miał rację, że jesteś chamem, a nie moim wyśnionym księciem z bajki, moim idealnym mężczyzną, z którym chciałabym spędzić resztę swojego życia! – odpowiedziała zdenerwowana i zapłakana Magda. Wstała, strzeliła mu w twarz, ubrała buty, kurtkę i wybiegła.
Poszła do Marcina. Kiedy otworzył drzwi powiedziała:
- Cześć. Można?
- Cześć. Można. – i wpuścił ją do domu Marcin.
- Dlaczego płaczesz? Nie mów, że przez tego kretyna! – kontynuował chłopak. – Zrobił Ci coś?! Skrzywdził Ciebie?! Zabiję gnoja!!!!
- Nie zdążył mi nic zrobić, bo dostał w twarz i wybiegłam.
- Już ja się z nim policzę!
- Nie, daj spokój. Nie chcę go znać. Wybacz mi, że Ci nie wierzyłam. Miałeś rację, to cham, debil i chuligan.
Rozmawiali z dwie godziny. Szczerze i wesoło, jak za starych dobrych czasów.
Paweł nie mógł spać. Czuł się jak skończony kretyn. Ciągle w głowie słyszał jej słowa “Marcin miał rację, że jesteś chamem, a nie moim wyśnionym księciem z bajki, moim idealnym mężczyzną, z którym chciałabym spędzić resztę swojego życia!”. Ciągle miał przed oczami widok jej uśmiechniętej twarz i zapłakanych oczu w parku. Nigdy wcześniej nie czuł się tak strasznie. Doszło do niego, że zależy mu na niej, że ją kocha. Miał sie nią tylko zabawić, a ją pokochał. Nie wiedział co zrobić. Dzwonił do niej, lecz ona odrzucała. Pisał smsy, lecz ona nie odpisywała. Pisał na gg, lecz ona zmieniła numer. W niedzielę poszedł do niej. Otworzyła jej mama.
- Dzień dobry, czy zastałem Magdalenę? – zapytał.
- Jest, ale nie chce Ciebie widzieć, ani znać. – odpowiedziała mama Magdy.
Załamany Paweł nie chciał się poddać. Do końca niedzieli układał sobie mowę, którą powie jej w szkole na dużej przerwie.
Poniedziałkowy ranek był dla Magdy straszny. Ale udawał twardą. W autobusie jechała z Marcinem. Poprosiła go, by jej nie zostawił chociaż na minutkę. Zgodził się.
W szkole na dużej przerwie na korytarzu słuchać było piski dziewczyn i pełno ludzi zgromadzonych przy oknie. Zaciekawiony Marcin zaciągnął tam Magdę. Gdy przebili się przez tłum, zobaczyli, że przy tamtym oknie jest wielki bukiet białych róż z bilecikiem dla Magdy od Pawła. Dalej prowadziła droga usypana płatkami białych i czerwonych róż. Prowadziła ona do dziedzińca. Magda została zmuszona przez tłum by tam iść. I poszła, mimo, że nie chciała oglądać twarzy Pawła. Stała na pustym dziedzińcu i gdy miała już iść, za ramię chwycił ją Paweł. Stał z białą różyczką jak na pierwszym spotkaniu. Magdę wmurowało. Paweł miał łzy w oczach. I gdy ona miała zamiar powiedzieć, że nienawidzi ukląkł na kolanach i zaczął mówić:
- Magda, poczekaj. Daj mi powiedzieć. Przepraszam Ciebie, przepraszam Ciebie, przepraszam! Na początku chciałem po prostu się zabawić Tobą no i z Tobą. Później czułem motyle w brzuchu widząc Ciebie, przytulając, czy całując. Gdy Marcin powiedział Ci w parku, ze Ciebie kocha to poczułem się zazdrosny i zagrożony! Lecz ja głupi ciągle chciałem sobie wmówić, że to urojenia, że Ciebie nie kocham. Byłem wielkim chamem, chciałem Ciebie wykorzystać, dodatkowo to nagrać i pokazać kumplom. Jednak gdy strzeliłaś mi w twarz ocknąłem się. Gdy wyszłaś popłakałem się. Bo to Ty nauczyłaś mnie spokoju, wyciszenia, śmiechu. To Ty sprawiłaś, że pokochałem poezję i że pokochałem jazz. Nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej dziewczyny jak Ty. Bez Ciebie nie mam po co żyć. Bo to Ty mnie zmieniłaś na lepsze. Nigdy sobie nie wybaczę, że postąpiłem tak a nie inaczej w sobotę. Proszę za to Ciebie, byś Ty mi wybaczyła. Pewnie powiesz, że proszę o zbyt wiele, ale ja jednak nie przestanę prosić, bo jesteś najważniejsza osobą w moim życiu. Jesteś moją wyśnioną księżniczką, z którą chcę spędzić resztę życia. Proszę, daj mi ostatnią szansę. Błagam Ciebie.
- A skąd mam wiedzieć, że mnie teraz nie kłamiesz?
- Zaufaj mi. Stałem się z chama i chuligana Twoim ideałem, to nie fikcja, ja się naprawdę zmieniłem, dzięki Tobie!
Magda nie odpowiedziała. Pocałowała go czule i wyszeptała mu do ucha Hymn o Miłości św. Pawła.
Minęło 5 lat. Magda jest nadal szczęśliwa z Pawłem. Naprawdę zmienił się z tego chuligana na księcia z bajki. Kochali się bardzo mocno i planowali przyszłość.
Magda nadal przyjaźni się z Marcinem. On również się zmieni. Uczucie miłości, którym darzył Madzię zmieniło się w przyjaźń. Spotykają sie często we trójkę. Marcin z Pawłem dogadują się świetnie.
Minęło 10 lat. Magda urodziła Pawłowi ślicznego synka i nazwali go Marcinek, na cześć ich wspólnego przyjaciela. Żyją szczęśliwie w małżeństwie od 3 lat i planują jeszcze dwójkę dzieci. Oszczędzają na domek gdzieś w okolicach Rabki.

Szkoda, że takie historie zdarzają się tak rzadko. Mam nadzieję, że się spodobało.
Pozdrawiam.

Ona – szatynka o niebieskich oczach, wysoka, szczupła, zadbana, ubrana schludnie i ładnie. Inteligentna, nie sprawiająca problemów rodzinie i w szkole szesnastolatka. Lubiła poezję, na przerwach czytała książki, nie miała przyjaciół [czemu? nie wiadomo]. Wielu chłopaków się niej podkochiwało, lecz ona ich unikała. Miała na imię Magda.

On – brunet o brązowych oczach, wysoki, wysportowany, długie włosy. ‘Słodziak’, trochę chuligan. Jak większość osiemnastolatków chodził na imprezy, na siłownię. Dziewczyny za nim szalały i wiele z nich dałoby się za niego pokroić. Miał na imię Paweł.

Wrzesień. Magda zaczęła edukację w liceum w Krakowie. Z przerażeniem przestąpiła próg szkoły w dniu rozpoczęcia roku szkolnego. Miała nadzieję, że w nowej szkole znajdzie zaciszne, fajne miejsce, gdzie będzie mogła czytać swoje ulubione książki. Trochę czasu zajęło jej odnalezienie w wielkim budynku swojej klasy. Kiedy ją znalazła, poprawiła włosy, uśmiechnęła się, zapukała i weszła. Ku wielkiemu zdziwieniu jej nowa klasa składała się z 32 chłopaków i zaledwie 4 dziewczyn razem z nią. Jej klasa miała profil muzyczny, więc spodziewała się przewagi dziewczyn albo chociaż równowagę płci. Cóż, powiedziała sobie w myślach “Mówi się trudno.” i zajęła miejsce w pierwszej ławce. Wychowawczyni była bardzo sympatyczna. Później każdy po kolei się przedstawiał. Magda drżącym głosem [ze strachu] wydukała kilka zdań o sobie jako pierwsza. Następnie każdy kto się przedstawiał kolejno wydawał jej się sympatyczny. Po wyjściu z klasy grupka kilku chłopaków z jej nowej klasy podeszła do niej. Ona ze zdziwieniem i obawą popatrzyła na nich swoimi niebieskimi oczkami. Oni jednak okazali się sympatyczni i po prostu chcieli jej tylko powiedzieć, że w piątek spotykają się całą klasą [tak dla integracji] w kawiarence. Zdziwiona Magda powiedziała, ze przyjdzie i znikła skręcając w inny korytarz. Idąc miała wzrok wlepiony ku podłodze i to spowodowało, że nie zauważyła Pawła. On popatrzył na Magdę i krzyknął:
-Patrz jak łazisz! – a sznurek dziewczyn idącym za nim niczym cień powtórzyło jego słowa.
- Przepraszam, nie chciałam…
A w myślach przyszły jej do głowy tylko słowa: “Co za idiota!”.
Miała poszukać jeszcze zacisznego miejsca, jednak uznała, że dosyć wrażeń jak na jeden dzień, wiec poszła do domu. W drodze zahaczyła o park. Jak ona tam uwielbia chodzić i siadać w ławce koło stawu.
Dzień drugi w nowej szkole rozpoczął się dobrze. Już nawet w autobusie do szkoły spotkała kolegę z klasy i się okazało, że mieszka blisko niej, co ją ucieszyło. Porozmawiali sobie, dziewczyna zaczęła się przed nim otwierać. Miał na imię Marcin, grał na trąbce i trenował biegi. Był jej wzrostu, miał blond włosy do ramion i zielone oczy z życzliwym spojrzeniem. Przed budynkiem szkoły spotkali jeszcze kilku kolegów z klasy – Bartka, Tomka, Kubę i Kamila. Pierwsza lekcją był polski. Przed klasą polonistyczną Magda stojąc z chłopakami była mierzona wzrokiem przez trzy dziewczyny z klasy – Agnieszkę, Martę i Patrycje.
- Wypadałoby, żebym poznała lepiej dziewczyny, więc idę sie przywita.
- Nie warto. Są wredne i puste! – powiedział Bartek. – Chodziłem z nimi do jednej klasy w gimnazjum, więc znam je na wylot. Mówię, Ci nie warto Madziu – dokończył.
- Wiesz, ja jednak spróbuję. W końcu też są dziewczynami i na dodatek jedynymi oprócz mnie w tej klasie.
I poszła.
-Cześć! Jak poranek?
- Hahaha! Jak poranek, bo pęknę! Od kiedy my na ‘ty’! Nie pozwalaj sobie! – z pogarda i ironią w głosie powiedziała Agnieszka.
Madzi zrobiło sie głupio i poszła do chłopaków. Do końca dnia szkolnego przebywała z nimi. Przebywając z chłopakami zapomniała, że miała przeczytać książkę, którą poleciła jej znajoma. Ale i tak miło się jej rozmawiało z chłopakami. Poznała też resztę chłopaków z klasy, jednak z ta paczką najlepiej się dogadywała.
Wracała do domu z Marcinem. Uciekł im autobus z czego Magda zadowolona, bo mogła iść do swojego ulubionego miejsca w mieście – parku. Przy okazji pokazała swoją ulubioną ławkę swojemu nowemu koledze. Bardzo się polubili. Magda czuła pewną więź z Marcinem, a znała go dopiero od rana. Marcin bardzo polubił Magdę i znalazł w niej kogoś podobnego do siebie. Magda grała na fortepianie i uwielbiała jazz, tak jak on, grający na trąbce. Okazało się, że Marcin również lubił poezję. Magda sie cieszyła, bo w końcu będzie miała z kim czytać wiersze nad stawkiem w parku i będą mogli wymieniać się tomikami. Do domu Magda wróciła po trzech godzinach.
W szkole jak w szkole, mnóstwo nauki, do tego gra na fortepianie, poezja, literatura.
Czas leciał jak oszalały. Jest połowa października. Magda na dobre zaprzyjaźniła się z Marcinem tak jak i z Bartkiem, Tomkiem, Kubą i Kamilem. Byli zgrana paczką. Madzi nie przeszkadzało, że trzyma się z samymi chłopakami, a chłopakom nie przeszkadzało to, że Madzia jest dziewczyną.
Pewnego dnia, Magda szła korytarzem z Marcinem i Kubą. Gdy skręcili w boczny korytarz powtórzyła się sytuacja z pierwszego dnia w szkole. Madzia nie zauważyła idącego z naprzeciwka Pawła. Zderzyli się, a Magdzie zleciały na podłogę kartki z wierszami i książka. Paweł z wielkim oburzeniem wydarł się na Magdę.
- To znowu ty?! Ale jesteś łajza!
- Weź na nią nie krzycz padalcu! – stanął w obronie dziewczyny Marcin
- Co?! zabawny jesteś koleś haha boki zrywać, nie podskakuj, bo pożałujesz!
- No to dalej, chodź na solo! – powiedział Marcin zaciskając pięści.
- Marcin przestań! A ciebie jakkolwiek masz na imię przepraszam po raz kolejny.- Krzyknęła Madzia.
- Dasz się dziewczynie uspokajać? Haha ale frajer! – Paweł dumnie powiedział.
Marcin nic nie odpowiedział. Obrócił się na pięcie i poszedł pod klasę. Magda z Kubą pobiegli za nim.
Paweł, szkolny cwaniaczek wymyślił sposób, jak dać nauczkę ‘tej łajzie’. Podszedł do Patrycji z klasy muzycznej i powiedział, że ma mu załatwić numer Magdy, to sobie z niej jaja porobi. Patrycja [jedna z jego fanek] na następnej przerwie już miała numer i dała go Pawełkowi.
Wieczorem Magda dostała sms-a o treści: “Siemka. Sorka za to, że dzisiaj na ciebie powiedziałem łajza, wcale tak nie myślę, po prostu lekcja mnie zdenerwowała. Popiszemy? Głupi idiota, który żałuje – Paweł”. Na początku dziewczyna nie wiedziała kto to, jednak po chwili skojarzyła. Magda była w szoku. Odpisała: “A niby o czym chcesz ze mną pisać?”. Paweł napisał: “Po prostu chcę ciebie poznać i przeprosić osobiście. Spotkajmy się na dużej przerwie jutro o 11.40 na dziedzicu, nie daj się prosić;)”. nie dostał już odpowiedzi.
Nazajutrz Magda i Marcin szli pieszo do szkoły. Przechodząc przez park rzucali się liśćmi i się pośmiali.
- Hm… Nie wiem co mam zrobić. Wczoraj Paweł do mnie napisał, ten no wiesz, od tego zderzenia. Poczytaj. – i pokazała jemu smsy.
- Ja bym nie poszedł na Twoim miejscu, on się wydaje dziwny. Słyszałem o nim, że to straszny chuligan. – Po dłuższym zastanowieniu odpowiedział Marcin. Lekcje szybko mijały. Magda siedziała w ławce na zmianę z chłopakami, więc było jej wesoło.
Zadzwonił dzwonek, godzina 11.40. Magda postanowiła pójść na dziedziniec. Stała i się rozglądała nie widząc Pawła. Nagle ktoś złapał ją za ramię, a gdy odwróciła się zobaczyła Pawła. Stał z białą różyczką w ręku i wielkim uśmiechem na twarzy. Madzię wmurowało. On wręczył jej różyczkę, ona przyjęła. Patrzyła mu w oczy, on patrzył jej w oczy. Scenie tej jakże romantycznej przyglądał się z boku Marcin. Aż sie w nim gotowało ze złości! Był zazdrosny. Spędzał bardzo dużo czasu z Magdą i nawet się w niej podkochiwał potajemnie. Teraz to wszystko było zagrożone. Przerażenie go ogarnęło. Magda z Pawłem rozmawiali ze sobą całą przerwę. On był taki idealny dla niej. Do końca dnia nie mogła przestać o nim myśleć…
C.D.N.

PS. Opowiadanie przyszło mi samo z siebie do głowy, więc postanowiłam je napisać:)
Pozdrawiam.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.